

Po 51 dniach przerwy, w piątek 9 lutego, do rywalizacji powrócą piłkarze PKO Bank Polski Ekstraklasy. To oznacza, że do zakończenia rozgrywek o mistrzostwo Polski zostało 138 meczów. Mało? Bywało, że ten okres przewracał tabelę do góry nogami.
Mecze najwyższej polskiej ligi odbędą się już w 90. roku kalendarzowym, w tym w 76. roku kalendarzowym z rzędu. Z jednej strony zmagania zostaną wznowione dużo później niż w poprzedniej odsłonie. Różnica w datach dziennych wynosi aż trzynaście dni. Trudno jednak podjąć rękawicę z posiadaczem rekordu. W 2023 roku piłkarze zameldowali się na murawie już 27 stycznia. To najwcześniejszy termin spotkania Ekstraklasy w roku kalendarzowym w historii. Ostatni tak późny restart rywalizacji jak w 2024 roku miał natomiast miejsce przy okazji edycji 2017/2018. Wówczas 9 lutego 2018 roku na boisko wyszli jako pierwsi zawodnicy Wisły Płock i Górnika Zabrze (4:2).
Z drugiej strony - ta przerwa zimowa była krótsza o 19 dni od tej sprzed roku. Ostatnie ligowe spotkanie zostało rozegrane wszak 20 grudnia 2023 roku (Cracovia 2:0 Legia Warszawa). Tu pierwszeństwo należy jednak do sezonu 2020/2021. Dwa kolejne spotkania dzieliło wtedy tylko 40 dni (20 grudnia 2020 - 29 stycznia 2021)! Średnia dla ostatniej dekady liczona bez obecnej edycji wynosi zaś 53,3 dnia. Po odliczeniu minionego sezonu - nieco eksperymentalnego ze względu na mundial rozgrywany na przełomie listopada i grudnia - z kolei 51,4 dnia. Obecna pauza plasuje się zatem nieznacznie poniżej tej średniej. A przecież jeszcze w edycji 2004/2005 piłkarze nie grali od końca listopada, niemal do połowy marca, czyli ponad sto dni!
W pięciu ostatnich sezonach ani razu nie powtórzył się stadion, na którym inaugurowany jest rok kalendarzowy w rozgrywkach Ekstraklasy. Po Gdyni (2019/2020), Lubinie (2020/2021), Niecieczy (2021/2022) i Legnicy (2022/2023), teraz przyjdzie czas na Mielec, gdzie PGE FKS Stal podejmie Puszczę Niepołomice. W niedzielę do rywalizacji ruszą natomiast dwie najlepsze ekipy po jesiennej części zmagań. Pierwszy raz od sezonu 2016/2017 nie ma w TOP-2 na czas przerwy zimowej Legii Warszawa lub Lecha Poznań. Tabeli przewodzi bowiem Śląsk Wrocław. Ekipa ta poprzednio plasowała się tak wysoko w tym okresie w edycji 2011/2012, zakończonej ostatecznie mistrzostwem Polski. Po siedmiu latach przerwy do czołowej "dwójki" powróciła natomiast Jagiellonia Białystok. Tylko one osiągnęły średnią minimum 2 punktów/mecz (2,16 vs. 2).
Bezpośrednio za nimi plasuje się czołowy kwartet minionych rozgrywek. Lech Poznań, Raków Częstochowa i Legia Warszawa zanotowały straty do lidera w przedziale 7-8 punktów. Medaliki z racji zaległego spotkania legitymują się jednak najwyższą średnią punktową w tym gronie (1,78). Pogoń Szczecin ustępuje Kolejorzowi o kolejne 3 punkty. Tylko te sześć ekip zdołało przekroczyć średnią 1,5 punktu na mecz. Różnica między 7., a 10. miejscem to tylko 2 punkty. Pozycje numer 11 i 16 (pierwsza w strefie spadkowej) dzielą zaś 4 punkty. W skrajnej sytuacji już po dwóch wiosennych kolejkach można więc wpaść pod "kreskę", nawet z 11. lokaty. Dwie ostatnie ekipy do bezpiecznych miejsc tracą pulę równą odpowiednio: dwóm i trzem zwycięstwom.

Chyba jednak nie można załamywać rąk, bo jak śpiewała Anita Lipnicka naprawdę "Wszystko się może zdarzyć...". Rzut oka w najnowszą historię rozgrywek, pozwala na znalezienie przynajmniej kilku spektakularnych skoków w tabeli po przerwie zimowej. Od edycji 2005/2006 (pierwszej rozgrywanej pod egidą Ekstraklasy SA) już pięć razy mistrzostwo Polski zdobyły ekipy, które zimowały poza TOP-2. Legia Warszawa (2016/2017) oraz dwukrotnie Lech Poznań (2009/2010 i 2014/2015) przeskakiwały z 3. na 1. miejsce w klasyfikacji końcowej. Wisła Kraków w kampanii 2008/2009 zdołała tego dokonać, atakując z 4. lokaty, a Piast Gliwice przed pięciu laty zmienił 6. na 1. pozycję!
Analogicznie - i finałowe podium zaznawało przeobrażeń w krótkim okresie wiosny, nawet atakowane przez ekipy spoza TOP-4. Śląsk Wrocław w sezonie 2010/2011 potrafił przedostać się z 9. na 2. miejsce. Jego derbowy rywal, KGHM Zagłębie Lubin natomiast pięć lat później awansował z 7. na 3. miejsce. Zdarzyły się też dwa skoki z 6. na 3. pozycję (Piast Gliwice 2019/2020 i Lech Poznań 2022/2023) oraz jeden z 5. na 2. pozycję (Lech Poznań 2019/2020) i cztery awanse z 5. na 3. lokatę. Jeśli zaś chodzi o utrzymanie, to chociażby w każdym z dwóch ostatnich sezonów jedna ekipa potrafiła dźwignąć się ze strefy spadkowej przynajmniej o siedem miejsc. W sezonie 2021/2022 była to Legia Warszawa (z 17. na 10.), w edycji 2022/2023 natomiast Piast Gliwice z 16. wskoczył na 5. miejsce! Łącznie dziesięć ekip, choć zimowało w strefie spadkowej, w klasyfikacji końcowej kończyło przynajmniej cztery lokaty wyżej. Awans Piasta o jedenaście lokat wzwyż to zarazem rekord awansu wiosennego od 2005/2006. Bardzo mocno potrafiły poprawić w tym czasie swoje notowania też Warta Poznań 2020/2021 (z 14. na 5. miejsce = 9) i Lechia Gdańsk 2014/2015 (z 13. na 5. miejsce = 8). Sześć kolejnych ekip przeskakiwało o siedem miejsc.
Często w tych opowieściach przewija się Piast. Gliwiczanie mogliby dać dla odmiany kontrę wierszowi Wisławy Szymborskiej, rozpoczynającego się od słów "Nic dwa razy się nie zdarza...". Wyrośli bowiem w ostatnim czasie na najlepszych specjalistów od wiosen. Po przerwie zimowej w pięciu minionych sezonach zdobyli aż 167 punktów w 82 starciach, co daje średnią 2,04 punktu. Na 2. miejscu w tej klasyfikacji znajduje się Legia Warszawa (157), na 3. natomiast - Lech Poznań (140). Tuż za podium plasuje się Raków Częstochowa. Klub ten jednak brał udział tylko w czterech z tych pięciu sezonów. W związku z tym pod względem średniej punktowej (1,91/mecz) wyprzedza swoich towarzyszy z podium PKO Bank Polski Ekstraklasy 2022/2023.
TOP-6: NAJWYŻSZA ŚREDNIA PUNKTÓW PO PRZERWIE ZIMOWEJ (OD SEZONU 2005/2006)
Legia Warszawa 2005/06: 2,62/mecz
Piast Gliwice 2018/19: 2,41/mecz
Wisła Kraków 2005/06: 2,38/mecz
Wisła Kraków 2008/09: 2,38/mecz
Legia Warszawa 2013/14: 2,38/mecz
KGHM Zagłębie Lubin 2006/07: 2,33/mecz