STRONA OFICJALNA
2020.05.31
Potrójny blask medalu
Autor: Wojciech Bajak Fot. 400mm.pl

 

Najlepsze lata obchodzącej właśnie setne urodziny Jagiellonii Białystok przypadły zdecydowanie na ostatnią dekadę. W tym czasie Duma Podlasia aż trzy razy stała na podium Ekstraklasy. I w sumie w każdym z tych sezonów znajdowała się już bardzo blisko najcenniejszego trofeum w polskim futbolu...

W przedostatnim dniu maja 1920 roku powołany został Klub Sportowy Batalionu Zapasowego 42 Pułku Piechoty, który nieco później zyskał obecną nazwę - "Jagiellonia Białystok". Dziewięćdziesięciolecie istnienia przypadało zatem akurat tydzień po zdobyciu przez Dumę Podlasia Pucharu Polski. Jej konto medalowe w piłkarskich mistrzostwach Polski pozostawało nieznośnie puste, choć w Ekstraklasie zadebiutowała jeszcze w latach osiemdziesiątych. Dziś dzięki trzem sezonom zakończonym na podium jest już dwudziesta pierwsza w tabeli wszech czasów pod tym względem. 

  

 

2014/2015: MEDAL W KOLORZE WHISKEY

 

Zdawało się, że czas triumfu nadchodzi już w kampanii 2010/2011. Obrońca Pucharu Polski jak burza przeszedł bowiem pierwszą połowę sezonu. Ekipa z Białegostoku spędziła nawet zimę na samym szczycie tabeli. W drugiej części rozgrywek zanotowała jednak spory zjazd. Musiała się obejść smakiem zarówno na mistrzostwo, jak też jakikolwiek medal. Ostatecznie skończyło się na czwartej pozycji - najwyższej w historii klubu, ale cóż z tego, skoro aż pięć drużyn, które debiutowały w najwyższej polskiej lidze później od Dumy Podlasia, miało w swym dorobku już choć jedno podium, a tu nadal trwała pustka.

 

Wobec tak długiego oczekiwania zdawało się, że w środę 3 czerwca 2015 roku w Białymstoku piłkarze i kibice powinni skakać z radości. Drużyna w przedostatniej kolejce sezonu 2014/2015 stosunkowo łatwo ograła na wyjeździe 3:1 Pogoń Szczecin. Dzięki temu zapewniła sobie pierwszy w historii medal mistrzostw Polski w piłce nożnej. Brzmi jak idealny scenariusz dla uczczenia 95-lecia istnienia klubu, które akurat wtedy wypadało. Na Podlasiu radość pomieszała się jednak z niedosytem. Tego samego dnia bowiem Lech Poznań wysoko wygrał z Górnikiem Zabrze (6:1) i stało się jasne, że Jagiellonia może skończyć tamten sezon tylko na 3. lub 2. lokacie.

 

Jednym z bohaterów pierwszego medalowego sezonu Jagiellonii Białystok był siedemnastoletni bramkarz - Bartłomiej Drągowski

 

A przecież jeszcze dwa tygodnie wcześniej to właśnie w niej upatrywano poważnego kandydata do końcowego sukcesu. W 32. kolejce Duma Podlasia pokonała - i to na wyjeździe - lidera tabeli, Lecha Poznań, odrabiając straty z 0:1 na 3:1. Dzięki temu miała Kolejorza już w zasięgu ręki. Dzielił ich od siebie w tym momencie zaledwie jeden punkt, a Jaga miała solidne sportowe argumnety, by rozstrzygnąć rywalizację na swą korzyść - choćby Bartłomieja Drągowskiego Michała Pazdana na straży defensywy. 

 

Sytuacja wróciła jednak do punktu wyjścia zaledwie tydzień później, gdy Jaga poniosła porażkę z wiceliderem Legią Warszawa po kontrowersyjnym rzucie karnym w ostatnich sekundach starciach. Na Podlasiu zawrzało... Sprawą zajmowała się nawet Rada Miejska w Białymstoku, która przygotowała wniosek do PZPN o powtórkę spotkania! To właśnie wtedy też trener drużyny Michał Probierz w czasie konferencji prasowej wypowiedział słynne zdanie o whiskey jako jedynej alternatywie bezpośrednio po meczu, które na dobre do niego przylgnęło.

 

Ostatecznie Jagiellonia Białystok wygrała wszystkie mecze do końca rozgrywek, dzięki czemu wyrównała swoją rekordową serię w Ekstraklasie. Nie wystarczyło to jednak ani do wyprzedzenia Lecha Poznań (zabrakło dwóch punktów), ani Legii Warszawa (zabrakło jednego punktu). Dla Dumy Podlasia pozostał brązowy medal. I znów niektórzy wracali pamięcią do tego majowego spotkania z Wojskowymi. Gdyby wtedy Paweł Gil  w ostatniej minucie nie wskazał na "wapno" i gdyby Rafał Grzyb posłał kilkadziesiąt minut wcześniej piłkę do bramki zamiast w słupek... Matematyka nie pozostawiała złudzeń.

 

Widocznie jednak smutek został przetrawiony, bo w strolicy Podlasia odbyła się huczna feta po ostatniej kolejce. Nie wszyscy mogli wziąć w niej udział. Siedemnastoletni Bartłomiej Drągowski był obecny na tym wydarzeniu tylko przez chwilę, bo następnego dnia musiał wstać na 7 rano, żeby napisać klasówkę z matematyki, a potem dojechać do Warszawy, gdzie na Gali Ekstraklasy odebrał nagrody dla Odkrycia Sezonu oraz Bramkarza Sezonu.

 

  

2016/2017: GOL OD TROFEUM

 

Może więc ktoś powie, że do tego mistrzostwa w 2015 roku nie było wcale tak blisko, skoro w ostatecznym rozrachunku zabrakło do tego dwóch punktów, a utrata szansy definitywnie nastąpiła już kolejkę przed końcem zmagań. Ale nawet ci najwięksi malkontenci muszą przyznać, że ciężko być bliżej od tytułu niż Jaga w sezonie rozgrywanym dwa lata później po brązowym medalu. Finał tej kampanii to było trochę jak pomieszanie gonitwy Widzewa Łódź za Legią Warszawa w 1997 roku z bolesnym pożegnaniem się z tytułem Wisły Kraków po samobójczym trafieniu Mariusza Jopa w 2010 roku. Ostatnie minuty końcowego starcia przyniosły wielką nadzieję dla Jagiellonii, ale zakończyło się ostatecznie srebrnym medalem.

 

To był chyba najlepszy ligowy sezon w historii Jagiellonii Białystok. Klub z Podlasia miał w sumie najwięcej kolejek spędzonych na pozycji lidera w całej stawce (17). Wygrał nawet rundę zasadniczę, ale w trakcie fazy finałowej ze szczytu strąciła go Legia Warszawa. Do ostatnich sekund tej edycji zmagań Jaga zachowała za to szansę na powrót na pierwsze miejsce. Równy apetyt i niemal takie same szanse na podobny sukces miały jednak jeszcze dwie kolejne ekipy - Lech Poznań i Lechia Gdańsk. Pierwszy raz od czasu wprowadzenia obecnej punktacji (3 - za zwycięstwo, 1 - za remis) na 90 minut przed końcem sezonu różnica między pierwszym, a czwartym zespołem wynosiła mniej niż trzy punkty. A jako, że w finałowej kolejce ten kwartet stawał naprzeciwko siebie w bezpośrednich starciach, to istniało aż dziewięć wariantów ostatecznej kolejności na podium! 

 

Rafał Grzyb był kapitanem w każdym z trzech medalowych sezonów Jagiellonii Białystok w Ekstraklasie

 

Ostatecznie sprawdził się ten ukryty w szufladzie pod nazwą "status quo". Ostatecznie to starcie w Białymstoku zakończyło się rezultatem 2:2. Tyle, że w trakcie tych dziewięćdziesięciu minut gry Jagiellonia była przez ponad 80% czasu gry poza podium! To Kolejorz bowiem otworzył wynik spotkania, a potem jeszcze podwyższył prowadzenie. Zryw Jagiellonii w końcówce i gole Jacka Góralskiego oraz Arvydasa Novikovasa pozwoliły jednak przywrócić Dumie Podlasia drugie miejsce w tabeli.

 

Po trafieniu Litwina na trybunach zapanowało wielkie szaleństwo, linie boczne utonęły w serpentynach, ale to przecież jeszcze nie był koniec. Zostawało całkiem sporo doliczonego czasu gry. Tymczasem rozochocona Jaga nacierała z furią, a Lech - osłabiony po czerwonej kartce dla Darko Jevticia w końcówce - zażarcie się bronił. Legia - która mecz skończyła kilka minut wcześniej, remisując 0:0 z Lechią - musiała z niepokojem nadsłuchiwała wieści z północnego-wschodu. Jeszcze jeden gol dla białostoczan oznaczał tytuł dla Jagiellonii.

 

Może teraz? Na zegarze 93. minuta. Atak prawą stroną... dośrodkowanie... po wybitą z pola karnego piłkę sięgnął Piotr Tomasik... mocny strzał z dystansu... po drodze jeszcze blisko "dziubnięcia" futbolówki znalazł się Taras Romanczuk... W tym momencie było między nim, a golkiperem przeciwników - Matusem Putnockym - jakieś jedenaście metrów zupełnie pustej przestrzeni. Duma Podlasia skutecznie zgubiła obronę Kolejorza. Piłka jednak nie wysłuchała prawosławno-katolicko-tatarskich modlitw białostoczan, lecz zboczyła w prawo, jakieś pół metra od słupka. Gwizdek końcowy okazał się mieszaniną - w większym stopniu fanfar (za najlepszy wynik w historii) klubu; w mniejszym - jęku zawodu (bo przecież do złota zabrakło tego jednego gola...).

 

 

2017/2018: NOWY DYRYGENT

 

Dwa medale w ciągu trzech sezonów były najlepszą legitymacją do prawa używania przez Jagiellonię Białystok miana "czołowa drużyna ligi". Oba zostały zdobyte pod wodzą Michała Probierza. Szkoleniowca wyjątkowo mocno kojarzonego z Podlasiem. Nic dziwnego - do dziś jest rekordzistą w liczbie spotkań w roli trenera w tym klubie na najwyższym szczeblu w  Polsce (209). Latem zdecydował się jednak opuścić szeregi drużyny z północno-wschodniej Polski. Nowym dyrygentem tej orkiestry został dla odmiany debiutant w elicie - Ireneusz Mamrot.

 

Pod pewnymi względami nawet udało mu się przebić ubóstwianego na Podlasiu poprzednika. To on bowiem doprowadził Jagiellonię Białystok do rekordowej serii zwycięstw w Ekstraklasie (5). Ekipa z Białegostoku okazała się też najlepszym zespołem tego sezonu na wyjazdach, zdobywając 33 punkty. I właśnie poza swoim obiektem zapewniła sobie znów minimum wicemistrzostwo Polski. W sumie stało się to trochę niepsodziewanie. Zaledwie tydzień wcześniej byli wszak na trzeciej pozycji z przewagą mniejszą niż pula za wygraną nad następną ekipą w stawce. Tymczasem po pokonaniu KGHM Zagłębia w Lubinie w przedostatniej kolejce zyskali już pewność, że nie spadną poniżej drugiej lokaty, co oznaczało, iż jednocześnie zostali ostatnią drużyną, która w finałowym spotkaniu mogła zepchnąć Legię Warszawa z pierwszej pozycji. 

 

W edycji 2017/2018 Jagiellonia Białystok trzeci raz w czterech ostatnich sezonach zagościła na podium Ekstraklasy

 

Warunki były dwa - wygrana u siebie w konfrontacji z Wisłą Płock i równoczesna porażka Wojskowych w wyjazdowym starciu z Lechem Poznań. Z jednej strony powodzenie tego scenariusza miało zdecydowanie mniejsze szanse powodzenia niż rok wcześniej, z drugiej - tym razem Duma Podlasia zapewniła sobie wcześniej przynajmniej srebrny medal, dzięki temu mogła grać w większym luzem. I ostatecznie znów jak przed dwunastoma miesiącami w swych finałowych spotkaniach obie te ekipy zanotowały te same rozstrzygnięcia, pokonując konkurentów. Punktem wspólnym ze zdarzeniami sprzed roku i trzech lat była też pogoń za bezpośrednim rywalem w ostatnim meczu sezonu - to bowiem Nafciarze, tak jak Lech w 2017 i Lechia w 2015 roku, otworzyli wynik spotkania w stolicy Podlasia. Białostoczanie jednak zdołali trafić dwa razy do siatki płockiej ekipy.

 

Dzięki temu Jagiellonia Białystok została pierwszym klubem, który dwie kolejne edycje zmagań zakończył ze srebrnym medalem od czasu Lecha Poznań (2012/2013-2013/2014). Zresztą po przeszło dwóch dekadach znów zdarzyło się tak, by w dwóch sezonach z rzędu w ogóle nie zmieniła się ani kolejność ani skład drużyn na podium. Pozwoliło jej to wtedy awansować na 20. miejsce w medalowej tabeli wszech czasów mistrzostw Polski. Dziś jednak obsunęła się w dół dzięki złotu dla Piasta sezon temu.


News

Zagłębie 0:1 Wisła P. - Znowu skromnie, znowu skutecznie

2020.07.10

News

Czas na finały Ekstraklasa Games! Transmisje już w ten weekend

2020.07.10

News

Głęboki oddech ulgi... 35. kolejka (piątek)

2020.07.10

News

Sędziowie 35. kolejki

2020.07.09

News

Holenderska agencja Expoza obsłuży profile Ekstraklasy na YouTube

2020.07.09

News

Pauzujący i zagrożeni - 35. kolejka

2020.07.09
News

34. kolejka w obiektywie

2020.07.08
News

Wydarzenie 34. kolejki: Druga szansa niewykorzystana

2020.07.07
Używamy cookies w celach świadczenia usług, reklamy i statystyk. Korzystanie z witryny oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu. Polityka Prywatności X