

Kiedyś – 14 zespołów, dziś – 16. Kiedyś – murawy okolone jedynie ławeczkami, dziś – nowoczesne trybuny. Kiedyś – trzeszczące przekazy radiowe, dziś transmisje przy użyciu technologii 4K. Pomiędzy tymi dwoma punktami rozciąga się dziewięć dekad historii Ekstraklasy. Ligi, powołane
Brak pieniędzy na medale. Wyniki 0:12 i 0:9 w decydującej fazie. Bilans bramkowy jednej z drużyn 1:39. Spadek poziomu sportowego. Frekwencja poniżej stu osób na niektórych meczach. Tak wyglądała rzeczywistość podczas mistrzostw Polski w 1926 roku rozgrywanych jeszcze w systemie okręgowym. Te liczby były wyraźnym wołaniem o reformy. Wśród odpowiedzi zaś coraz częściej padało hasło „liga”. To rozwiązanie funkcjonowało już we Włoszech, Anglii, Albanii, Belgii, Szwecji, Czechosłowacji, czy na Węgrzech. Zresztą z reprezentacjami tych trzech ostatnich krajów Polacy ponieśli swoje jedyne porażki w 1926 roku.
Z terminem tym środowisko piłkarskie miało już czas się oswoić także w Polsce. Pierwszy projekt takiej zmiany wysunęli już w 1921 roku, Ignacy Rosenstock, krakowski działacz PZPN oraz Stanisław Badaszewski, fizyk ze Lwowa. W świecie opętanym ideą Coubertine’a ten pomysł nie miał jednak szans, bo zbyt mocno kojarzył się z zawodowstwem, które miało niewiele lepszą opinię niż współcześnie... doping. Polacy wciąż woleli grać systemem autorstwa Jana Weysenhoffa, polegającym na rozgrywkach prowadzonych w dziewięciu okręgach, z których mistrzowie mierzyli się ze sobą o mistrzostwo Polski. Podatniejszy grunt pod reformy wyrobiły dopiero fatalne warunki sportowe i finansowe.
Ratując poziom
- Nie należałem do jej zwolenników. Dziś jednak jestem zdania, że liga jest potrzebna. – stwierdził w 1926 roku u progu zmian, Aleksander Dembiński, prezes Wisły Kraków – W porównaniu z tym, co było przed kilku laty konstatuję spory upadek.
W czasie gdy w okręgu krakowskim trwała zacięta rywalizacja Wisły z Cracovią, na Śląsku – Ruchu Chorzów z 1. FC Katowice, we Lwowie –Pogoni, Czarnych, Hasmonei,, w Warszawie – Polonii, Warszawianki i Legii, w pozostałych grupach zwycięstwo z łatwością przypadło TKS Toruń, Lubliniance Lublin oraz WKS 1 ppLEG Wilno. Zsumowany bilans tych dwóch ostatnich zespołów w grupie mistrzowskiej – 0 punktów, 3 bramki zdobyte i 66 straconych w ośmiu meczach! – Przodujące okręgi na mecze z Lublinem przysyłają najczęściej drugi garnitur graczy, którzy i tak bez problemu odnoszą zwycięstwa – mówił Rosenstock.
- Mistrzowska drużyna Lublina przedstawia, wnioskując z dwudniowych zawodów z „Cracovią”, zespół bardzo słaby, nie dorównujący nawet rezerwom czołowych drużyn krakowskich (...) Zawody te dowiodły niezbicie, jak bezsensownym jest obecny system rozgrywek o mistrzostwo Polski, gdzie do meczów z sobą stają drużyny tej klasy co Cracovia i Pogoń z jednej – a Lublinianka z drugiej strony! - dodawał "Przegląd Sportowy"
Dolnych granic sięgała też w ten sposób frekwencja. Kibiców Cracovii mało interesowały spotkania z Lublinianką. Nie miały się czym równać pod tym względem ze starciami z mistrzostw okręgu z Wisłą, Jutrzenką albo Wawelem. W rundzie mistrzowskiej takich emocji wywoływało niewielu rywali. Wychodziło więc na to, że piłkarze żyją dla... kilku spotkań w sezonie!
Bilety przestały być więc poważnym źródłem zysków finansowych. A pieniądze liczyły się też w kwestiach sportu. Dawniej próbą ratowania poziomu było zapraszanie znanych zagranicznych drużyn do Polski. W 1926 roku kryzys finansowy i polityczny w połączeniu z brakiem funduszy sprawił, że takie rozwiązanie przerastało większość drużyn. Słabość sportowa i finansowa podniosły więc ostatecznie szlaban dla nowych pomysłów...
Rozkrok PZPN-u
Przedstawiciele dwunastu klubów spotkali się na początku grudnia 1926 roku w Warszawie, gdzie uchwalili ostatecznie powstanie czternastozespołowej ligi. Od tej pory drużyny w systemie „każdy z każdym” miały rozstrzygać sprawę mistrzostwa kraju. To rozwiązanie gwarantowało udział najlepszych drużyn w kraju w najważniejszych rozgrywkach. Dzięki temu zabezpieczony był poziom sportowy, a także finansowy, bo rywalizacja między najsłynniejszymi markami zapewniała duże zainteresowanie kibiców.
Polski Związek Piłki Nożnej przez długi czas ignorował ten projekt. W miarę gdy poważne drużyny przechodziły jednak na stronę ligi trzeba było zareagować. - 14 klubów czołowych Polski chce oderwać się od organizacji macierzystej i stworzyć tzw. "Ligę", mającą na celu wyłącznie interesy materialne swej nikłej ilości klubów, a stanowisko klubów "ligowych" odbija się bardzo ujemnie na całym sporcie polskim piłki nożnej do którego należą też pozostałe kluby przewyższające liczbę 500. Walne zebranie PZPN-u zdając sobie aż nadto dobrze sprawę, że rozłam powyższy zdezorganizuje całe piłkarstwo polskie poszło na jak najdalej idące ustępstwa, wysuwając jako kompromis koncepcję. – pisał w komunikacie Edward Cetnarowski. Jego pomysł był zresztą dość osobliwy. Zakładał bowiem brak mistrzostw międzyokręgowych. W tym czasie proponował zaś klubom rozgrywanie spotkań… towarzyskich między sobą. To nie mogło się przyjąć w tym środowisku.
W dalszej kolejności PZPN groził sankcjami ze strony FIFA, włącznie z zakazami rozgrywania meczów z granicznymi rywalami. To jednak była chyba tylko groźba. Aż tak daleko władze raczej nie chciały iść, bo za rok reprezentacja wybierała się na Igrzyska Olimpijskie do Amsterdamu, a z 34 zawodników, którzy zagrali w kadrze w ostatnim sezonie przed reformą rozgrywek, aż 28 grało w klubach ligowych.
Do sporego rozkroku doprowadzili też Polski Związek Piłki Nożnej dwaj bracia Kucharowie. Do młodszego z nich władze musiały się uśmiechać. Jako pierwszy piłkarz w historii rozegrał 25 meczów w barwach reprezentacji Polski, przez co PZPN w lutym 1927 roku zdecydował się go uhonorować specjalnym dyplomem. Dokładnie w tym samym czasie, jego starszy brat Tadeusz został wykluczony ze struktur federacji. To on bowiem dwa miesiące wcześniej przewodniczył posiedzeniu klubów w Warszawie, gdzie uchwalono powstanie Ligi Polskiej Piłki Nożnej. Tej zniewagi PZPN nie mógł mu darować, ale niewiele więcej ponad karę dla niepokornego działacza mógł zrobić. Nietrudno było też zgadnąć, że w razie innych sankcji najlepszy sportowiec Polski 1926 roku, Wacław Kuchar podąży za bratem. Nic już nie mogło zatrzymać tak długo oczekiwanego wprowadzenia ligi...
Generalne zwycięstwo
Mimo gróźb i szeregu zabiegów, ostatecznie do ligi przystąpiło 14 klubów. Z najmocniejszych zespołów zabrakło w tym gronie tylko Cracovii. Co jednak nie było wielkim zaskoczeniem, bo na jej czele stał… prezes PZPN – Edward Cetnarowski. Ostateczne ultimatum od federacji opiewało na dzień 31 marca. Żadna z drużyn, tworzących ligę nie przystąpiła jednak z powrotem do rozgrywek związkowych.
Trzeciego kwietnia 1927 roku ruszyła pierwsza kolejka. Na trybunach podczas siedmiu premierowych meczów zasiadła niebagatelna w tych czasach liczba 21 tysięcy kibiców! Z dobrej strony pokazały się też same drużyny. Czarni Lwów, którzy ani razu nie uczestniczyli w finale rozgrywek międzyokręgowych, bo ulegali zawsze we Lwowie Pogoni, pokonali na wyjeździe 3:0 brązowych medalistów sprzed roku – Wartę Poznań! Toruński KS zwyciężył zaś u siebie z wicemistrzami Polski – Polonią Warszawa 4:3. - - Generalne zwycięstwo nowego systemu (...) Już pierwsze tygodnie meczy ligowych wniosły do zaspanego śodowiska piłkarskiego w Polsce stan zdrowego sportowego podniecenia wywołany czającą się niespodzianką w spotkaniu o najpewniejszym zdawałoby się wyniku. - pisał Jerzy Grabowski.
Nic więc już nie mogło zatrzymać tej futbolowej machiny, napędzanej emocjonującymi spotkaniami, zaciętą rywalizacją i entuzjazmem kibiców. Po kilku tygodniach nawet PZPN zaczął przesyłać pojednawcze znaki, proponując autonomię dla najwyższej klasy rozgrywkowej. Pod koniec roku uznał zaś zwycięzcę rozgrywek ligowych za oficjalnego mistrza kraju.
90 lat później
Dziś już jesteśmy dziewięćdziesiąt lat od tych wydarzeń. Zaczęło się od trafienia Pawła Gumowskiego, zadanego w około 15:06 w meczu TKS Toruń – Polonia Warszawa. W bieżącym roku dorobek bramkowy klubów w Ekstraklasie przekroczył już 44 tysiące! W tym zawierają się gole strzelane przez rekordzistę ligi w tym elemencie piłkarskiego rzemiosła – Ernesta Pohla, jedynego zawodnika, który zdobywał tytuł króla strzelców cztery razy z rzędu – Włodzimierza Lubańskiego, rekordzistę w liczbie bramek w jednym spotkaniu – Ernesta Wilimowskiego, rekordzistę w serii trafień w lidze, którego wynik pobił dopiero Leo Messi – Teodora Peterka, czy najlepszego strzelca XXI wieku – Pawła Brożka.
Z mistrzostwa Polski przyznawanego za zwycięstwo w lidze cieszyli się kibice szesnastu klubów z dziesięciu miast w Polsce. Najwięcej razy radowali się z tego tytułu w Górniku Zabrze, Ruchu Chorzów oraz Wiśle Kraków. Zabrzanie jako jedyni wygrywali rozgrywki pięć razy z rzędu! Biała Gwiazda na przełomie 2004 i 2005 roku ustanowiła rekord w serii meczów bez porażki. Niebiescy zaś całkowicie zdominowali lata trzydzieste XX wieku, wygrywając pięć z ośmiu edycji.
Polscy ligowcy odnotowali też w tym czasie sukcesy na kontynentalnej arenie. Od triumfu w Pucharze Rappana Polonii Bytom, poprzez finał Pucharu Zdobywców Pucharów Górnika Zabrze, półfinały Legii w Pucharze Mistrzów i Pucharze Zdobywców Pucharów, półfinał Widzewa Łódź w PEMK, na uczestnictwie łodzian oraz warszawian w Lidze Mistrzów kończąc.
Wielu zawodników Ekstraklasy odnotowało też sukces w rywalizacji międzynarodowej. Jak Ernest Wilimowski, pierwszy w historii mundialu piłkarzy, który strzelił cztery gole w jednym spotkaniu. Jak trzydziestu zawodników, którzy zdobywali medale za trzecie miejsce na MŚ, siedemnastu mistrzów olimpijskich, dwudziestu ośmiu wicemistrzów olimpijskich. Jak królowie strzelców MŚ i trzykrotnie IO. Jak dziesięciu ćwierćfinalistów EURO. Wszystkie te sukcesy w kadrze odnotowali zawodnicy, którzy na co dzień występowali w Ekstraklasie.
Wszystkie te wydarzenia, postacie, wielkie chwile i emocje Ekstraklasa S.A. starała się przypominać w czasie 27. kolejki sezonu 2016/17 wypadającej właśnie w okresie 90. rocznicy powstania ligi w Polsce. Rocznicowe materiały można znaleźć w social mediach pod hasłem #Gramy90lat
Wojciech Bajak