STRONA OFICJALNA
2020.03.23
Bratankowie nauczycielami
Autor: Wojciech Bajak Fot. 400mm.pl

 

Od czternastu lat 23 marca obchodzony jest Dzień Przyjaźni Polsko-Węgierskiej. Odwieczne zażyłe stosunki między tymi dwoma narodami znalazły odzwierciedlenie także w futbolu. Madziarzy byli bowiem pierwszymi szkoleniowcami drużyn znad Wisły. 

Geza Kalocsay, Janos Steiner, Zoltan Opata, Ferenc Farsang, czy Ferenc Szusza należeli do czołówki trenerów Ekstraklasy w latach 50., 60. i 70. Rzemiosło węgierskich szkoleniowców nad Wisłą było znane jednak już wiele dekad wcześniej, praktycznie od zarania futbolu w Polsce. Można się nawet pokusić, że to oni postawili nowoczesne zręby tej dyscypliny nad Wisłą.

 

 

PASY I BLAUGRANA

 

Chcąc na zawodach z "WAF-em"

Mieć bufet comme-il-faut,

Pozsonyi, dzielny trener

Syfonów kupił sto. (...)

 

Z treningiem łączyć bufet,

Za wielki nieco kram:

Bo dziś Pozsonyi musi

Kanapki swe zjeść sam!

 

To wiersz z okładki premierowego numeru "Przeglądu Sportowego". Był on poświęcony Imre Pozsonyiemu, węgierskiemu szkoleniowcowi zmierzającej po mistrzostwo Polski w 1921 roku Cracovii. Pasy w tamtym sezonie punktowały naprawdę imponująco. Ich rejestr zawierał wszak 12 zwycięstw, 1 remis i 1 porażka. Te liczby bladły jednak nawet przy porywającym stylu gry. Za potwierdzenie niech posłuży choćby bilans bramkowy: 64 gole strzelone, 10 straconych. - Posiadając styl gry, tworząc odrębną dla siebie klasę w Polsce i utrzymując się przez cały rok mniej więcej w tej samej formie potrafiła Cracovia pobić wszystkie drużyny - pisał "Przegląd Sportowy" Jeszcze wiele lat po po tych wydarzeniach, stawiano tamtą Cracovię za wzór, jeden z najlepszych piłkarskich zespołów klubowych przed II Wojną Światową. Na fali tego zachwytu - choć pewnie też przez znajomość rywala - Imre Pozsonyi został nawet trenerem reprezentacji Polski w jej pierwszym meczu w historii granym... przeciwko Węgrom. Przy okazji wystarał się w ambasadzie o tańsze wizy dla polskich kibiców, udających się do stolicy Węgier.

 

Ale nawet nie tu tkwił szczyt jego kariery. Kilkanaście miesięcy po pracy w Polsce zameldował się bowiem w słynnej FC Barcelonie. Akurat przebywał z MTK Budapeszt - być może w roli tłumacza - na tournee w Hiszpanii. Nad Dunaj już nie wrócił: - Pozsonyi Imre, były trener Cracovii, wyjechał z drużyną MTK do Hiszpanii, skąd otrzymał propozycję objęcia stanowiska trenera. Jak widzimy także trenerzy w Polsce zyskują sobie szeroką sławę - pisał wszak "Przegląd Sportowy". 

 

I tam nie zapomniał o swoich byłych graczach. Jesienią 1923 roku ściągnął na Półwysep Iberyjski na gościnne występy dawny zespół. W czasie tego wyjazdu Pasy zmierzyły się z FC Barceloną, Realem Madryt, Valencią CF, Sevillą FC oraz Celtą Vigo. Jego obecność tam zapobiegła też... rozważanemu szwindlowi. Działacze Cracovii zastanawiali się wszak, czy nie zabrać do Hiszpanii czołowych zawodników innych ekip. Ostatecznie zrezygnowali z pomysłu. - Trenerem w Barcelonie jest Pozsonyi były trener Cracovii, który zna graczy polskich z innych drużyn. Wyszłoby na jaw, że w Hiszpanii nie bawi właściwa drużyna mistrzowska - relacjonował "Przegląd Sportowy". Innym razem, kiedy ekipa spod Wawelu pojawiła się w Danii, gospodarze zadziwili ich znakomitą znajomością krakowskiej drużyny. Okazało się, że chwile wcześniej przebywali w Budapeszcie, gdzie bardzo dużo i z nietajoną sympatią o Pasach, szczególnie o Ludwiku Gintlu i Józefie Kałuży, opowiadał im nie kto inny niż Pozsonyi

 

 

PRZED CZERCZESOWEM

 

Imre Pozsonyi nie był jednak jedynym węgierskim trenerem, który od pracy w polskich klubach przemierzył drogę do najsłynniejszych zespołów Europy. W 1921 roku pierwszy numer "Przeglądu Sportowego" informował o tym, że nad Wisłę przybył do pracy już trzeci Madziar z rzędu. Po Pozsonyim w Cracovii i Istvanie Skrabaku w Pogoni Lwów, Jutrzenka Kraków sięgnęła bowiem po Lajosa Czeizlera (w niektórych źródłach nazywanego "Zeislerem" lub "Czeislerem"). On jednak pozostał w Polsce trochę dłużej niż rodak, choć spod Wawelu przeniósł się do Łodzi.

 

Imre Pozsonyi w 1923 roku chciał do Hiszpanii ściągnąć nie tylko Cracovię, ale też ŁKS Łódź, gdzie osiadł właśnie Czeizler. - Tournee ŁKS do Hiszpanii organizował p. Emeryk Pozsonyi, trener klubu sportowego Barcelona i przyjaciel trenera ŁKS p. Ludwika Zeislera (...) P. Pozsonyi starał się w myśl naszych wskazówek oraz specjalnego upoważnienia urządzić tournee w terminie wolnym od mistrzostw, ponieważ to mu się nie udało wybrał z konieczności wrzesień. - relacjonował w liście do "Przeglądu Sportowego" zarząd klubu. Ostatecznie jednak na przełożenie spotkania nie zgodził się rywal Rycerzy Wiosny w mistrzostwach Polski - Warta Poznań - i zespół musiał zostać w Polsce. Ostatecznie pierwsza dekada Węgra w ŁKS dobiegła końca w 1926 roku. Blisko dekadę później znów objął stery tego zespołu.

 

- ŁKS powinien grać lepiej niż  w ubiegłym sezonie, młodzi gracze coraz bardziej dojrzewają i jest już w czym wybierać. Z materiału, który mi podlega można jeszcze dużo wykrzesać. W swych przepowiedniach będę skromny i powiem, że równie daleko będzie nam do spadku, jak i do tytułu mistrzowskiego - oceniał na początku 1936 roku. Ostatecznie rzeczywiście ŁKS zajął 7. miejsce na 10 zespołów - z przewagą ośmiu punktów nad strefą spadkową i stratą pięciu do złotego medalu.

 

Ale i Czeizlerowi w niedalekiej przyszłości udało się zapisać na swoje konto pierwsze lokaty w mistrzostwach kraju. Dokonał tego najpierw pięć razy w Szwecji - z IFK Norrkoping, a potem we Włoszech - z AC Milan - i Portugalii - z Benfiką. W Italii dzięki swojemu sukcesowi z mediolańską ekipą został nawet selekcjonerem reprezentacji kraju na mundial w 1954 roku. W ten sposób stał się pierwszym w historii zagranicznym szkoleniowcem, który po pracy w Ekstraklasie, stał na czele zespołu narodowego w czasie Mistrzostw Świata. Po nim sztuka ta udała się dopiero Stanisławowi Czerczesowowi (Legia Warszawa 2015/16 - reprezentacja Rosji 2018).

 

 

Tuż po wojnie, w 1946 roku Czeizler przybył do Polski z prowadzonym przez siebie szwedzkim zespołem IFK Norrkoping. Nie zapomniano nad Wisłą o Madziarze. - W Krakowie czuł się jak w domu. Odnalazł tu wielu przyjaciół - pisał "Start". Ale i on nie zapomniał o Polsce przez te kilka lat nieobecności - Jakież było nasze zdumienie, kiedy witając zespół Szweów na lotnisku w Katowicach, posłyszeliśmy polskie słowa padające z ust zasłużonego trenera Czeizlera. Kiedy przemówił po polsku po zakończeniu wyuświetlania filmu w kinie Rialto był wyraźnie wzruszony. - opisywał dziennik "Sport". Nie były to tylko pojedyncze słowa i przygotowane regułki. Węgier tłumaczył bowiem także wypowiedzi szwezkiego kierownika ekipy. Ponadto w czasie pobytu w Łodzi posędziował mecz weteranów ŁKS z sędziami piłkarskimi okręgu łódzkiego. W 1947 roku był też widziany na trybunach podczas starcia Szwecja - Polska w Sztokholmie.

 

 

DOŚCIGNIĘTY PRZEZ "LEWEGO"

 

Po meczu Polski z Łotwą w październiku 2019 roku Robert Lewandowski awansował na 8. miejsce w klasyfikacji najlepszych strzelców reprezentacyjnych w europejskim futbolu w historii. Wyprzedził wtedy o jedno trafienie Davida Villę oraz Imre Schlossera, czyli... byłego trenera Wisły Kraków. Węgier aż do czasów snajperskich popisów swoich rodaków - Sandora Kocsisa i Ferenca Puskasa był nawet liderem tej klasyfikacji z 59 bramkami na koncie dla drużyny narodowej. Do dziś też nikt nie pobił jego rekordu w liczbie goli strzelonych w lidze węgierskiej (417).

 

Wisłę Kraków w ciągu kilkunastu miesięcy kadencji doprowadził do brązowego medalu w mistrzostwach Polski, co jednak nie zostało przyjęte pod Wawelem z wielkim entuzjazmem. Za to jeszcze po wielu latach wspominano jego innowacyjne treningi, ćwiczenie obunożności, dryblingu i szybkiego podejmowania decyzji. To jego pracy przypisywano między innymi tytuły Białej Gwiazdy w latch 1927-1928. - Wisła z każdym rokiem czyni znaczne postępy, a wpłynął na to roczny pobyt trenera Imre Schlossera, który dodał nam ogłady technicznej. Dotąd bowiem złożona z samouków Wisła reprezentowała tylko bojowość, zapał i ambicję. Dziś na szczęście jest już lepiej. Nie zatracając naszej tradycyjnej twardości i ambicji, wtajemniczamy sie w arkana gry kombinacyjno-technicznej.  - mówił sam Henryk Reyman (cytat za: historiawisly.pl)

 

 

Nie był on jedynym sławnym węgierskim piłkarzem, który pracował z polskimi klubami w okresie międzywojennym. Kiedy Cracovia w 1923 roku przyjechała na tournee do Hiszpanii na zaproszenie Pozsonyiego jedną z największych gwiazd FC Barcelony był bramkarz rodem z Budapesztu - Ferenc Plattko. W czasie pobytu Pasów na Półwyspie Iberyjskim został on nawet wypożyczony do Valencii CF specjalnie na mecz z polskim kluboem, a jego przyjazd reklamowano... bilboardami rozwieszonymi w mieście - 18 i 20 września gra w bramce Walencji Plattko z FC Barcelony! - pisał "Przegląd Sportowy". Po wielu latach w uznaniu zasług dla katalońskiego klubu powstała nawet o nim "Oda do Plattki" zaczynająca się słowami "Nikt nie zapomni Plattki, blondwłosego niedźwiedzia z Węgier...".

 

A z Pasami sam Madziar zetknął się już jako szkoleniowec. Prowadził on Cracovię przez kilka miesięcy w 1938 roku. - Plattko dużo w życiu swym widział. Wie niechybnie co z można z gracza wycisnąć. Mam do niego pełne zauwanbie, zarówno jeśli chodzi o podejście do gracza, jak też i sposób treningu. Na boisku panuje żalazna dyscyplina, graczom nie wolno odezwać się słowem. Plattko czuwa nad wszystkim, nie uznaje "fochów". Gdy każe komuś 300 razy skakać przez sznurek, a gracz zrobi mniej, Plattko niechybnie zauważy i czuwa nad wykonaniem polecenia. - opisywał jeden z działaczy Cracovii w wywadzie dla "Przeglądu Sportowego. Reporter "Nowego Dziennika" dodawał zaś: - Okazało się, że Cracovia dysponuje lepszą kondycją fizyczną. Trener Plattko jednak ze swych budapeszteńskich i barcelońskich doświadczeń przyniósł przynajmniej trening wytrzymałości - dodawał "Nowy Dziennik" po derbach z Wisłą Kraków. Ostatecznie odszedł z tego klubu, ponieważ nie udało mu się załatwić przedłużenia wizy.  Miał ruszyć do Szwecji, ale ostatecznie znów znalazł się w Hiszpanii.

 

 

BRACIA OD BRAMY

 

I Plattko i Schlosser mieli też przyjemność gry w obronie reprezentacji Węgier z braćmi Foglami - Karolym oraz Jozsefem. Tworzyli oni duet defensorów znany jako "Brama Foglów". Pierwszy z nich przed II Wojną Światową ustępował tylko Schlosserowi w liczbie spotkań rozegranych w kadrze Madziarów. Jako trener do Polski przyjechał zaś kilkanaście lat po nim. Nie spotkał się więc tutaj ze swoim wielkim rodakiem.

 

Zmierzył się natomiast między innymi w 1938 roku z Plattką. - A teraz stali na liniach bocznych boiska, na którym walczyły Cracovia i Warta, dwaj ich trenerzy: Plattko i Vogl. I charakterystyczne - Plattko z laską, a Vogl z walizką-apteczką. Spokojnie na zewnątrz, a na pewno ze zdenerwowaniem wewnątrz, obserwowali sekundanci swe drużyny. A gdy Cracovia prowadziła już 2:0, a następnie 4:1, odszedł Plattko w stronę linii bramkowej i zadowolony zapalił papierosa. W tym czasie Vogl instruował niezmordowanego, wysłużonego weterana Kryszkiewicza, jak podjąć i prowadzić kontrofensywę. - relacjonował "Nowy Dziennik" 

 

Ostatecznie Warta pod jego wodzą zajęła 2. miejsce w lidze, bo rywalizację o tytuł przegrała z Ruchem Chorzów prowadzonym przez... jego brata, ale nie Jozsefa, lecz trzeciego z przedstawiciela tego klanu - Ferenca. Został on wtedy dzięki temu już trzecim węgierskim szkoleniowcem - po Imre Pozsonyim w Cracovii (1921) oraz Beli Furście z Warty Poznań (1929) - z takim osiągnięciem na koncie. Dla niego była to jedyna praca w Polsce. Karoly zaś jeszcze po wojnie prowadził kilka polskich klubów, w tym Polonię Warszawa, Wartę Poznań, czy Olimpię Poznań. Jozsef mógł z kolei objąć AKS Chorzów, w ostatniej chwili jednak zrezygnował. 

 

Poza braćmi Foglami, Plattką, czy Schlosserem znanymi Madziarami na ławkach trenerskich nad Wisłą przed II Wojną Światową byli też Gyorgy Molnar w Pogoni Lwów czy Gyula Biro w Makkabi Kraków, Warcie Poznań i reprezentacji Polski. Obaj zdobyli tytuł Piłkarza Roku na Wegrzech. To jednak nie jest nawet połowa całej kolonii Madziarów w Ekstraklasie przed II Wojną Światową... Nie było bowiem drugiego narodu, który odcisnąłby tak mocne piętno na polskiej piłce nożnej u jej zarania. 


News

Stałe fragmenty gry... podsumowanie 26 kolejek (cz. III)

2020.03.24

News

Turniej Ekstraklasa Games zawieszony

2020.03.18

News

Odroczone jubileusze...

2020.03.16

News

W podobnych nastrojach... 27. kolejka (piątek)

2020.03.13

News

Wydarzenie 26. kolejki: Poczwórna czwórka

2020.03.10

News

26. kolejka w obiektywie

2020.03.10
News

Kto "czerwoną latarnią"? 26. kolejka (poniedziałek)

2020.03.09
News

Raków 0:0 Pogoń - Zatrzymany beniaminek

2020.03.08
Używamy cookies w celach świadczenia usług, reklamy i statystyk. Korzystanie z witryny oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu. Polityka Prywatności X