STRONA OFICJALNA
2017.09.20
559 meczów. Wiele rekordów
Autor: Wojciech Bajak

Kiedy wychodził na boisko w starciu Ruchu Chorzów z Arką Gdynia w maju 2017 roku wskazówka na liczniku jego występów w Ekstraklasie przesunęła się na cyfrę „559”. Nie będzie jednak już ani jednego spotkania więcej. Rekordzista pod względem rozegranych meczów w najwyższej polskiej lidze, Łukasz Surma, zdecydował o zakończeniu kariery. 

Ostatni pojedynek Surmy przyszedł w sezonie, który rozpoczął się dla niego 20. rocznicą debiutu w Ekstraklasie. Rzadki to przypadek, by tak okazały jubileusz mógł przeżywać jeszcze czynny zawodnik tego szczebla. Przed nim dokonali tego tylko Tomasz FrankowskiMarek Saganowski. Przez te dwie dekady w polskiej lidze przeminęła cała epoka. 

 

 

21 LAT TEMU...

 

Tak się złożyło, że trzech kolejnych posiadaczy najlepszego wyniku pod względem liczby występów w Ekstraklasie nigdy nie zmierzyło się ze sobą w lidze. Kiedy Zygfryd Szołtysik po raz ostatni grał przeciwko ŁKS Łódź w elicie, jego następca na pozycji rekordzisty, Marek Chojnacki, czekał jeszcze na debiut. Kres kariery tego łódzkiego zawodnika, po rozegraniu 452 spotkań na najwyższym szczeblu, przyszedł zaś na dwa miesiące przed premierowym starciem na tym poziomie obecnie panującego Łukasza Surmy. Swą rekordową kartę zaczął on zapisywać w lipcu 1996 roku, gdy Włodzimierz Cimoszewicz obejmował stanowisko premiera, w Atlancie Robert Korzeniowski zdobywał złoto Igrzysk Olimpijskich, a reprezentacja Polski przeżywała jeden z najgorszych sezonów w historii (2 zwycięstwa, 3 remisy, 7 porażek). 

 

- W pierwszej połowie byłem stremowany. To było zresztą widać. Miałem kilka niecelnych podań, nerwowych zagrań, dokonywałem niewłaściwych wyborów. A po przerwie grało mi się już coraz lepiej z minuty na minutę. Nie mogło być zresztą inaczej, skoro obok mnie grali tacy rutyniarze jak choćby Giszka, czy Świerad. - stwierdził w wywiadzie dla „Tempa” po swoim debiucie w Ekstraklasie w starciu Wisły Kraków z GKS Bełchatów. Redaktor, zresztą jego rówieśnik, Żelisław Żyżyński, dodawał: - Czuję, że naszą rozmowę przeżywa bardziej niż występ na boisku.

 

W dniu 20. rocznicy tego dnia był już posiadaczem rekordu w liczbie występów w Ekstraklasie i jedynym zawodnikiem, który zagrał na tym poziomie ponad 500 razy. Kilkadziesiąt godzin wcześniej wystąpił w swym 526. meczu ligowym.  

 

 

 

47 TYSIĘCY MINUT

 

Chojnackiego na liście piłkarzy z największą liczbą występów w Ekstraklasie Surma wyprzedził w sierpniu 2014 roku  po porażce 0:3 z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Długo zresztą takie wyjątkowe starcia kojarzyły mu się z brakiem sukcesu. Z pięciu meczów finalizujących kolejne „setki” występów w lidze raz przegrał, dwa razy remisował i dwa razy wygrywał. Na zwycięstwa w nich czekał jednak do swych dwóch ostatnich okrągłych jubileuszy w karierze: w 2012 roku, gdy został piątym piłkarzem w historii z 400 występami w najwyższej polskiej lidze oraz w 2015 roku, gdy był głównym bohaterem pierwszego w dziejach Ekstraklasy 500. meczu jednego zawodnika. Z aktywnych graczy takie spotkanie może się znaleźć najszybciej na koncie Arkadiusza Głowackiego. Pod warunkiem, że wystąpi we wszystkich starciach swojej drużyny w Ekstraklasie przez najbliższe dwa lata...

 

W posiadaniu Surmy znajduje się też rekord w liczbie sezonów rozegranych w najwyższej lidze. Od edycji 1996/97 zabrakło go na boiskach Ekstraklasy tylko w rozgrywkach 2007/08, gdy wyjechał bronić barw izraelskich klubów. Na obczyźnie (w Austrii) spędził też rundę jesienną 2008/09, ale wiosną znów pojawił się w rodzimych progach. Na 21 sezonów na najwyższym szczeblu w Polsce tylko w tym jednym zdarzyło się, by pojawił się na boisku w mniej niż 60% kolejek! Dzięki temu jest jedynym zawodnikiem w historii, który w 20 edycjach rozgrywek Ekstraklasy rozegrał co najmniej po 20 spotkań. Między kwietniem 2014 roku, a majem 2017 roku meldował się na boisku w 116 kolejkach z rzędu – zawsze od pierwszej minuty i tylko dziewięć razy nie dograł starcia do końcowego gwizdka. A przecież w chwili rozpoczęcia tej serii miał już blisko 37 lat! Przed nim 20 sezonów na koncie mieli dwaj bramkarze: Edward Szymkowiak i Janusz Jojko.

 

"...Ma więc na swoim koncie w najwyższej lidze więcej starć

w pełnym wymiarze czasowym, niż jakikolwiek inny zawodnik

meczów ogółem w Ekstraklasie..."

 

Łącznie w całej karierze rozegrał w Ekstraklasie aż 47 073 minuty, co stanowi kolejny ligowy rekord w jego dorobku. W sumie wystąpił na tym szczeblu w 559 meczach, w tym w 459 od pierwszej do ostatniej minuty. Ma więc na swoim koncie w najwyższej lidze więcej starć w pełnym wymiarze czasowym, niż jakikolwiek inny zawodnik meczów ogółem w Ekstraklasie! Jest też jedynym obok Marka Zieńczuka piłkarzem, który rozegrał co najmniej po 100 meczów w trzech klubach. Do „karety” zabrakło mu tylko macierzystej Wisły Kraków.

 

 

PIERWSZY KAPITAN Z TROFEUM

 

Jego dorobek w kadrze zamknął się z kolei na ledwie pięciu spotkaniach. Piłkarski los poskąpił mu też trofeów. W ciągu 21 lat występów w najwyższej lidze tylko raz jego drużyna skończyła sezon na pierwszym miejscu. Było to w rozgrywkach 2005/06, gdy Surma występował w Legii Warszawa. 

 

Złoto udało mu się i jego kolegom zapewnić w przedostatniej kolejce. Wcześniej trzy sezony z rzędu Wojskowi oglądali plecy Wisły Kraków. Tym razem wyrwali triumf Białej Gwieździe, choć do 18. Kolejki ustępowali rywalom w ligowej tabeli. W pierwszych dziewięciu spotkaniach po przerwie zimowej zanotowali jednak dziewięć zwycięstw, dzięki czemu mogli cieszyć się z mistrzostwa. Łukasz Surma miał szczególny udział w tym sukcesie. Rozegrał wtedy 26 spotkań, wszystkie w pełnym wymiarze czasowym. A ponieważ pełnił rolę kapitana jako pierwszy zawodnik w historii wzniósł Trofeum Mistrza Polski. W tym sezonie bowiem laur ten zastąpił starą paterę.

 

Do tego raz był wicemistrzem (z Legią – w 2004 roku) i pięć razy (1998, 2000, 2005, 2007, 2014) stawał na najniższym stopniu podium. Z czterech klubów w których występował w Ekstraklasie żadnego medalu nie udało mu się zdobyć tylko w barwach Lechii Gdańsk. Po jego odejściu z najwyższej ligi już tylko Arkadiusz Głowacki może pochwalić się krążkiem wywalczonym jeszcze w XX wieku, a także golem strzelonym w minionym stuleciu w najwyższej polskiej lidze…

 

 

OSTATNI FINALISTA

 

Łukasz Surma był też ostatnim zawodnikiem na boiskach Ekstraklasy, który grał w finale europejskiego pucharu w barwach polskiego zespołu. Ogółem w dziejach było 44 takich piłkarzy.  Po zakończeniu kariery przez Marcina Baszczyńskiego w 2013 roku pozostał sam na placu boju z tego grona w najwyższej lidze. 

 

 

Obaj występowali w finale Pucharu Intertoto w 1998 roku w barwach Ruchu Chorzów. Surma przed startem tego sezonu zmienił macierzystą Wisłę Kraków na klub z Cichej jako część tzw. „zaciągu krakowskiego” w skład którego wchodzili też: Bartłomiej Jamróz i Rafał Kwieciński. Pierwszy mecz w nowych barwach z Orgryte Goeteborg w II rundzie tej sławetnej batalii był jednocześnie debiutem Surmy w europejskich pucharach. 

 

Zagrał on w sumie w pięciu spotkaniach tamtej edycji pucharu. Celnie wyegzekwował jedenastkę w serii rzutów karnych w III rundzie przeciwko portugalskiej Estreli Amadora, a w pierwszym meczu półfinału z węgierskim VSC Debreczyn po indywidualnej akcji, gdy sprytnym zwodem przechytrzył czwórkę węgierskich defensorów, strzelił zwycięskiego gola celując piłką między nogami bramkarza. - Dostałem od Krzyśka [Bizackiego - WB] dobrą piłkę. Nie wypadało nic innego jak tylko wypuścić ją, obiec obrońców i strzelić -  w sumie proste. - opowiadał Pawłowi Rasskowi z "Trybuny Śląskiej". Olbrzymia była jego radość z tego trafienia. Po tym jak piłka znalazła się w sieci Surma aż wskoczył na ogrodzenie trybuny kibiców. Sędzia Alan Hammer z Luksemburga sięgnął do kieszeni, ale ostatecznie nie dał mu żółtej kartki. Po meczu Surma przyznał, że nawet nie wie, czy zapisał się w ten sposób w protokole meczowym.

 

W rewanżu kartki już nie uniknął i to tego mniej lubianego przez piłkarzy koloru. Czerwień oznaczała jego absencję w pierwszym spotkaniu finału z włoską Bologną - Jestem wściekły - przyznawał - Jeżeli był faul to zasługiwał tylko na żółtą. Osłabiony Ruch poniósł porażkę 0:3 na boisku rywala. W rewanżu przy Cichej zagrał już od pierwszych minut naprzeciw między innymi wicemistrza świata z 1994 roku i trzykrotnego króla strzelców Serie A – Giuseppe Signoriego.  Próbował nawet zaskoczyć rywali strzałem z dystansu, ale piłka tym razem nie wpadła do siatki. Przeciwnicy za to dwukrotnie pokonali Piotra Lecha, co oznaczało porażkę Niebieskich w dwumeczu finałowym 0:5. – Zrobiliśmy tyle, ile mogliśmy – podsumowywał trener Orest Lenczyk.

 

KARTKA NA POŻEGNANIE

 

Półfinał Pucharu Intertoto nie był jedynym przypadkiem, gdy młodemu Łukaszowi Surmie zagotowała się głowa. W swym drugim sezonie w Ekstraklasie ściągnięty z boiska przez Wojciecha Łazarka po rozegraniu ledwie trzydziestu dwóch minut ze wściekłością rzucił koszulką. – On już w tej koszulce nie zagra – zawyrokował szkoleniowiec. -  Zareagowałem impulsywnie pod wpływem nerwów. Nie wytrzymywałem już tego wszystkiego… Dostałem bardzo wysoką karę pieniężną i przez miesiąc grałem w rezerwach. Potem wróciłem jednak do pierwszego zespołu. – wspominał sam zawodnik na łamach „Piłki Nożnej”. Wprawdzie później doszło do pojednania, ale Surma i tak opuścił mury klubu z Reymonta i rzeczywiście nigdy potem nie ubrał koszulki Wisły, w przeciwieństwie do swojego syna Tobiasza - adepta Akademii Piłkarskiej Białej Gwiazdy.

 

Dawna zapalczywość z czasem jednak ustąpiła miejsca innym atutom piłkarskim. Po powrocie z zagranicznych wojaży nie było w jego karierze sezonu w którym uzbierałby więcej niż cztery żółte kartki. Przez cały czas występowania w Ekstraklasie został zaś wykluczony z gry przez czerwone kartoniki dwukrotnie: w 1999 roku jako piłkarz Ruchu przeciwko Wiśle Kraków i w 2011 roku, gdy uderzył łokciem Łukasza Trałkę w starciu Lechii Gdańsk z Polonią Warszawa. Zaledwie dziewięć razy kartki były przyczyną jego absencji w lidze, w tym tylko raz w jego pięciu ostatnich sezonach. Pechowo „żółtko” otrzymane w starciu Ruchu Chorzów z Arką Gdynia było jego czwartym ostrzeżeniem w rozgrywkach 2016/17, przez co nie mógł wziąć udziału w meczu 37. Kolejki i powiększyć swego bilansu do 560 spotkań…

 

 

"OBY TAK BYŁO ZAWSZE"

 

Na jego oczach przewinęło się kilka futbolowych pokoleń. Występy w Ekstraklasie rozpoczął w Wiśle Kraków, z którą sezon wcześniej świętował awans do Ekstraklasy. Obok niego na placu gry znajdował się między innymi Jarosław Giszka, medalista ME U-16 z 1984 roku. Na ławce trenerskiej Henryk Apostel, niedawny selekcjoner reprezentacji Polski. I on… miesiąc po dziewiętnastych urodzinach. Kończył karierę zaś, gdy w składzie jego klubu znajdował się Przemysław Bargiel urodzony w 2000 roku, pięć dni przed 100. występem Surmy w najwyższej lidze! On sam był już wtedy najstarszym zawodnikiem w rozgrywkach.

 

Między tymi dwoma wydarzeniami Polska miała dziewięciu premierów i czterech prezydentów, wstąpiła do NATO i stała się członkiem Unii Europejskiej. W Watykanie urzędowało trzech papieży. Internet z sieci hobbystów przekształcił się w najważniejsze źródło informacji. Powstały media społecznościowe. Telefony komórkowe stały się powszechnym narzędziem codzienności. A on cały czas był – jako jeden z niewielu niezmiennych elementów ligowego krajobrazu.

 

- Wydaje mi się, że nie zawiodłem zaufania trenera. – mówił po tym pierwszym ze swych 559 spotkań do Żelisława ŻyzyńskiegoOby tak było zawsze…

 

 

Wojciech Bajak

fot. 400mm.pl


News

Lechia - Wisła P.: Magia Energi

2017.11.18

News

Sandecja - Lech: Powtórka z premiery

2017.11.18

News

Piast - Cracovia: Gościnna niemoc

2017.11.18

News

Czas na rewanże... przed 16. kolejką

2017.11.18

News

Wisła K. - Pogoń: Polak potrafi!

2017.11.17

News

Jagiellonia - Bruk-Bet Termalica: Powrót z zerami

2017.11.17
News

Statystyki po 15. kolejkach

2017.11.17
News

Sezon snajperów

2017.11.16
Używamy cookies w celach świadczenia usług, reklamy i statystyk. Korzystanie z witryny oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu. Polityka Prywatności X