STRONA OFICJALNA
2018.02.28
#MojeLegendy: 1961-70

W Galerii Legend Ekstraklasy #MojeLegendy znajduje się już sześciu zawodników (Ernest Wilimowski, Henryk Reyman, Teodor Peterek, Gerard Cieślik, Ernest Pohl, Lucjan Brychczy). Do członkostwa w tym gronie aspiruje piętnastu następnych wybornych piłkarzy z lata 1961-70. Nominowani zostali: Zygmunt Anczok, Jan Banaś, Piotr Czaja, Andrzej Jarosik, Władysław Kawula, Marian Kielec, Hubert Kostka, Roman Lentner, Jan Liberda, Włodzimierz Lubański, Joachim Marx, Stanisław Oślizło, Jerzy Sadek, Zygfryd Szołtysik, Janusz Żmijewski. Głosowanie w aplikacji Ekstraklasy potrwa do 23:59 we wtorek 6 marca.

- Do dziś jest dla mnie niespodzianką jakim cudem ta generacja piłkarzy występujących w latach sześćdziesiątych nie osiągnęła sukcesów na arenie reprezentacyjnej. - zastanawiał się Jan Tomaszewski. Rzeczywiście. Wtedy po boiskach Ekstraklasy biegały prawdziwe gwiazdy, uznawane nawet na Starym Kontynencie, jak Włodzimierz Lubański, Zygmunt Anczok, Stanisław Oślizło, czy Zygfryd Szołtysik. Występowała jeszcze z powodzeniem stara gwardia z Edwardem Szymkowiakiem, Ernestem Pohlem, czy Lucjanem Brychczym na czele. Stopniowo zaś do głosu dochodzili młodzi, między innymi - Kazimierz Deyna, Robert Gadocha, Jerzy Gorgoń oraz Lesław Ćmikiewicz. Mimo wszystko ta imponująca mieszanka nie dała awansu na żaden turniej mistrzowskiej rangi. Blisko było, by pojechać na MŚ w 1970 roku. Jednak ostatecznie absencja rozpoczęta po IO w 1960 roku trwała aż do turnieju olimpijskiego w Monachium, czyli w sumie dwanaście lat.

 

Porażki wetowali sobie jednak na arenie międzynarodowej w barwach swoich klubów. To właśnie w tych latach przypadała najlepsza dekada polskich klubów w europejskich pucharach. Górnik Zabrze zagrał w finale Pucharu Zdobywców Pucharów (1969/70) i ćwierćfinale Pucharu Europy Mistrzów Klubowych (1967/68). Legia Warszawa doszła do półfinału PEMK (1969/70) i ćwierćfinału PZP. Polonia Bytom wywalczyła natomiast Puchar Rappana (1965), grała w finale tych rozgrywek jedną edycję wcześniej i wygrała prestiżowe Puchar Ameryki i Interligę.

 

To zapewniało wielką reklamę polskim piłkarzom. Za zawodników takich jak Włodzimierz Lubański, Jan Banaś, czy Zygmunt Anczok mnożyły się oferty. Jednak pomimo zelżenia reżimu komunistycznego, nadal wyjazdy do zagranicznych lig były rzadkością. Władza pozwalała na transfery tylko wiekowym zawodnikom. Najczęściej wtedy decydowali się na niższe ligi francuskie, czy wyjazd za Ocean. Na osłodę pozostało im uznanie w Europie. Trzech polskich zawodników z Ekstraklasy punktowało w ciągu tej dekady w plebiscycie Złotej Piłki. Kilku innych grało w prestiżowych spotkaniach w Reprezentacji Świata.

 

O ile jednak w europejskich pucharach wyniki Górnika Zabrze, Legii Warszawa i Polonii Bytom wywoływały równy zachwyt, o tyle na krajowym podwórku w tej dekadzie wyraźnie rządził zespół z Zabrza. Od 1961 do 1970 roku zdobył sześć mistrzowskich tytułów. Do dziś jest jedynym zespołem w historii, który potrafił wywalczyć złoto w pięciu edycjach z rzędu. W pozostałych sezonach nie wypadł poza podium. Oprócz Górnika mistrzostwo zdobywały jescze: Polonia Bytom (1962), Ruch Chorzów (1968), a na zakończenie dekady dublet przypadł w udziale Legii Warszawa (1969 i 1970).

 

ZYGMUNT ANCZOK

(obrońca)

 

Według wielu znawców najlepszy lewy obrońca w historii polskiego futbolu. Potwierdzeniem tej pozycji w świecie futbolu było powołanie do reprezentacji Europy przez Seppa Herbergera na mecz pożegnalny Lwa Jaszyna rozgrywany przy stu tysiącach widzów. W reprezentacji zasłynął też znakomitymi występami przeciwko Anglii, czy Brazylii. Stąd nazywano go "polskim Facchettim". Wielkie wrażenie robiła jego elegancja, szybkość i wytrzymałość, ale przede wszystkim dalekie ofensywne wypady. Dzięki znakomitej wydolności nie miał potem problemów z powrotem do swojej formacji, gdzie zajmował się przeciwnikiem. Już jako dwudziestolatek został Piłkarzem Roku w plebiscycie katowickiego "Sportu". Duże sukcesy odnosił także ze swoim klubem na arenie międzynarodowej. W 1965 roku zdobył z Polonią Bytom – Puchar Rappana. Brał on udział w obu spotkaniach finałowego dwumeczu przeciwko Lokomotiwowi Lipsk. Kilka miesięcy później przyczynił się do sukcesu w rozgrywkach Interligi oraz Pucharu Ameryki, prestiżowych turniejów organizowanych w USA dla europejskich zespołów. Po powrocie do kraju kibice z Bytomia nieśli na rękach cały zespół od dworca aż do stadionu. Na pierwsze – i jedyne – mistrzostwo Polski w karierze musiał jednak poczekać do przenosin w szeregi Górnika Zabrze. Złoto udało mu się zdobyć w 1972 roku. Był to zresztą szczęśliwy dla niego rok. Kilka miesięcy potem odniósł swój największy sukces reprezentacyjny. Razem z zespołem kierowanym przez Kazimierza Górskiego zdobył on mistrzostwo olimpijskie. Niewiele później musiał jednak zakończyć poważną karierę. Wielokrotne kontuzje kości śródstopia uniemożliwiły mu wyjazd na Mistrzostwa Świata w 1974 roku. W tym samym czasie zagrał po raz ostatni w Ekstraklasie. 

 

 

JAN BANAŚ

(pomocnik)

 

Piłkarz zwany "polskim Bestem" słynął ze znakomitej techniki, zmysłu do gry kombinacyjnej oraz świetnego strzału. Dzięki temu zapisał na swoje konto wiele pięknych bramek po solowych rajdach i strzałach z dystansu. Z Górnikiem Zabrze dwa razy sięgał po mistrzostwo Polski i trzy puchary Polski. Był też jednym z bohaterów słynnej batalii Zabrzan w Pucharze Zdobywców Pucharów w sezonie 1969/70. Drużyna doszła wtedy do finału walki o to trofeum. W poprzednich rundach strzelił dwa gole Olympiakosowi Pireus, zaliczył decydujące trafienie w ćwierćfinale z Lewskim Sofia, a także zdobył bramkę w Rzymie w słynnym półfinałowym tryptyku z AS Roma. Razem z Polonią Bytom w 1964 roku grał w finale Pucharu Rappana, a sezon później wywalczył to trofeum. Dzięki temu jest jedynym piłkarzem w historii, który uczestniczył w trzech finałach europejskich pucharów w barwach klubów z Ekstraklasy! Z drużyną z Bytomia wywalczył też Interligę i Puchar Ameryki. To on przypuszczalnie jest też autorem gola przeciwko Anglii w el. MŚ w 1973 roku w Chorzowie. Nie zagrał na IO i MŚ z powodu zakazu wydanego przez władze za ucieczkę do Niemiec w latach sześćdziesiątych. W 2017 roku ukazał się film inspirowany jego biografią - "Gwiazdy".

 

 

PIOTR CZAJA

(bramkarz)

 

Rekordzista Ekstraklasy w najdłuższej serii meczów bez puszczonej bramki. Czyste konto zachowywał przez 1005 minut. Dzięki temu jest jedynym zawodnikiem w hsitorii z czterocyfrową passą w tej kategorii. Ponad sto razy w meczach najwyższej klasy rozgrywkowej nie stracił żadnego gola. Zaczynał swą przygodę z elitą w GKS Katowice, potem zaś przeniósł się do Ruchu Chorzów. To z Niebieskimi sięgnął po swoje największe sukcesy drużynowe w Ekstraklasie. Dwa sezony z rzędu (1973/74 i 1974/75) zostawał wraz z nimi mistrzem Polski. Ten sam sukces powtórzył w 1979 roku w swej ostatniej edycji w karierze. Razem z Niebieskimi doszedł też do ćwierćfinałów w Pucharze UEFA i Pucharze Europejskich Mistrzów Klubowych rok po roku. Członek Klubu 300. Po zakończeniu kariery był trenerem bramkarzy, m.in. podczas MŚ 1982, gdzie Polacy zajęli trzecie miejsce.

 

 

ANDRZEJ JAROSIK

(napastnik)

 

Ponury cień na jego historii kładzie historia z półfinału Igrzysk Olimpijskich w 1972 roku. Przy stanie 1:0 dla Związku Radzieckiego, selekcjoner Kazimierz Górski, chciał wpuścić bramkostrzelnego napastnika do gry na ostatnie dwadzieścia pięć minut gry za Zbigniewa Guta. Obrażony za brak szans w poprzednich spotkaniach Andrzej Jarosik odparł jednak bez namysłu – Teraz to ja nie gram… Trener postawił na Zygfryda Szołtysika, a sam Jarosik popadł w niesławę, choć był niewątpliwie jednym z najlepszych napastników Ekstraklasy w latach sześćdziesiątych. Indywidualnie Andrzej Jarosik należał do grona najskuteczniejszych zawodników lat sześćdziesiątych. W 1970 i 1971 roku przez dwa sezony z rzędu nakładał koronę króla strzelców. W czterech sezonach w swej karierze strzelał co najmniej piętnaście goli, a sześć razy notował dwucyfrowy bilans. Kiedy wyjeżdżał z Zagłębia do Francji w 1974 roku zajmował dziesiątą pozycję na liście najskuteczniejszych zawodników w historii ligi. Dziś z dorobkiem stu trzynastu goli plasuje się w tej klasyfikacji na siedemnastej pozycji. Jest też na czternastym miejscu pod względem liczby trafień dla jednego klubu w najwyższej lidze. Nikt z jego następców w barwach Zagłębia nie przebił jego osiągnięć w tym elemencie. Zdobył też Złote Buty dla piłkarza 1970 roku w Polsce. . Po niesławnym epizodzie związanym z odmówieniem gry w półfinale Igrzysk już nigdy nie został powołany do kadry. Nie dostał też medalu olimpijskiego ani odznaczeń państwowych, w przeciwieństwie do reszty drużyny. Dopiero w XXI wieku Polski Komitet Olimpijski nadał mu status mistrza olimpijskiego. Po zakończeniu gry w barwach Zagłębia Sosnowiec Andrzej Jarosik wyjechał do Francji.

 

 

WŁADYSŁAW KAWULA

(obrońca)

 

Dobrze zbudowany stoper z atomowym strzałem. Taki był na boisku Władysław Kawula, jeden z najlepszych obrońców w historii Wisły Kraków. Z klubem tym związał się na dobre i na złe i razem z nim w latach sześćdziesiątych przebył drogę z II ligi do sukcesów. Był dopiero czwartym zawodnikiem w historii – po Edwardzie Szymkowiaku, Horście Mahselim, Lucjanie Brychczym – który na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Polsce rozegrał ponad trzysta spotkań. Być może nawet wyprzedziłby dwóch z tych zawodników, gdyby nie spadek do II ligi, który przeżył w 1964 roku. Mimo to pozostał wierny Białej Gwieździe i po roku znów wywalczył prawo gry w elicie. Był to zresztą jeden z efektowniejszych powrotów. Wisła Kraków jako beniaminek wywalczyła bowiem wicemistrzostwo Polski. Do tego rok po tej kampanii Wiśle udało się zdobyć jeszcze Puchar Polski. Miał on renomę podobną do tej jaka przed II Wojną Światową otaczała Henryka Martynę. Dzięki potężnym strzałom również nader często jak na środkowego obrońcę wpisywał się na listę strzelców. W drugiej lidze w jednym spotkaniu dokonał tego dwukrotnie, co jak na defensora w tych czasach było naprawdę rzadkim dokonaniem. Był pierwszym wyborem szkoleniowców przy stałych fragmentach gry. Potrafił nawet z trzydziestu-czterdziestu metrów posłać strzał zaskakujący dla bramkarza przeciwników. Raz zdarzyło mu się złamać poprzeczkę po takiej próbie. W sumie rozegrał na najwyższym poziomie rozgrywkowym 329 meczów, co do 2017 roku było rekordem Wisły Kraków. Wszystkie te spotkania zanotował on bowiem w barwach Białej Gwiazdy. Zawsze zaczynał spotkania w wyjściowym składzie i tylko raz został zmieniony (z powodu kontuzji). Daje to liczbę ponad 29 500 minut spędzonych w koszulce z Białą Gwiazdą na boiskach Ekstraklasy! Przez wiele lat to właśnie on pełnił rolę kapitana Wisły. Między innymi podczas debiutu w Pucharze Zdobywców Pucharów z HJK Helsinki. Jego imię nosi stadion Prądniczanki Kraków. Kawula został też wybrany do „Jedenastki Stulecia Wisły Kraków”.

 

 

MARIAN KIELEC

(napastnik)

 

Nazywano go „Czarną Perłą z Wielgowa” na wzór Eusebio, czyli "Czarnej Perły z Mozambiku". Autorów tego pseudonimu uprawniał do jego nadania styl gry Kielca, jego skuteczność, ale też… śniada cera, odziedziczona po matce – Rumunce. Kielec zanotował jeden z bardziej spektakularnych początków w historii ligi. W 1959 roku, gdy miał ukończone zaledwie siedemnaście lat na przestrzeni dwóch miesięcy zanotował: debiut, pierwszą bramkę oraz premierowego hat-tricka w Ekstraklasie! Do dziś nie znalazł się nikt młodszy z takim trójpakiem na koncie. Był to także pierwszy hat-trick Pogoni w historii występów na najwyższym poziomie rozgrywkowym. W pierwszej w historii edycji rozgrywanej systemem jesień-wiosna, 1962/63 udało mu się nawet zostać królem strzelców z wynikiem osiemnastu goli. Był pierwszym zwycięzcą klasyfikacji strzeleckiej w barwach Portowców. Trafił jednak na czas, gdy jego klub wlekł się w drugiej połowie stawki ligowców. Za jego czasów, tylko dwa razy udało się zanotować miejsca w TOP-6 (6. i 4.). Gdy został królem strzelców jego zespół został sklasyfikowany na 11. miejscu. Wcześniej tylko Rochus Nastula (w 1929 roku) ze wszystkich królów strzelców grał w tak nisko notowanej drużynie w tabeli. W 1962 roku został pierwszym piłkarzem Portowców w kadrze Polski. Karierę zakończył w wieku 28 lat, bo… uniósł się honorem. Postanowił bowiem, że kiedy pierwszy raz zostanie posadzony na ławce rezerwowych to zamiast zmieniać klub zerwie z boiskiem. Potem, po ośmiu latach przerwy wrócił na krótko do drużyny. Rozegrał w niej dwa mecze w 1979 roku. Do dziś jest najlepszym strzelcem Pogoni w meczach ligowych. W samej Ekstraklasie zajmuje zaś drugie miejsce, za… swoim zięciem Leszkiem Wolskim (80-88). Na stałe mieszka w Kanadzie.

 

 

 

HUBERT KOSTKA

(bramkarz)

 

Jeden z najbardziej ambitnych piłkarzy na polskich boiskach. Grę w drugoligowej Unii Racibórz i – potem – w Górniku Zabrze łączył ze studiami na kierunku górniczym na Politechnice Śląskiej. W dodatku należał do samej czołówki żaków. Bronił – jako jedyny polski golkiper w historii - w finale Pucharu Zdobywców Pucharów, a także w całej kampanii wiodącej do decydującej rozgrywki. Z zabrzanami uczestniczył też w ćwierćfinale PZP i ćwierćfinale PEMK. Świetną partię rozegrał zwłaszcza w starciu z Dynamem Kijów w edycji tych rozgrywek w 1967/68, gdzie obronił rzut karny. Żaden inny z bramkarzy nie miał takich osiągnięć występując w polskich klubach. Nikt z przedstawicieli tej pozycji nie zdołał też go przebić w liczbie mistrzostw Polski. Aż osiem razy sięgał po to trofeum w barwach Górnika Zabrze. Sześć razy zdobył Puchar Polski. W reprezentacji Polski „Farorz” rozegrał w sumie trzydzieści dwa mecze w których stracił trzydzieści osiem goli. Bronił też we wszystkich siedmiu spotkaniach IO 1972, przepuszczając ledwie pięć strzałów przeciwników, dzięki czemu został mistrzem olimpijskim. W Ekstraklasie po raz ostatni pojawił się w 1974 roku. Jego bilans na tym szczeblu rozgrywkowym zamknął się na 221 spotkaniach.

 

 

 

ROMAN LENTNER

(pomocnik)

 

Szybki, lewonożny zawodnik stał się jednym z kluczowych elementów układanki dla kolejnych szkoleniowców Górnika Zabrze na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Łącznie zagrał na tym poziomie 242 razy i strzelił 75 goli. Kiedy miał niespełna dwadzieścia lat, w sezonie 1957, pokonał bramkarzy przeciwników aż czternastokrotnie. Znakomicie potrafił także dośrodkowywać, zarówno w pełnym biegu, jak i ze stojącej piłki. Kiedyś w starciu z Polonią Bydgoszcz strzelił nawet gola z rzutu rożnego. Miał zresztą szczęście do niecodziennych goli. Kilka razy zaskoczył przeciwników strzałami z niemal zerowego kąta. Słynął też z elementu dziś nazywanego „centrostrzałem”. Tak między innymi sprokurował samobójczego gola Tottenhamu, w starciu w PEMK. Z Górnikiem Zabrze osiem razy sięgał po mistrzostwo Polski, trzykrotnie po Puchar Polski. Do tego dochodzą dwa wicemistrzostwa oraz trzy brązowe medale. W każdym sezonie w którym zagrał mieścił się z Górnikiem na podium Ekstraklasy! Zagrał z nim także w ćwierćfinale PEMK. Sam należał do wyróżniających się postaci tej rywalizacji z Manchesterem United. W reprezentacji Polski zagrał trzydzieści dwa razy i strzelił siedem goli. Ten najważniejszy, padł w starciu eliminacji MŚ 1966 przeciwko Szkocji na Stadionie Śląskim. Był też najmłodszym uczestnikiem słynnego spotkania ze Związkiem Radzieckim, wygranego 2:1 w 1957 roku. Uczestniczył ponadto w IO w 1960 roku w Rzymie.

 

 

 

JAN LIBERDA

(napastnik)

 

Jedyny w historii zawodnik, który jako kapitan polskiego klubu zdobył trofeum europejskie. Szybki, a przede wszystkim obdarzony skutecznością napastnik był jednym z bohaterów tego decydującego starcia. Goetborgs-Posten pisał o nim wtedy nawet, że jest lepszy od Ferenca Puskasa! Spodobał się też Alfredo di Stefano, który kilka miesięcy wcześniej z trybun przyglądał się spotkaniu Polonii z Slovnaftem Bratysława. Miał również w dorobku wygraną w rozgrywkach Interligi i w Pucharze Ameryki. Do wszystkich tych sukcesów powiódł Polonię w roli kapitana. Z racji małego wzrostu i zdolności przywódczych często nazywano go właśnie Napoleonem. Od 1959 do 1965 roku aż w siedmiu sezonach z rzędu potrafił strzelić dwucyfrową liczbę goli! Przy czym pięć razy notował na koncie co najmniej piętnaście bramek. W sezonie 1962 w czternastu spotkaniach aż szesnaście razy pokonał bramkarzy przeciwników. Wtedy też po raz drugi w karierze zgarnął koronę króla strzelców Ekstraklasy. Łącznie zaś aż 145 razy pokonał bramkarzy przeciwników w najwyższej klasie rozgrywkowej. Do dziś zajmuje w klasyfikacji wszech czasów pod względem liczby bramek ósmą pozycję. Był także drugim po Brychczym zawodnikiem w historii, który wszedł zarówno do Klubu 100 (zdobywców stu bramek w Ekstraklasie), jak też Klubu 300 (zawodników z minimum 300 meczami w Ekstraklasie). Do dziś nikt go nie przebił w liczbie bramek zdobytych dla Polonii Bytom w najwyższej lidze. Indywidualnie wygrał punktację „Złote Buty” na najlepszego piłkarza Polski w 1962 roku. Nie udało mu się pojechać na żadną wielką imprezę z reprezentacją Polski. Za to przeżył swój wielki moment w biało-czerwonych barwach. W dwóch spotkaniach przeciwko Brazylii rozegranych w odstępie trzech dni dwa razy strzelał gola. Do dziś jest jedynym Polakiem z trafieniem na Maracanie. Jego drybling oraz skuteczność wpadła w oko nawet Pelemu. 

 

 

 

WŁODZIMIERZ LUBAŃSKI

(napastnik)

 

Na początku swojej kariery Włodzimierz Lubański – cudowne dziecko polskiego futbolu – był seryjnym łowcą rekordów rozpoczynających się od przymiotnika „najmłodszy...”. Dzięki skuteczności i wielkim umiejętnościom płynnie w ciągu kilkunastu miesięcy przeszedł do osiągnięć z kategorii „największa liczba...”. Wraz z Zygfrydem Szołtysikiem był pierwszym Polakiem, który zyskał punkty w plebiscycie na Złotą Piłkę. Na jego półce z tytułami znajdują się ponadto: mistrzostwo olimpijskie, finał Pucharu Zdobywców Pucharów, (do 2017 roku) rekord reprezentacji Polski w liczbie strzelonych goli, rekord Górnika Zabrze w liczbie strzelonych goli w Ekstraklasie, czy sześć mistrzostw Polski. Jako jedyny zawodnik w historii cztery razy z rzędu zostawał królem strzelców Ekstraklasy. Jest też najmłodszym strzelcem gola w historii najwyższej ligi (16 lat 23 dni). Pierwszego gola w Pucharze Europejskich Mistrzów Klubowych strzelił zaś w wieku 16 lat 258 dni, pokonując bramkarza Dukli Praga. Rok później w starciu z tym samym rywalem również powtórzył swój wyczyn, dzięki czemu jest do dziś jedynym Polakiem, który przed uzyskaniem pełnoletności strzelił dwa gole na kontynentalnej arenie. W sezonie 1965/66 dziewiętnastoletni Lubański stał się najmłodszym posiadaczem tej korony od Ernesta Wilimowskiego z 1934 roku. Po nim już tylko Zdzisławowi Kapce i Andrzejowi Juskowiakowi udało się sięgnąć po koronę w Ekstraklasie przed 20. urodzinami. Lubański jest rekordzistą w liczbie strzelonych goli w Wielkich Derbach Śląska. W siedemnastu meczach z Ruchem Chorzów zdobył aż osiemmnaście bramek. Dwukrotnie – w 1967 i 1971 roku – trafiał po cztery razy w jednym spotkaniu. Sto goli w lidze zanotował w wieku zaledwie dwudziestu dwóch lat, czego nie dokonał nikt inny. Do dziś zajmuje szóste miejsce na liście najskuteczniejszych zawodników w historii Ekstraklasy. Z reprezentacją Polski zdobył złoto olimpijskie. Wyjazd na MŚ 1974 uniemożliwiła mu groźna kontuzja. Jego uraz był wtedy przedmiotem dyskusji w całym kraju. Na mundial pojechał w 1978 roku, gdzie pełnił rolę rezerwowego. Cztery razy nominowany do Złotej Piłki.

 

 

JOACHIM MARX

(napastnik)

 

W swym pierwszym sezonie w Ekstraklasie, jako dwudziestolatek, w barwach Gwardii strzelił aż szesnaście goli w dwudziestu sześciu spotkaniach. Ostatecznie w najwyższej lidze zanotował aż sto dwa trafienia. Najlepszy okres w karierze przeżywał w Ruchu Chorzów. W sześć sezonów strzelił ponad sześćdziesiąt goli, trzy razy zanotował „dwucyfrówkę”. Był najlepszym strzelcem w dwóch mistrzowskich sezonach Ruchu Chorzów (1973/74 i 1974/75). W pierwszym z nich na jego koncie znalazł się także Puchar Polski. Dwa razy był wicemistrzem kraju. Razem z Niebieskimi uczestniczył też w ćwierćfinale PZP i PEMK. Wysoka skuteczność sprawiła, że Marx dobijał się do drzwi kadry nawet w czasach gry w drugiej lidze. Swój debiut w reprezentacji zaliczył właśnie, kiedy siał postrach na zapleczu elity, gdył zmienił Jarosika. Obaj napastnicy pojechali na Igrzyska Olimpijskie do Monachium, gdzie Polska wywalczyła złoto. W przeciwieństwie do kolegi, Marx mógł jednak dobrze wspominać ten turniej. Na niemieckiej imprezie wystąpił w dwóch spotkaniach. Strzelił też gola w rewanżowym starciu zwycięskich eliminacji  olimpijskich przeciwko Bułgarii. . Zabrakło go natomiast na MŚ w 1974 roku. Kilka tygodni wcześniej odniósł kontuzję obojczyka. Zdołał jednak wrócić do ligi i strzelić kilka goli, które wywindowały go na drugą pozycję w klasyfikacji strzelców. Ostatecznie jednak Kazimierz Górski zrezygnował z niego i na MŚ wziął w jego miejsce Romana Jakóbczaka z Lecha Poznań. W 1975 roku wyjechał do Francji.

 

 

STANISŁAW OŚLIZŁO

(obrońca)

 

W klubie wybitnych napastników i pomocników – Ernesta Pohla, Włodzimierza Lubańskiego, Zygfryda Szołtysika, Romana Lentnera, Erwina Wilczka, czy Jana Banasia – centralną postacią został o dziwo Stanisław Oślizło – środkowy obrońca. Do tego trzeba było zarówno nietuzinkowej osobowości, jak też nietuzinkowych umiejętności. Cztery razy zwyciężał w punktacji Złotych Butów na najlepszego piłkarza Ekstraklasy. Do dziś nikt nie pobił jego osiągnięcia. Aż sześć razy zdobył Puchar Polski jako kapitan klubu, co stanowi rekord Europy. Do mistrzostwa Polski powiódł zaś swą drużynę aż osiem razy z opaską na ramieniu, czego również nie udało się pobić żadnemu z jego następców w Ekstraklasie. Oślizło był też kapitanem m.in. w słynnym półfinale PZP, gdy zgodnie z regulaminem po trzech remisowych meczach musiał wybrać stronę specjalnego żetonu, użytego do wyłonienia zwycięzcy w drodze losowania. Jego trafna decyzja dała awans zabrzanom do finału. W decydującym spotkaniu tych rozgrywek przeciwko Manchesterowi City strzelił jedynego gola dla Górnika. Został dzięki temu pierwszym polskim zawodnikiem z trafieniem w finale PZP. W jego ślady poszedł potem tylko Zbigniew Boniek. Poza tą kampanią Oślizło odegrał też decydującą rolę przy awansach Górnika do ćwierćfinałów PZP i PEMK. Znakomicie potrafił wyłączyć z gry napastnika Dynama Kijów – Anatolija Byszowca, graczy Manchesteru United – Dennisa Lawa, Bobby’ego Charltona, czy George’a Besta. Rzadko przekraczał przepisy. Grał zazwyczaj bardzo elegancko, dzięki czemu zasłużył sobie na miano dżentelmena boiska. Był za to niezwykle skuteczny. Wielu zawodników z najwyższej półki uważało go za najtrudniejszego przeciwnika. Law nawet zaofiarował mu swoją koszulkę meczową w drodze uznania. W latach sześćdziesiątych był też jedną z najważniejszych postaci w reprezentacji Polski. Rozegrał w niej aż pięćdziesiąt siedem spotkań w których zdobył jedną bramkę. W XXI wieku został też wcielony do Klubu Wybitnego Reprezentanta. 

 

 

 

 

JERZY SADEK

(napastnik)

 

Drużyny z Wysp Brytyjskich długo budziły w Polakach lęk. Tę klątwę odczarował dopiero zawodnik ŁKS Łódż, Jerzy Sadek – specjalista od widowiskowych, a zarazem zapadających mocno w pamięć bramek. Napastnik bez sukcesów klubowych stał się jedną z głównych armat reprezentacji Polski w latach sześćdziesiątych. Mawiano nawet: „Lubański podaje do Sadka i trzepie się siatka”.  Mało kto tak świetnie operował piłką w tych czasach. Miał duży talent do dryblingu. Jego akcją firmową był zaś długi rajd skrzydłem, zakończony złamaniem akcji do środka i zaskakujący, mocny, plasowany strzał z dystansu po ziemi. W tych dwóch specjalnościach osiągnął bardzo wysoki stopień specjalności. Trampoliną do sławy okazała się dla niego natomiast reprezentacja. Tu – jak mało kto – miał szczęście do ważnych goli. Legendą obrosło szczególnie jego trafienie z debiutanckiego spotkania, przeciwko Szkocji w eliminacjach mundialu. Polacy od trzynastej minuty przegrywali z zespołem brytyjskim. Wyrównał na pięć minut przed końcem Ernest Pohl. Decydujące trafienie zadał zaś kilkadziesiąt sekund potem Sadek. Do dziś naoczni świadkowie są pod wrażeniem tej niezwykłej bramki. Potężny wolej napastnika z Łodzi przerwał bowiem siatkę w bramce. Patent na Brytyjczyków udowodnił też kilka miesięcy potem. Tym razem w starciu z Anglią w Liverpoolu. Pod koniec I połowy po dograniu Jana Banasia wykazał się sprytem i zaskoczył bramkarza, słynnego Gordona Banksa. Po tym starciu na dobre podbił ten zakątek świata. Everton z miejsca złożył ŁKS-owi propozycję wykupienia przebojowego napastnika ze zmysłem do dryblingu. Trzecią z jego słynnych bramek zainkasował bramkarz Brazylii, gdy Sadek na Stadionie Dziesięciolecia skutecznie wykorzystał rzut karny. W ŁKS Łódź od 1962 do 1968 roku strzelił w stu pięćdziesięciu jeden meczach Ekstraklasy pięćdziesiąt dwa gole. W każdym z tych sezonów był najlepszym strzelcem łodzian w lidze. Po wojażach zagranicznych na zakończenie kariery powrócił jeszcze raz w szeregi ŁKS. Ogółem jego bilans w Ekstraklasie wyniósł dwieście trzynaście meczów i sześćdziesiąt dziewięć goli. 

 

 

 

ZYGFRYD SZOŁTYSIK

(pomocnik)

 

Przyjaciel i wieloletni asystent Włodzimierza Lubańskiego. Ich losy przeplatały się wielokrotnie. Razem zadebiutowali w reprezentacji Polski, w tym samym meczu obaj zdobyli debiutanckie bramki w kadrze. Razem osiągnęli swój największy sukces w karierze reprezentacyjnej – mistrzostwo olimpijskie. Razem też zostali nominowani w plebiscycie Złota Piłka na najlepszego piłkarza 1967 roku w Europie. Byli pierwszymi zawodnikami z Ekstraklasy, a zarazem Polakami, którzy uzyskali punkty od jurorów w tym najbardziej prestiżowym konkursie futbolowym. Ostatecznie Lubański zajął w nim 16. miejsce, Szołtysik był zaś 27., ex aequo m.in. z samym Johannem Cruyffem. Uznano go zatem za jednego z trzydziestu najlepszych zawodników 1967 roku w Europie! Filigranowego pomocnika o wzroście 162 centymetrów nazywano najczęściej „Małym”. Umiejętności skrywał jednak wielkie. W ciągu całej kariery uzbierał dziewięćdziesiąt jeden goli. Imponował przyspieszeniem, żywotnością, przede wszystkim zaś dokładnymi prostopadłymi podaniami zagrywanymi „na nos”. W barwach Górnika zdobył siedem mistrzostw Polski, trzy razy był wicemistrzem Polski, trzy razy zdobył brązowy medal. Tylko w swoim ostatnim sezonie w Ekstraklasie nie udało mu się stanąć z zabrzanami na podium. W tej samej edycji został za to rekordzistą Ekstraklasy pod względem liczby występów. Ostatecznie zanotował w tej klasyfikacji 395 spotkań. Wyprzedził go dopiero siedemnaście lat później Marek Chojnacki. Tylko ten zawodnik wyprzedza też Szołtysika w liczbie występów dla jednego klubu w Ekstraklasie. Z Górnikiem Zabrze przeszedł drogę do finału Pucharu Zdobywców Pucharów w 1970 roku. Wystąpił wówczas w decydującym spotkaniu. Wcześniej strzelił gole w I rundzie z Olympiakosem Pireus oraz w ćwierćfinale z Levskim Sofią. Swoje najsłynniejsze spotkanie rozegrał jednak w reprezentacji Polski. Bez niego prawie na pewno nie byłoby złotego medalu olimpijskiego w 1972 roku. W drugiej fazie grupowej Polska przegrywała 0:1 ze Związkiem Radzieckim. Selekcjoner Kazimierz Górski początkowo chciał z ławki rezerwowych posłać w bój Andrzeja Jarosika. Napastnik Zagłębia Sosnowiec odmówił jednak zmiany. Wybór padł tym sposobem na Zygfryda Szołtysika. Kilkoma szybkimi akcjami wespół z Włodzimierzem Lubańskim rozruszał polski zespół. Po jego zagraniu Lubański wywalczył karnego, zamienionego na gola przez Kazimierza Deynę. Kilka minut później sam Szołtysik natomiast wykorzystał podanie kolegi i z niebywałym sprytem pokonał radzieckiego golkipera, co dało biało-czerwonym wygraną 2:1 i awans do finału IO, gdzie udało się pokonać Madziarów. Indywidualnie oprócz nominacji do Złotej Piłki Zygfryd Szołtysik był także zwycięzcą plebiscytu „Zlote Buty” w 1969 roku oraz zdobywcą nagrody dla Piłkarza Roku w 1971.

 

 

 

JANUSZ ŻMIJEWSKI

(napastnik/pomocnik)

 

Janusza Żmijewskiego nazywano od nazwiska „Żmiją”. Kogoś niewtajemniczonego łatwo byłoby jednak oszukać, że pseudonim ten pochodził od stylu gry. Skrzydłowy jak wąż wił się bowiem z piłką przy nodze między bezradnymi obrońcami przeciwników. Slalomy dryblerskie były jego znakiem rozpoznawczym. Stąd kolejnym przydomkiem jaki mu nadano stał się „Pele”. Po błyskotliwych początkach sam coraz częściej też wpisywał się na listę strzelców. W rozgrywkach 1963/64 oraz 1964/65 osiągnął nawet dwucyfrowe wyniki w tym elemencie. Spora część jego bramek to były prawdziwe majstersztyki techniczne. Znakomicie dośrodkowywał, grał bardzo szybko i ze swadą kombinacyjną oraz ogromnym luzem. W tym czasie Legia miała duet dwóch bodaj najlepiej wyszkolonych technicznie zawodników. Swobodnie drybling serwowali bowiem zarówno Brychczy jak również właśnie Żmijewski.  Jednak to nie z Kicim stworzył najlepszą formację. Jego gwiazda rozbłysła w czasach gry z Kazimierzem Deyną oraz Janem Pieszką. Znakomicie potrafił wykorzystywać swoje atuty dla korzyści partnerów. Razem z nimi doszedł do dwóch tytułów mistrzowskich w okresie najbardziej zaciętej rywalizacji Legii z Górnikiem Zabrze. Sam strzelił gola w decyduącym spotkaniu o tytule z 1969 roku. Ponadto dwa razy był wicemistrzem Polski oraz raz zdobył brązowy medal. W dodatku należał do najelegantszych zawodników na rodzimych boiskach. Wielu denerwowały te jego zwody. Czasem jego koledzy, przywiązani do schematów, nie nadążali za pomysłami "Żmii". Kibice z Łazienkowskiej go jednak bezgranicznie uwielbiali. Dużą sławę dały mu także występy na arenie międzynarodowej. Wraz z Legią doszedł do półfinału Pucharu Europejskich Mistrzów Krajowych w 1970 roku. Żmijewski w tej kampanii strzelił dwa gole mistrzowi Rumunii – UT Arad w dwumeczu początkowej rundy. W kolejnym sezonie jego bramka zdobyta przeciwko Standardowi Liege dała awans do ćwierćfinału. W tym samym meczu po efektownym dośrodkowaniu zaliczył asystę przy trafieniu Jana Pieszki. Jest członkiem Galerii Sław Legii.

 

 

 

Wojciech Bajak


News

Wszystkie gole 18. kolejki 2018/19

2018.12.11

News

Dobry mikroklimat dla muraw. Maty od Ekstraklasy S.A. już w klubach

2018.12.11

News

Ostatni na placu boju... 18. kolejka (poniedziałek)

2018.12.10

News

Górnik 1:3 Miedź: Zepsuta Barbórka

2018.12.09

News

O co walczy Lechia?

2018.12.08

News

Wisła K. 2:2 Jagiellonia: Dwie połowy, dwa oblicza

2018.12.08
News

Na szczycie i na dole. Dzień zwycięzców... 18. kolejka (niedziela)

2018.12.08
News

Korona 2:2 Wisła P.: Gruzin zapewnił remis

2018.12.08
Używamy cookies w celach świadczenia usług, reklamy i statystyk. Korzystanie z witryny oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu. Polityka Prywatności X