

O cieniu orła śpiewał zespół Varius Manx. Przez wiele sezonów snajperzy w Ekstraklasie znajdowali się zaś w cieniu... "Żurawia". Trzydziestego pierwszego lipca przypada właśnie 25. rocznica debiutu w najwyższej polskiej lidze zawodnika obdarzonego tym pseudonimem, a zarazem wyjąt
"DO GÓRY WZBIŁ SIĘ..."
Wiekowy Stadion im. Edmunda Szyca w Poznaniu przed laty w czasie meczów reprezentacji Polski potrafił osiągnąć frekwencję grubo powyżej pięćdziesięciu tysięcy. Tu być może padł nawet europejski rekord największej publiki na meczu drugiego szczebla rozgrywkowego (60 tysięcy publiczności). W ostatniej dekadzie XX wieku okres świetności już dawno miał jednak za sobą. Starcie w ramach pierwszej kolejki Ekstraklasy w sezonie 1994/1995 przyciągnęło według różnych źródeł zaledwie od 500 do 1500 kibiców.
Z gospodarzami, Wartą Poznań, w tej potyczce rywalizował Widzew Łódź w składzie między innymi z dwoma wicemistrzami olimpijskimi, Markiem Bajorem i Tomaszem Łapińskim, przyszłym członkiem Klubu 300 - Ryszardem Czerwcem, czy Andrzejem Woźniakiem, dla którego los już w niespełna dwanaście miesięcy potem szykował miano "Księcia Paryża", po fenomenalnym spotkaniu z Francją w eliminacjach Mistrzostw Europy. Drużynę tę prowadził zaś Władysław Stachurski, półfinalista Pucharu Europejskich Mistrzów Klubowych jako piłkarz i Pucharu Zdobywców Pucharów jako trener. Największa ligowa sława była jednak pisana innemu uczestnikowi tego starcia - Maciejowi Żurawskiemu. Dla niego był to debiut w Ekstraklasie.
W tym czasie "Żuraw" liczył sobie czasie ledwie 17 lat 10 miesięcy i 19 dni. Ponad dwa razy mniej od swojego kolegi klubowego - Zbigniewa Pleśnierowicza. Nie było na boisku w tej potyczve mniej zaawansowanego wiekowo zawodnika. W całym sezonie jednak, o dziwo, w lidze nie dało mu to nawet miejsca w dziesiątce najmłodszych zawodników. Znalazł się dopiero na dwunastej pozycji. Nawet we własnym klubie wyprzedzili go Wojciech Weiss, czy Michał Kaźmierczak.

"PRZEMIERZAŁ ŻYCIA SENS..."
W zestawieniu najmłodszych graczy sezonu 1994/1995 wyprzedziło go też kilku przyszłych partnerów z reprezentacji - Mirosław Szymkowiak, Artur Wichniarek, czy Marek Saganowski. Daleko było jednak wtedy chyba wszystkim obserwatorom, aby w "Żurawiu" dostrzec podstawowego napastnika kadry biało-czerwonych w pierwszej dekadzie XXI w. Od każdego z tej trójki później zanotował nawet swe premierowe trafienie w najwyższej lidze.
Pierwszy sezon Żurawskiego w Ekstraklasie zakończył się spadkiem jego zespołu. Warta zdobyła w 34 meczach zaledwie 19 punktów i strzeliła tylko 35 goli. Na szczycie wewnętrznej klasyfikacji strzelców klubu znajdował się Piotr Prabucki, czwarty najlepszy snajper całych rozgrywek (14 trafień). Wśród dziewięciu zdobywców bramek dla poznańskiej ekipy nazwiska "Żurawski" zabrakło zaś w ogóle. Nie grał jednak wtedy w ataku. W debiucie został wystawiony na lewej pomocy. Przed sezonem zaś niektóre "Skarby Kibica" awizowały go nawet na... obronie!
Rasowy snajper, przesunięty do tyłu, nigdy więc nie zasilił swojego konta bramkowego ani w barwach swej pierwszej ekipy w Ekstraklasie, ani na stadionie na którym zadebiutował w tej lidze. Rejestr otworzył dopiero trzy lata i siedem miesięcy potem, już w szeregach Lecha Poznań. Po strzale głową pokonał Andrzeja Bledzewskiego z Górnika Zabrze. Także wówczas grał jeszcze na skrzydle.

"NIEBO TO JEGO ŚWIAT..."
Na ogólnopolską sławę zapracował dopiero w Wiśle Kraków i już na ataku. W sześciu sezonach z rzędu z nim na pokładzie ani razu Biała Gwiazda nie spadła poniżej drugiego miejsca! Cztery razy zdobyła zaś mistrzostwo (2001, 2003, 2004, 2005). Do tego doszły dwa Puchary Polski, Superpuchar Polski i Puchar Ligi, a także dwie korony króla strzelców. Na krajowym podwórku wygrał wszystko, co tylko mógł. Taki komplet trofeów poza nim w całej historii polskiego futbolu zdobył jeszcze wyłącznie jego długoletni partner z ataku Białej Gwiazdy, a okresowo także reprezentacji – Tomasz Frankowski.
„Franek łowca bramek” i „Żuraw władca muraw” to była doborowa dwójka w ataku Wisły Kraków, rządzącej na początku XXI wieku w Ekstraklasie. Łącznie odkąd się pojawili w ataku Białej Gwiazdy przez prawie pięć lat strzelili aż 186 goli. Przeciętnie zapewniali więc swemu klubowi około 34 bramek w jednej edycji. Rekordem tego duetu była edycja 2004/2005, kiedy to łącznie skompletowali czterdzieści dziewięć goli w dwudziestu sześciu kolejkach. Łącznie stanowiło to prawie 10% dorobku wszystkich ligowców.
Wiele z bramek uzyskanych przez Frankowskiego było możliwe dzięki podaniom "Żurawia". Nie bez powodu to właśnie jego nazwisko znalazło się na samej górze okolicznościowego trykotu "Franka", przygotowanego z okazji awansu na 3. miejsce w klasyfikacji strzelców wszech czasów Ekstraklasy.

"CHOĆ PAMIĘĆ KRÓTKA JEST..."
Łącznie w 251 spotkaniach w najwyższej lidze miał 121 razy okazję po zdobytej bramce do pokazania swej charakterystycznej cieszynki z rozpostartymi rękoma, co miało pozorować lot żurawia. Aktualnie ten rezultat daje mu 14. pozycję w zestawieniu strzelców w całej historii rozgrywek, ex aequo z Józefem Nawrotem. Trzycyfrową liczbę trafień w Ekstraklasie osiągnął w 3. kolejce edycji 2004/2005. Zajęło mu to w sumie 208 spotkań. To dziewiętnasty wynik w historii rozgrywek, między innymi przed Grzegorzem Latą, czy Kazimierzem Kmiecikiem. Za sam XXI wiek jest czwarty z dorobkiem 93 goli. Ze 102 bramkami dla Wisły Kraków ponadto figuruje na 14. miejscu w liczbie goli strzelonych dla jednego klubu w Ekstraklasie, wespół ze swoim poprzednikiem z ataku Białej Gwiazdy - Arturem Woźniakiem.
Na listę strzelców strzelców wpisał się w sumie w 89 meczach najwyższej polskiej ligi (35,5% rozegranych). Z tego w dwudziestu sześciu starciach zanotował minimum dwie bramki, czterokrotnie popisywał się hat-trickami, a raz - w starciu z GKS Katowice - zdobył aż pięć bramek. Ten ostatni wyczyn to rekord w XXI wieku. W sezonie 2003/2004 został autorem serii sześciu meczów z minimum jednym strzelonym golem (7.-12. kolejka). Ponadto jeszcze dwukrotnie notował passy z pięcioma kolejnymi spotkaniami ligowymi w których znajdował się na liście strzelców. Jako pierwszy i jeden z dwóch graczy w całym XXI wieku uzyskał hat-tricki w dwóch kolejkach ligowych z rzędu. Także tylko on w obecnym stuleciu w dwóch latach kalendarzowych (2002 i 2004 r.) w Ekstraklasie strzelał więcej niż 20 goli. Począwszy od Andrzeja Bledzewskiego w sumie aż 46 bramkarzy wyciągało piłkę z siatki po jego strzałach w elicie.
- Maciej Żurawski jest też jedynym zawodnikiem w historii, który w czterech sezonach z rzędu strzelił co najmniej dwadzieścia goli! W rozgrywkach 2001/02, 2002/03, 2003/04 i 2004/05 kolejno na jego koncie znajdowało się: 21, 22, 20 i 24 trafienia! W 108 spotkaniach, które wtedy rozegrał strzelił zatem aż 87 goli. – podaje książka „Galeria Legend Ekstraklasy”. Notował więc w tym czasie średnią bramek na kolejkę od 0,73 do 0,96 gola! W edycji 2004/2005 zabrakło mu zaledwie dwóch bramek do współczynnika 1 gola na spotkanie, a mimo to... przegrał rywalizację o koronę króla strzelców z Tomaszem Frankowskim. W każdym z tych czterech sezonów miał też dwucyfrową liczbę spotkań z golem (od 13 do 17). Kiedy odchodził z ligi w 2005 roku jego przeciętna wynosiła 0,52 gola na mecz. Po powrocie na sezon 2010/2011, gdy trafił ledwie raz w 21 starciach obniżyła się jednak do poziomu 0,48. Na 251 meczów rozegranych w Ekstraklasie odniósł aż 144 zwycięstwa (57,4%).
"ZATACZAŁ LĄDY..."
Poza krajowym podwórkiem zasłynął między innymi kampanią w sezonie 2002/2003, kiedy to doszedł z Białą Gwiazdą do 1/8 finału Pucharu UEFA. Siłę „Żurawia” poznały w niej między innymi: AC Parma (trzy gole), Schalke 04 Gelsenkirchen (dwa gole) i Lazio Rzym (dwa gole). Łącznie zdobył 9 bramek, co dało mu trzecie miejsce w klasyfikacji strzelców, tylko za dwójką zawodników finalistów całej edycji – Derleiem z Porto i Henrikiem Larssonem z Celtiku Glasgow. Dzięki takiej postawie w 2002 roku został uznany Piłkarzem Roku zarówno w oczach redakcji "Sportu", jak i „Piłki Nożnej”. Był ostatnim zawodnikiem, który zdobył ten tytuł jako przedstawiciel klubu Ekstraklasy.
Jego dorobek reprezentacyjny zawiera z kolei dwa mundiale (2002, 2006) - w tym raz jako piłkarz Wisły Kraków - oraz Mistrzostwa Europy (2008). Podczas eliminacji MŚ 2006, w których występował w przeważającej częsci w barwach Białej Gwiazdy, trafił łącznie siedmiokrotnie do siatek rywali. Walkę o koronę króla strzelców kwalifikacji strefy europejskiej przegrał wówczas tylko z Pauletą, Janem Kollerem, Zlatanem Ibrahimoviciem i Alexeiem Eremenko. Osiągnął zaś wynik identyczny jak między innymi Dymitar Berbatow, Tomas Rosicky, Fernando Torres, Frederik Ljungberg, Cristiano Ronaldo, czy Ruud van Nistelrooy oraz - a jakże - Tomasz Frankowski! W odróżnieniu od kolegi z Wisły Kraków dwukrotnie jednak zagrał na mundialu, a także na Mistrzostwach Europy.
Z Ekstraklasy "Żuraw" zniknął w 2005 roku, przenosząc się do Celtiku Glasgow. W Szkocji trzy razy zdobył mistrzostwo kraju. Był także mistrzem Cypru z Omonią Nikozja. W 2010 roku wrócił zaś jeszcze na rok do Wisły Kraków. Dzięki temu dołączył do swej bogatej kolekcji piąte mistrzostwo kraju. Wkrótce potem, jako niespełna 35-latek, zakończył wyczynową karierę, choć występował jeszcze w niższych klasach z Porońcem Poronin. Od kilku lat jest ekspertem telewizyjnym.

Wojciech Bajak