

Przed drugą szansą na zapewnienie sobie mistrzostwa Polski za sezon 2019/2020 staje w tej kolejce Legia Warszawa. Poprzednia - w związku z remisem z Piastem Gliwice - została zmarnowana. Taki rezultat w sobotę na wyjeździe z Lechem Poznań, da jednak Wojskowym gwarancję złotego me
Do zdobycia w obecnych rozgrywkach pozostaje dwanaście punktów. Jedyne dwie drużyny z szansami na zdystansowanie Legii Warszawa w końcowym rozrachunku - Lech Poznań i Piast Gliwice - mają ich o jedenaście mniej od Wojskowych. Każda zdobycz zespołu prowadzonego przez Aleksandara Vukovicia - lub choćby pojedyncza wpadka rywali - da więc stołecznemu zespołowi gwarancję uzyskania pierwszej lokaty w tabeli końcowej. Możliwe, że stanie sie tak już w sobotę w Poznaniu. Będzie to w takim przypadku. jedno z najszybciej zapewnionych mistrzostw Polski w ostatnich latach.
WCZESNY MISTRZ?
Nikt od czasu wprowadzenia formatu ESA37 do rozgrywek najwyższej polskiej ligi nie osiągnął dwucyfrowej przewagi punktowej na cztery serie przed końcem zmagań, jak obecnie zespół prowadzony przez Aleksandara Vukovicia. Rekord należy pod tym względem do Wojskowych z edycji 2013/2014 i wynosi pięć punktów (choć gdyby nie podział, mieliby wtedy aż dziesięć punktów zapasu). Dotychczas zatem żadna ekipa nie miał okazji do świętowania końcowego triumfu równie wcześnie co obecnie Legia.
Najlepsze osiągnięcie pod tym względem należy do Wojskowych z sezonu 2013/2014, gdy dystans nie do zniwelowania przez peleton osiągnęli w 35. kolejce, a zatem gdy pozostawały jeszcze dwie serie spotkań do rozegrania. W następnych pięciu edycjach losy najważniejszego tytułu w rodzimej piłce rozstrzygały się już zawsze w ostatnich dziewięćdziesięciu minutach. Zmieniała się tylko liczba ekip, które pozostawały w grze w tym czasie: od dwóch (2015, 2016, 2018 i 2019 rok) do rekordowych czterech (2017).
Jeśli w sobotę Legia Warszawa nie poniesie porażki, to zostanie pierwszym zespołem z zapewnionym mistrzostwem Polski na trzy kolejki przed końcem od dziewięciu lat, gdy dokonała tego Wisła Kraków, osiągając przewagę dziesięciu punktów nad Śląskiem Wrocław na tym etapie zmagań. Również do Białej Gwiazdy należy rekord całego tego stulecia pod tym względem. W sezonie 2007/2008 już na cztery kolejki przed końcem była ona o siedemnaście punktów powyżej dorobku Legii Warszawa i Lecha Poznań. To osiągnięcie Wojskowi mogli wyrównać w przypadku zwycięstwa nad Piastem Gliwice w zeszłą sobotę.

W pięciu ostatnich sezonach walka o mistrzostwo trwała zawsze do ostatnich sekund sezonu. W 2017 roku były w nią zaangażowane aż cztery drużyny.
JESZCZE CZTERY SZANSE
Legia Warszawa jest pierwszym zespołem, który w trzech seriach spotkań z rzędu utrzymał dwucyfrową przewagę punktową nad wiceliderem od 2014 roku. Wtedy także Wojskowi między 28., a 30. kolejką przewodzili stawce, a za ich plecami figurował właśnie najbliższy rywal - Lech Poznań z niezmiennym dystansem dziesięciu punktów. Kto wie, może nawet ta passa byłaby dłuższa, ale ówczesny zapis w regulaminie, polegający na podziale dorobku na pół po zakończeniu rundy zasadniczej, nie dał szans Wojskowym na zachowanie tak pokaźnego zapasu.
Na cztery kolejki przed końcem zmagań od obecnej Legii Warszawa w bieżącym stuleciu tylko Wisła Kraków wypracowała większą przewagę nad wiceliderem: w sezonie 2004/2005 - 12 punktów i 2007/2008 - 17 punktów. Choć trzeba też pamiętać, że w XXI wieku sezony liczyły od 26 do 37 serii spotkań, różna była więc liczba okazji do wypracowania zapasu. Rzeczywisty obraz daje więc "skala nadrabania", czyli porównanie średniej punktowej lidera i wicelidera na cztery spotkania przed końcem. W przypadku Wojskowych wynosi on obecnie 0,33 punktu. W tym stuleciu lepiej na tym etapie rozgrywek wyglądała pod tym względem czterokrotnie Wisła Kraków (2000/01 - 0,34 pkt; 2004/05 - 0,5 pkt; 2007/08 - 0,65 pkt; 2010/11 - 0,35 pkt).

Odkąd ćwierć wieku temu wprowadzono obecną punktację (3 - zwycięstwo, 1 - remis) nie zdarzył się lider, który utracił na finiszu tak potężną przewagę jaka obecnie jest w posiadaniu Legii Warszawa. Rekord w tym okresie stanowią niechlubne wyczyny Wisły Kraków 2009/2010 i... Legii 2018/2019. Oba zespoły wypracowały po cztery punkty zapasu nad ekipami z drugiej pozycji, a mimo to nie zdobyły w końcowym rozrachunku złota. Wojskowym zresztą w sumie już od sezonu 1995/1996 cztery razy zdarzyło się oddać mistrzostwo, choć na 360 minut przed ostatnim gwizdkiem byli na czele (1995/1996 - na rzecz Widzewa Łódź, 2008/2009 - Wisła Kraków, 2011/2012 - Śląsk Wrocław i 2018/2019 - Piast Gliwice).
Co jednak z automatu nie oznacza, że warszawska ekipa nie będzie musiała się uzbroić w ostrożność, a zarazem i cierpliwość. Jak na przykład Wisła Kraków w edycji 2000/2001. Biała Gwiazda pierwszą szansę na zapewnienie sobie mistrzowskiego tytułu miała już nawet w 26. kolejce. Mimo tego na ostateczne przyklepanie czekała aż cztery spotkania. Dopiero w przedostatniej serii spotkań piłkarski los się zlitował nad walczącą z ewidentną zadyszką ekipą. W XXI wieku nie zdarzył się potem już drugi tak potężny odstęp czasowy między nabyciem możliwości zagwarantowania pierwszej lokaty, a jej faktycznym potwierdzeniem w tabeli. Pozostali mistrzowie czekali na tę chwilę maksymalnie trzy kolejki.
W najbardziej niekorzystnym wariancie Legia przebiłaby ten wynik Białej Gwiazdy. Złoto w ostatniej kolejce oznaczałoby bowiem aż pięć niewykorzystanych okazji. Brak złota... cóż... to byłby chyba matematyczny ewenement.