STRONA OFICJALNA
2020.02.28
Lubański z Ekstraklasy
Autor: Wojciech Bajak

 

Na początku swojej kariery Włodzimierz Lubański – cudowne dziecko polskiego futbolu – był seryjnym łowcą rekordów rozpoczynających się od przymiotnika „najmłodszy...”. Dzięki skuteczności i wielkim umiejętnościom płynnie w ciągu kilkunastu miesięcy przeszedł do osiągnięć z kategorii „największa liczba...”. Dziś wielki napastnik kończy 72 lata.

Taką liczbę goli w Ekstraklasie świętował pół wieku temu, gdy jego metryka wskazywała ledwie dwadzieścia lat. Od tego czasu zdołał podwoić swój dorobek w rodzimej lidze. Na jego półce z tytułami w tym czasie pojawiło się też mistrzostwo olimpijskie, finał Pucharu Zdobywców Pucharów, rekord reprezentacji Polski w liczbie strzelonych goli, rekord Górnika Zabrze w liczbie strzelonych goli w Ekstraklasie, czy sześć mistrzostw Polski. Jako jedyny zawodnik w historii cztery razy z rzędu zostawał królem strzelców Ekstraklasy. Był też pierwszym zawodnikiem z polskiej ligi, który zdobył punkty w plebiscycie "Złotej Piłki"

 

Od debiutu z rekordem

Sezon 1962/63 oznaczał nową epokę w polskim futbolu ligowym. Archaiczny, znany od czterech dekad system wiosna - jesień zastąpił nowy format jesień - wiosna, stosowany już w Niemczech, Hiszpanii, czy Anglii. Jeszcze jeden powiew świeżości w rozgrywki tchnął też przebojowy nastolatek - Włodzimierz Lubański. Trener Górnika Zabrze, Ewald Cebula, wpuścił na plac gry w starciu z Arkonią Szczecin zawodnika, który 52 dni wcześniej świętował 16. urodziny. Już to premierowe spotkanie na tym poziomie przyniosło plon bramkowy. Do dziś pozostaje on dzięki temu najmłodszym zawodnikiem w historii z golem w Ekstraklasie. 

 

Tydzień po debiucie Lubański trafił też w kolejnej kolejce, a do końca sezonu uzbierał jeszcze dwa trafienia, w tym jedno w decydującym o tytule spotkaniu z Pogonią. Dzięki temu odebrał pierwsze mistrzostwo kraju. Kolejne bariery pękały szybko. Do ukończenia 18. roku życia na koncie miał już 24 zdobyte bramki na najwyższym poziomie rozgrywkowym. Do dziś pozostał też najmłodszym strzelcem w historii występów polskich drużyn w europejskich pucharach. Pierwszego gola w Pucharze Europejskich Mistrzów Klubowych strzelił w wieku 16 lat 258 dni, pokonując bramkarza Dukli Praga. Rok później w starciu z tym samym rywalem również powtórzył swój wyczyn, dzięki czemu jest do dziś jedynym Polakiem, który przed uzyskaniem pełnoletności strzelił dwa gole na kontynentalnej arenie. Z zawodników klubów Ekstraklasy jego wyczyn powtórzył tylko Nigeryjczyk Sunday Ibrahim.

 

W Polsce z rzadka jednak ubierano go w aureolę "cudownego dziecka". Nie był tym, kim parę lat wcześniej dla Brazylijczyków stał się nastoletni Pele. Wymagano od niego bardzo dużo - Na tle szybkiego, ostro wkraczającego przeciwnika wychodziły na jaw jego braki techniczne oraz nieumiejętność podskoku do przyjmowania piłek głową – krytykowała go prasa po meczu z Gwardią w 1964 roku. Wypominano też brak zwrotności, a przede wszystkim słabą skuteczność. 

 

Problemowe jedenastki

Problemy sprawiały mu również rzuty karne. Premierowy strzał z „wapna” w Ekstraklasie, z Odrą Opole w 1965 roku, udało mu się zakończyć golem. Potem jednak spudłował w trzech kolejnych podejściach. – W czasie treningu potrafił wyegzekwować 30 rzutów karnych bez pudła. – usprawiedliwiał go jego trener Władysław Giergiel. Przełamał się w 1969 roku z Ruchem Chorzów.

 

Póżniej także miewał jednak problemy w tym elemencie. Jak w starciu z Szombierkami Bytom, gdy jego strzał obronił Marek Ochman, ale sędzia  dopatrzył się jakiegoś przewinienia i nakazał powtórkę. Do powtórki podszedł już Hubert Skowronek i on zakończył mecz z golem. Ogółem z dziesięciu prób w tym elemencie w Ekstraklasie udało mu się trafić tylko sześć razy. 

 

Aż dziw, że ten sam Lubański podjął się strzelania jednego z najważniejszych karnych w historii polskiej piłki – w 1970 roku, w 90. minucie półfinałowego meczu Pucharu Zdobywców Pucharów przeciwko AS Roma. Przy wyniku 0:1 jego skuteczny strzał dał wtedy upragnioną dogrywkę.

 

 

Młody król

Jeśli ktoś jednak po tych wpadkach powątpiewał w talent Lubańskiego, to najlepszą odpowiedzią stał się sezon 1965/66. Dziewiętnastoletni Lubański sięgnął wtedy po koronę króla strzelców, choć pierwszego gola w tej edycji – z powodu kontuzji i problemów z dojściem do formy – na swoje konto zapisał dopiero w październiku. Potem jednak zaliczył dwie imponujące serie – 6 goli w 3 meczach oraz 9 goli w pięciu meczach, do tego doszło sześć innych trafień, co dało mu pierwszy w karierze tytuł najlepszego strzelca rozgrywek. Stał się najmłodszym posiadaczem tej korony od Ernesta Wilimowskiego z 1934 roku. Po nim już tylko Zdzisławowi Kapce i Andrzejowi Juskowiakowi udało się sięgnąć po koronę w Ekstraklasie przed 20. urodzinami.

 

Ze wszystkich drużyn, które występowały w Ekstraklasie w czasie jego gry na tym poziomie nigdy nie udało mu się pokonać jedynie bramkarzy Lechii Gdańsk, Zagłębia Wałbrzych oraz GKS Tychy. Wyspecjalizował się za to w „gnębieniu” Zagłębia Sosnowiec, Wisły Kraków, Pogoni Szczecin, Szombierek Bytom, Stali Rzeszów, Legii Warszawa, Gwardii Warszawa, Polonii Bytom, a także Ruchu Chorzów. Jego dorobek przeciwko każdemu z tych rywali osiągnął dwucyfrową wartość. W sumie zaś przeciwko tym zespołom strzelił aż 70% swoich goli w Ekstraklasie.

 

Starcia z Ruchem Chorzów stały się jego popisowym numerem. Do dziś Lubański jest rekordzistą w liczbie strzelonych goli w Wielkich Derbach Śląska. Pierwsze zderzenie było jednak bolesne. Uznano go za głównego winnego porażki z powodu niewykorzystanych sytuacji.

 

Kolejne podejścia uczyniły z niego jednak niezrównanego pogromcę Niebieskich. W siedemnastu meczach z tym rywalem zdobył aż osiemmnaście bramek. Dwa razy – w 1967 i 1971 roku – trafiał po cztery razy w jednym spotkaniu. Nikt inny nie powtórzył takiego wyczynu choćby raz. Drugi z tych występów przyniósł mu wielki aplauz na stadionie w Chorzowie. Publiczność żałowała nawet, że nie udało mu się strzelić piątego gola, gdy po rajdzie z własnej połowy boiska przeszedł trzech obrońców oraz bramkarza Niebieskich. W ostatniej chwili piłka podskoczyła jednak na murawie i nie udało się jej wepchnąć do siatki. - Obiektywna publiczność mogła tylko fetować znakomity ciąg i drybling. – skomentował „Katowicki Sport”. Po raz drugi brawa w Chorzowie w czasie meczu ligowego usłyszał w 1974 roku…

 

Szybka setka

Setną bramkę w Ekstraklasie Włodzimierz Lubański zdobył w przegranym 2:3 starciu z Zagłębiem Sosnowiec w przedostatniej kolejce sezonu 1968/69. Górnik ostatecznie zajął drugie miejsce, Lubański zaś po raz czwarty z rzędu świętował tytuł króla strzelców, czego przed nim nikt jeszcze nie dokonał. Było to jednak jego ostatnie takie osiągnięcie w karierze.

 

Dwudziestodwuletni zawodnik oprócz indywidualnych osiągnięć miał już w tym momencie na koncie pięć mistrzostw Polski, trzy Puchary Polski, udział w ćwierćfinale PEMK. Miesiąc przed „setką” zadebiutował w roli kapitana ukochanego Górnika, wyprowadzając go na mecz z ROW-em Rybnik. 

 

Sto goli w lidze zanotował wcześniej niż ktokolwiek inny. W wieku w którym większość zawodników dopiero zaczyna poważną karierę on miał już u stóp całą piłkarską Polskę, ale też aż sześć lat ciągłej gry na najwyższym poziomie. Być może dlatego ten sezon jubileuszu okazał się też przesileniem w jego karierze ligowej. Od początku gry w Górniku do końca sezonu 1968/69 strzelił w sumie na tym poziomie dwa razy więcej goli niż w ciągu kolejnych sześciu lat.

 

"Włodkowi współczujemy..."

Wyczerpanie, zmęczenie i coraz większa agresja obrońców stały się chlebem powszednim Lubańskiego na polskich boiskach. W niektórych meczach pilnowało go po kilku przeciwników jak w starciu z ŁKS Łódź w 1972 roku: - Z uwagą śledzimy ruchy Włodka Lubańskiego. Kto tez ma być jego aniołem stróżem? Wszyscy! W zasadzie Lubański miał swobodę ruchów, ale tylko w neutralnej strefie boiska i do tego ułamka sekundy, gdy partner adresował mu podanie. Potem wpadał w kleszcze obronne gospodarzy. – opisywali dziennikarze. W twardych bojach z Legią jego stałym osobistym opiekunem był specjalista od indywidualnego krycia Andrzej Zygmunt, w Gwardii podobną rolę spełniał Ryszard Kielak, w Ruchu zaś towarzyszyli mu Zygmunt Maszczyk i Antoni Nieroba, a w ŁKS-ie inny… Lubański – Jan, niespokrewniony z Włodzimierzem. 

 

Prawdziwą zmorą Lubańskiego były jednak kontuzje. Do 1973 roku odniósł osiem kontuzji wykluczających go z gry na co najmniej dwa tygodnie. Władze klubu znając wartość napastnika nieraz zresztą wpuszczały go nie do końca zdrowego, jak z Legią w 1964, gdy kulejąc grał cały mecz, choć kwalifikował się do zmiany. To igranie z losem omal nie doprowadziło do tragedii. Niedługo po starciu z Legią Lubański pomimo niezaleczonej grypy wystąpił w starciu ze Stalą Rzeszów. W rezultacie spowodowało to osłabienie mięśnia sercowego. Na powrót do piłki czekał aż osiem miesięcy. W pierwszym sezonie po powrocie jednak świętował pierwszą koronę króla strzelców

 

Happy endu zabrakło niemal dekadę później w historycznym meczu dla polskiej piłki nożnej. Na wrzącym od emocji Stadionie Śląskim w Chorzowie Polacy podejmowali Anglię. W 47. minucie Lubański wykorzystał błąd Bobby Moore’a. Po kilkuset sekundach nie było go już na placu boju… Napastnik Górnika Zabrze doznał kontuzji więzadeł krzyżowych.

 

Swój jedyny mecz w ciągu 652 dni po kontuzji rozegrał 4 kwietnia 1974 roku na tym samym obiekcie gdzie kilka miesięcy przeżył dramat. Była to jego ostatnia próba powrotu do gry o miejsce w kadrze na MŚ w 1974 roku. Starcie z Ruchem pogłębiło jednak tylko uraz, choć rywale specjalnie starali się grać delikatnie znając wartość Lubańskiego dla kadry.Po raz drugi w karierze zebrał też wtedy brawa w meczu z Niebieskimi od chorzowskiej publiczności… 

 

Zresztą kibice gromadnie wyrażali współczucie dla losu tego zawodnika. Fani ŁKS-u podczas pierwszego spotkania ligowego rozgrywanego przez Górnik po feralnym starciu z Anglią wywiesili transparent „Włodkowi współczujemy, ale trzy punkty zabierzemy”.

 

Jego zapowiedziany powtórny powrót na boisko w marcu 1975 roku ściągnął na boisko ROW Rybik nadkomplet publiczności. - Lubańskiego powitano nadzwyczaj serdecznie, kwiatami i długotrwałymi oklaskami. – pisali reporterzy „Katowickiego Sportu”. Napastnik Górnika w tym starciu strzelił zresztą swego pierwszego od 683 dni gola w Ekstraklasie. Kwiaty wręczono mu także kilka tygodni potem na stadionie Śląska i w Poznaniu podczas meczu z Lechem.

 

Do końca sezonu uzbierał w sumie pięć trafień.  Po jednym z nich Ryszard Kulesza, selekcjoner młodzieżówki, stwierdził: - Jestem pełen podziwu dla Włodzimierza Lubańskiego, który po tak dramatycznych przeżyciach zdołal powrócić do drużyny. Zdobył kapitalną bramkę, a ponadto znakomicie dyrygował swymi kolegami.

 

To były jednak już jego ostatnie gole w Ekstraklasie. Od 1975 roku przeniósł się do belgijskiego KSC Lokeren, realizując zagraniczny etap swojej kariery. Ten polski zamknął z wieloma trofeami, golami, niepoprawionymi rekordami, ale przede wszystkim z opinią jednego z najlepszych napastników w historii Ekstraklasy.

 

 


News

Stałe fragmenty gry... podsumowanie 26 kolejek (cz. III)

2020.03.24

News

Turniej Ekstraklasa Games zawieszony

2020.03.18

News

Odroczone jubileusze...

2020.03.16

News

W podobnych nastrojach... 27. kolejka (piątek)

2020.03.13

News

Wydarzenie 26. kolejki: Poczwórna czwórka

2020.03.10

News

26. kolejka w obiektywie

2020.03.10
News

Kto "czerwoną latarnią"? 26. kolejka (poniedziałek)

2020.03.09
News

Raków 0:0 Pogoń - Zatrzymany beniaminek

2020.03.08
Używamy cookies w celach świadczenia usług, reklamy i statystyk. Korzystanie z witryny oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu. Polityka Prywatności X