

W niedzielę zagrają ze sobą brązowy i srebrny medalista ubiegłego sezonu, czyli Jagiellonia Białystok i Raków Częstochowa. To zarazem jedyne kluby, które mogą w obecnym składzie wystawić swoich najlepszych strzelców w historii występów w Ekstraklasie.
Nie tak trudno znaleźć podobieństwa między nimi. Na czele tych najbardziej oczywistych skojarzeń znajduje się narodowość. Obaj są wszakże Hiszpanami. W swej ojczyźnie zagrali ponad 60 razy na drugim poziomie rozgrywkowym (jeden z nich prawie drugie tyle też w La Liga). Regularnie trwają też targi nad próbą określenia ich dokładnej pozycji (ofensywni pomocnicy, a może cofnięci napastnicy?). Lubią finalizować akcje i preferują do tego prawą nogę. Przede wszystkim zaś zdążyli przyzwyczaić do swej obecności w Ekstraklasie i osiągnąć tu sukcesy drużynowe (mają po mistrzostwie Polski), jak również indywidualne. Dziś pełnią w swoich klubach role najlepszych strzelców na najwyższym poziomie rozgrywkowym w historii. Tylko im w obecnych składach wszystkich drużyn przysługuje ten status. Mowa tu oczywiście o Jesusie Imazie i Ivanie Lopezie.
Tomasz Frankowski to postać ikoniczna dla podlaskiej piłki. Wychowanek Jagiellonii Białystok z jednego z najzdolniejszych roczników w historii akademii tego klubu (w juniorach wraz z nim grali Marek Citko, Mariusz Piekarski, Daniel Bogusz, czy Jacek Chańko), pierwszego gola w elicie zdołał strzelić jeszcze jako osiemnastolatek. Później wyjechał z rodzinnego miasta i osiągnął wielkie wyniki w Wiśle Kraków z pięcioma mistrzostwami Polski na czele. Na koniec kariery wrócił do Białegostoku, doprowadził zespół do Pucharu i Superpucharu Polski, a indywidualnie po raz czwarty włożył na głowę koronę króla strzelców. Rejestr zdobyczy bramkowych na tym szczeblu zamknął zaś na 167 pozycjach. Nadal jest to czwarty wynik na liście, wyłącznie za piłkarzami z lat 50. i 60. XX wieku - Ernestem Pohlem, Lucjanem Brychczym, Gerardem Cieślikiem. Z tego 52 trafienia uzyskał właśnie w Jagiellonii (część źródeł przypisuje mu jeszcze bramkę z 2009 roku przeciwko Polonii Bytom, według raportu sędziowskiego był to jednak strzał Dawida Jareckiego). Ten wynik na kilka lat pozwalał mu dzierżyć indywidualny rekord w tym klubie w Ekstraklasie. "Franek" musiał jednak ustąpić przed Jesusem Imazem.
Kilka tygodni temu Hiszpan świętował setnego gola w najwyższej lidze. Dziś zaś figuruje na 25. miejscu wśród najlepszych strzelców w historii rozgrywek ze 105 bramkami zdobytymi. Jednocześnie jest drugim obcokrajowcem w tym rankingu, po Flavio Paixao. Żaden z zagranicznych graczy nie pokonywał jednak bramkarzy rywali tak często w jednym klubie co właśnie Imaz w Jadze. Jeszcze w trakcie rozgrywek 2022/2023 przeskoczył Frankowskiego na liście wszech czasów Dumy Podlasia. Wynik dziś wyśrubował już do 91 strzałów do siatki rywali w barwach białostockiej ekipy w elicie. Od zawężonego Klubu 100, zrzeszającego tylko autorów "trzycyfrówek" w pojedynczej drużynie, obecnie liczącego 22 nazwiska, dzieli go zatem jedynie dziewięć goli. A że w każdym ze swoich dotychczasowych sezonów w elicie trafiał przynajmniej osiem razy do siatki rywali, to wydaje się to kwestią kilku miesięcy.
Droga Iviego Lopeza do analogicznego prymatu w Rakowie Częstochowa była nieco krótsza, ale też wyzwanie mniej okazałe. Po dziewięciu bramkach w premierowym sezonie w PKO Bank Polski Ekstraklasie, w następnej edycji założył na skronie koronę króla strzelców. Jeszcze w pierwszej połowie tej kampanii przejął prowadzenie w indywidualnym rankingu Medalików. Hiszpan przeskoczył wszak wiekowy wynik, ustanowiony jeszcze w XX wieku przez Grzegorza Skwarę. Zawierał on bowiem tylko szesnaście goli strzelonych. Dziś Lopez ma już dokładznie trzy razy więcej trafień w elicie dla częstochowian niż poprzedni posiadacz pierwszej lokaty. Legitymuje się wszak 48 bramkami zdobytymi w barwach Rakowa na tym szczeblu. Brakuje mu tylko dwóch strzałów posłanych w sieci, by stać się dziesiątym obcokrajowcem z pięćdziesięcioma golami w jednym klubie w Ekstraklasie.
Wśród rekordzistów obecnych klubów Ekstraklasy przewodzi sławny Lucjan Brychczy ze 182 bramkami dla Legii Warszawa przed Włodzimierzem Lubańskim (155 bramek dla Górnika Zabrze) i Teodorem Aniołą (138 bramek dla Lecha Poznań). Jesus Imaz zajmuje w tym zestawieniu teraz 4. miejsce. Doliczając wszystkie zespoły, które występowały w elicie wyprzedza go zaś też siedmiu innych klubowych liderów: Gerard Cieślik w Ruchu Chorzów, Kazimierz Kmiecik w Wiśle Kraków, Jan Liberda w Polonii Bytom, Fryderyk Scherfke w Warcie Poznań, Andrzej Jarosik w Zagłębiu Sosnowiec, Grzegorz Lato w Stali Mielec i Michał Matyas w Pogoni Lwów. Ivi Lopez z obecnych klubów plasuje się na 12. pozycji. Traci jednak trzy trafienia do najlepszego w KGHM Zagłębiu Lubin (Filip Starzyński) i cztery do Piasta Gliwice (Kamil Wilczek)
Gdyby zrobić listę z aktywnymi zawodnikami z największą liczbą bramek dla swego obecnego klubu w elicie, to na szczycie zestawienia znalazłby się natomiast ponownie Imaz (91 dla Jagiellonii Białystok) przed Mikaelem Ishakiem (80 dla Lecha Poznań), Kamilem Grosickim (49 dla Pogoni Szczecin), Ivanem Lopezem (48 dla Rakowa Częstochowa), Jorge Felixem (39 dla Piasta Gliwice), Pawłem Wszołkiem (31 dla Legii Warszawa) oraz kolejnym przedstawicielem Dumy Podlasia - Tarasem Romanczukiem (31). Cała reszta ligowców trafiała dla swego obecnego klubu w Ekstraklasie mniej niż 30 razy. Rekordzistami w aktualnych zespołach są jednak w tym gronie wyłącznie Imaz i Lopez. W zeszłej edycji wypadało to nieznacznie lepiej. Jesienią bowiem na pierwszą lokatę w Radomiaku Radom wbił się Leonardo Rocha. W Puszczy Niepołomice to miano dzierżył natomiast Artur Craciun.
I w sumie nie zapowiada się na dużą zmianę w tym zestawieniu. W większości ekip bowiem aktualni liderzy posiadają sporą stratę do najlepszych graczy w historii. Ot choćby najskuteczniejszy obcokrajowiec w historii Lecha Poznań, będący już całkiem blisko Klubu 100, Mikael Ishak, wciąż traci do najlepszego ogółem w dziejach pod tym względem w Kolejorzu, Teodora Anioły, aż 58 bramek. Niewiele mniejsza różnica dzieli "Grosika" od legendy Pogoni Szczecin - Mariana Kielca. Obecnie wynosi ona 32 trafienia. Pozostając w ścisłej czołówce - Łukasz Sekulski z Wisły Płock musiałby zaś jeszcze zanotować dokładnie 20 goli, by zrównać się dorobkiem z Ireneuszem Jeleniem, Bartłomiejowi Pawłowskiemu brakuje 42 bramek w Widzewie Łódź do Marka Koniarka, a Arkadiuszowi Woźniakowi 28 do Filipa Starzyńskiego w KGHM Zagłębiu Lubin. Nie mówiąc o Lukasie Podolskim (132 do Włodzimierza Lubańskiego w Górniku Zabrze), czy Pawle Wszołku (151 do Lucjana Brychczego w Legii Warszawa).
Gdzie zatem różnice są najmniejsze? O strącenie z pozycji lidera w Radomiaku Radom Leonardo Rochy (obecnie KGHM Zagłębie Lubin) mógłby się śmiało pokusić Maurides. Dziś Brazylijczyk dzięki 15 golom, ma stratę sześciu trafień do przewodzącemu stawce. O trzynaście bramek od Kamila Wilczka w Piaście Gliwice znajduje się Jorge Felix. Dość niski próg do pozycji numer "jeden" jest z kolei w Bruk-Becie Termalica Nieciecza. Na razie najlepszy indywidualny wynik dzierży tu Wojciech Kędziora z dwunastoma golami. Dziewiętnaście trafień różnicy to z kolei aktualny dystans między Karolem Czubakiem, a Leszkiem Iwanickim w Motorze Lublin.