

Dobrą passę mają Polacy na wszystkich piłkarskich frontach reprezentacyjnych w gronie seniorów. Kadra Adama Nawałki w czerwcu zagra na mundialu. Osiem miesięcy temu udział na imprezie tej rangi brała reprezentacjai w beach soccerze. Dziś swoje zmagania na Mistrzostwach Europy roz
W składzie biało-czerwonych awizowanym na imprezę w Słowenii brakuje tym razem akcentów z Ekstraklasy. Niegdyś po boiskach tego szczebla biegała jednak pierwsza wielka gwiazda rodzimego futsalu, do dziś rekordzista jednej z klasyfikacji reprezentacyjnych w tej specjalności - Józef Żymańczyk. Dla miłośników „trawiastego” futbolu znany przede wszystkim z gry dla Ruchu Radzionków.
URODZINOWY GOL
Cidry w Ekstraklasie to była olbrzymia niespodzianka. Klub z niewielkiego miasta pod Tarnowskimi Górami pod względem tradycji, rodowodu, czy sukcesów nie równał się ze Śląskiem Wrocław, Polonią/Szombierkami Bytom, Górnikiem Wałbrzych, Zawiszą Bydgoszcz, Wartą Poznań, czy Odrą Opole. Razem z Namysłowem Radzionków otwierał listę najmniejszych miast pod względem populacji w tej lidze.
Tymczasem to właśnie ten klub, bez znanych nazwisk w składzie, w 1998 roku wywalczył awans do elityu z przewagą ośmiu punktów nad wiceliderem i ledwie dwiema porażkami na koncie w trzydziestu dwóch spotkaniach. Ligę zaś równocześnie opuszczały marki tej klasy, co Warta Poznań oraz Odrę Opole. Relegację tej drugiej drużyny przeżył też Żymańczyk. Szesnaście bramek zdobytych w feralnym sezonie pozwoliło mu jednak otrzymać szansę na pokazanie się w Ekstraklasie od Ruchu.
Bal kopciuszka miał zakończyć ówczesny król polskiej ligi – Widzew Łódź. Obrońca mistrzowskiego tytułu był bowiem pierwszym przeciwnikiem Ruchu w Ekstraklasie. W tym spotkaniu w elicie zadebiutował też sam Żymańczyk. Występ zbiegł się zresztą w czasie z jego trzydziestymi trzecimi urodzinami. Nie był mimo tego nawet najstarszy w swym zespole - Marian Janoszka miał już trzydzieści siedem, a Czesław Wrześniewski aż trzydzieści dziewięć lat!
- Rafał Jarosz podaniem do obchodzącego wczoraj 33. urodziny Józefa Żymańczyka rozpoczął spotkanie i obaj jako pierwsi z gospodarzy zagrali piłkę w I lidze - opisywała "Trybuna Śląska" premierowe sekundy w Ekstraklasie dla Cidrów. Nie był to jednak najważniejszy udział Żymańczyka w grze podczas tego historycznego spotkania. W osiemnastej minucie po sprytnym strzale głową tuż nad ziemią strzelil bowiem gola dla Ruchu. - Bardzo dziękuję moim kolegom za sprawienie mi takiego prezentu, jestem nieprawdopodobnie szczęśliwy. - mówił. Prasa określiła go "bodajże najbardziej szczęśliwym zawodnikiem po meczu". Było to trafienie na 3:0, ostatecznie zaś skończyło się na niebotycznym wyniku 5:0, choć piłkarze Ruchu twierdzili, że do meczu przystępowali z bolącymi dłońmi. Przed pierwszym gwizdkiem awansu na płycie boiska gratulował im wszak znany działacz PZPN, Tomasz Jagodziński, który słynął z żelaznego uścisku...

Nawet te "kontuzje", a przede wszystkim sława rywali nie przeszkodziły Cidrom w odniesieniu pięknego zwycięstwa, do dziś uznawanego za jeden z najbardziej spektakularnych debiutów w Ekstraklasie. - W mojej drużynie gralo sześciu reprezentantów kraju, różnych reprezentacji, ale żeby wygrać mecz trzeba mieć choć trochę sportowej ambicji - narzekał zaś szkoleniowiec Widzewa. Trener Ruchu, Andrzej Płatek, mógłby mu odpowiedzieć, że może i jego kolega po fachu miał do dyspozycji sekstet kadrowiczów, ale on w swoich szeregach posiadał nawet uczestnika mundialu i strzelca czterech goli na imprezie tej rangi. Właśnie Józefa Żymańczyka.
DO DZIŚ KRÓLUJE
Józef Żymańczyk trafił więc w debiucie Ruchu w Ekstraklasie. Już wcześniej miał jednak szczęscie do goli w takich historycznych meczach. Pokazał to dwukrotnie podczas futsalowego etapu swej kariery.
Kiedy biało-czerwonym przyszło zadebiutować na międzynarodowym reprezentacyjnym poziomie w "halówce", w Polsce nie było nawet jeszcze ligi w tej specjalności. Selekcja pierwszego szkoleniowca kadry, Krzysztofa Sobieskiego, dwukrotnego reprezentanta Polski w jedenastoosobowej piłce nożnej, przypominała więc trochę pospolite ruszenie. Często zaglądał do Opola, bo tam akurat funkcjonował prężny ośrodek amatorskich rozgrywek halowych z dużą liczbą turniejów w zimowym terminarzu. Stamtąd wyciągnął bramkarza Kazimierza Kucharskiego, czy obrońcę Romana Derdę. Najszczęśliwszym trafem okazało się jednak wciągnięcie do drużyny narodowej napastnika - Józefa Żymańczyka.
Reprezentacyjny debiut Polaków w futsalu wypadł w kwietniu 1992 roku od razu na... eliminacje MŚ 1992. Polacy trafili do grupy ze Wspólnotą Niepodległych Państw, Czechami, Węgrami i Hiszpanią. Bez żadnych spotkań sparingowych i zaledwie z dwoma wspólnymi treningami zawodnicy Sobieskiego przystąpili w Walencji do swych pierwszych reprezentacyjnych spotkań w historii w tej dyscyplinie.
Mimo to spisali się znakomicie. W premierze zremisowali 7:7, a Żymańczyk popisał się hat-trickiem. Trafił także w kolejnym spotkaniu kwalifikacji - zakończonym pierwszą w dziejach wygraną Polaków - z Czechami. To własnie jego bramka zdecydowała o wygranej 3:2. Eliminacje zakończył zaś z pięcioma golami, bo udało mu się też pokonać węgierskiego golkipera (3:3). Ogółem Polska wyjechała z Walencji z jedną wygraną, dwoma remisami oraz jedną porażką, co pozwoliło na wywalczenie historycznego awansu do mundialu futsalowego.
W Hong Kongu podczas listopadowych finałów mistrzostw świata Żymańczyk pełnił już rolę kapitana zespołu. Polska pod jego wodzą awansowała do drugiej fazy grupowej. On sam w każdym z trzech spotkań w pierwszej rundzie strzelał minimum jednego gola. Ostatecznie zaś skończył mistrzostwa z dorobkiem czterech bramek, co dało mu ex aequo z Sylwestrem Przechodzieniem pozycję najskuteczniejszego reprezentanta Polski w tym turnieju. I do dziś pełnią obaj tę rolę… Biało-czerwonym bowiem nie udało się już potem awansować na ten szczebel.

W całej swej przygodzie w kadrą Polski w futsalu w dwudziestu pięciu spotkaniach strzelił dwadzieścia dziewięć goli. W XX wieku dało mu to czwarte miejsce pod względem skuteczności (za Robertem Dąbrowskim, Radosławem Grądowskim, Krzysztofem Kuchciakiem). Jednocześnie wraz z Dąbrowskim jako jedyni zdobyli więcej bramek niż rozegrali spotkań z orłem na piersi. Ostatni wystep zanotował w grudniu 1994 roku przeciwko Słowacji.
CIDRY PAMIĘTAJĄ
Po występie na MŚ Józef Żymańczyk musiał czekać jeszcze sześć lat na debiut w Ekstraklasie piłkarskiej. W czasie mundialu grał w Unii Krapkowice, potem przeszedł do Odry Opole, aż wreszcie przywdział barwy Ruchu Radzionków.
Z Cidrami występował na najwyższym szczeblu dwa sezony. Jego bilans zamknął się na pięćdziesięciu dwóch meczach i czternastu golach. Udało mu się nawet zapisać na swym koncie hat-trick. Dzięki temu do dziś jest jedynym w historii zawodnikiem radzionkowian w Ekstraklasie z takim wyczynem. Zajmuje też drugą pozycję za legendarnym Marianem „Ecikiem” Janoszką w liczbie goli strzelonych dla tego klubu w elicie. Po odejściu z Ruchu grał jeszcze w niższych klasach rozgrywkowych dla Odry Opole, gdzie zakończył karierę w wieku 40 lat!
Żymańczyk był pierwszą wielką gwiazdą futsalu polskiego na boiskach Ekstraklasy. Jednak poza nim przez ten poziom przewinęło się potem kilka nazwisk z epizodami na poziomie międzynarodowym w „halówce” w życiorysie. Między innymi Jarosław Kaszowski, który razem z kadrą Polski pojechał na debiutancki dla niej turniej Mistrzostw Europy w 2001 roku. Na trawie natomiast przez wiele lat bronił barw Piasta Gliwice. Razem z nim - częściowo w roli kapitana - jako jedyny przebył drogę z B-Klasy do Ekstraklasy!

Dziś, po siedemnastu latach, biało-czerwoni powracają na czempionat Starego Kontynentu. W grupie zmierzą się z Rosją oraz Kazachstem, które jeszcze tworzyły jedną reprezentację (WNP) w debiucie międzynarodowym Polaków w tej dyscyplinie, gdy Józef Żymańczyk strzelił hat-tricka. Do dalszych gier awans uzyskają dwie pierwsze drużyny. Los nie był jednak zbyt łaskawy dla biało-czerwonych. Rosjanie to aktualni wicemistrzowie świata i Europy, Kazachowie będą zaś bronić brązowego medalu z EURO 2016. Polacy swoje mecze stoczą 30 stycznia i 1 lutego na Arenie Stozice w stolicy Słowenii - Ljublanie.
Bądźcie z nami! ????⚽
— Łączy nas piłka (@LaczyNasPilka) 30 stycznia 2018
???????? vs ???????? 30.01, 20:45
???? @polsatsport pic.twitter.com/SXBAZygIRG
Wojciech Bajak
fot. 400mm.pl