

Pilch to jedno z najpopularniejszych nazwisk w Wiśle. Jednym z członków tego rozgałęzionego rodu był także Jerzy, zdobywca literackiej nagrody "Nike" w 2001 roku. Miasto u stóp Beskidu Śląskiego stało się areną dziecięcych lat przyszłego pisarza. Do skoczni na których w przyszłości wykuwał się talent Adama Małysza miał on z rodzinnego domu najwyżej kilkaset metrów. Jego krajan, Gustaw Bujok, był siódmym zawodnikiem mistrzostw świata w tej dyscyplinie, kilka lat starsi od niego Jan Kawulok i Józef Kocyan także reprezentowali Polskę w narciarskich zmaganiach. Jednak to nie ten sport stał się numerem jeden dla Jerzego Pilcha. Pisarz największą miłością pokochał futbol. I w swym kibicowskim życiu przeszedł chyba wszystkie szczeble: od nastolatka kierowanego pierwszym uczuciem po dojrzałego fana z wielkim bagażem doświadczeń, równo wyładowanym sukcesami i rozczarowaniami.
CZAS MŁODOŚCI: CZAR KOSZULEK
"Kibicem Cracovii, podobnie zresztą jak wielu ludzi, zostałem przez kostiumy. Widziałem mecz z Unią Tarnów wygrany 3:0, ale nie wynik i gra zwróciły moją uwagę. Zachwyciłem się koszulkami, żadna inna drużyna nie miała tak fajnych."
Sam pisarz wspominał, że pierwszy mecz swojej ukochanej drużyny widział jeszcze przed przeprowadzką do Krakowa, która nastąpiła w 1962 roku. Wiele wskazuje na to, iż był to mecz na zapleczu Ekstraklasy między Pasami, a Unią Tarnów rozgrywany dwa lata wcześniej. Choć nie zgadza się tu wynik końcowy. Gospodarze wygrali bowiem w tym starciu 3:2. Może jednak Pilch oczarowany mnogością wrażeń, zapamiętał tylko maksymalne prowadzenie Pasów? Rywale wszak pierwszego z goli strzelili już przy stanie 3:0 dla krakowskiej ekipy.
Jerzy Pilch bywał też w tym czasie na stadionach Wisły Kraków, czy Garbarnii Kraków. Do Białej Gwiazdy zniechęciło go już pierwsze spotkanie oglądane z trybun, bo odnotowano w bezbramkowy remis po nudnej grze. Na Cracovię skierowały go jednak przede wszystkim... koszulki! Po wielu latach wspominał, że tylko ta drużyna w tym czasie grywała w pasiastych trykotach, co upodabniało ją do włoskich ekip, widywanych co najwyżej na fotografiach. - To była jakby inna epoka galanterii, ale pasy to do dzisiaj jest przecież szczyt elegancji. - dodawał. Wielkie uczucie kibicowskie dopełnił zaś stary stadion Cracovii. - Cracovia miała drewniane malownicze trybuny, dziwne spadziste dachy, zakamary, tunele - jakaś tajemnicza budowla, która przypominała oszańcowanie zamku średniowiecznego. - opowiadał o powodach zachwytu.
Panie Jerzy... przecież Pan obiecywał, miał Pan jeszcze z nami zaśpiewać, być i się cieszyć Cracovią.
— CRACOVIA???? (@MKSCracoviaSSA) May 29, 2020
Jerzy Pilch...
CZAS DOROSŁOŚCI: KRYZYS
"Kocham ten klub od przeszło pół wieku, ale pisałem prawdę. Jak ona ma dowieźć remis do końca, to nie dowiezie. Jak ma stracić rozstrzygającą bramkę, to straci. Ma strzelić? Nie strzeli. To pewnego rodzaju fatum."
Miłość do Cracovii została zaszczepiona w młodym Jerzym Pilchu zatem dzięki miksowi pierwszego wrażenia, urody koszulek, nietuzinkowego stadionu, a także - najprawdopodobniej - pewnej dozy przekory... O ileż łatwiej młodzieńcowi było bowiem wybrać wtedy Wisłę Kraków, bijącą się w elicie? Tymczasem, jeśli rzeczywiście właśnie w 1960 roku rozpoczęła się jego przygoda z kibicowaniem, to Pasy były wówczas zaledwie jednym z trzech klubów spod Wawelu na drugim poziomie rozgrywkowym.
Pierwszego awansu doczekał się wprawdzie po zaledwie kilku miesiącach, ale nie zdążył przywyknąć do gry Cracovii w Ekstraklasie. Zresztą pobyt na prawie każdym szczeblu tego klubu w karierze kibicowskiej Jerzego Pilcha był wyjątkowo krótkotrwały. Od 1961 do 2010 roku zespół zanotował aż dziewięć spadków i dziewięć awansów. Wychodzi więc, że zmiana ligi następowała prawie co trzy sezony! Może zresztą dla bujnej natury pisarza Cracovia stała się ciekawsza od lokalnej rywalki właśnie przez ciągłą niepewność co do losów sportowych... Huśtawka nastrojów wszak bliższa jest przecież gorączce twórczej niż stagnacja.
Można było więc co najmniej kilka razy pokusić się w jego przypadku o odwieszeniu biało-czerwonego szalika na kołek, zwłaszcza w nastoletnich czasach. Czara goryczy przelała się jednak nie wtedy, ale pod koniec ubiegłej dekady, już kiedy Jerzy Pilch był podziwianym pisarzem. Wówczas napisał słowa, które obiły się szerokim echem. Autor poczytnych dzieł oficjalnie zerwał swój już blisko półwieczny związek z Pasami! Chwila słabości kibicowskiej zdarzyła się jednak w emocjach. Już po paru tygodniach pożałował tej wypowiedzi: - Byłem w desperacji. Bardziej napisałem, że zrywam z Cracovią, niż zerwałem z nią rzeczywiście. Może mi się wydawało, jak każdemu pisarzowi się wydaje, że moje słowa coś zmienią. Żałowałem potem. Musiałem zejść do konspiracji, ale dziś tego braku cierpliwości faktycznie się wstydzę. Kibic może ją stracić w niedzielę wieczorem, ale koło środy powinien znów być cierpliwy. - tłumaczył się przed czytelnikami.
Jerzy Pilch opowiada o swojej fascynacji Cracovią. Kilka pięknych cytatów. https://t.co/ENMirVH79c
— Krzysztof Marciniak (@Marciniak_k) May 29, 2020
Odpoczywaj w pokoju.
CZAS DOJRZAŁOŚCI: W EUROPIE
"Po zwycięstwie nad Jagiellonią Cracovia włączyła się do walki o tytuł mistrza Polski". Czekałem na tego rodzaju zdanie, wiedząc że jest ono zdaniem ekstatycznym. Pan Bóg czuwał, bo w końcu zaczęli grać"
Tak się złożyło, że przez cały czas kibicowania Cracovii rzeczywiście Jerzy Pilch nie miał okazji do świętowania nawet podium swojego zespołu. I tak jednak ostatnie lata pozwoliły mu na osłodzenie wiecznego balansowania między pierwszym, a trzecim poziomiem rozgrywkowym. Dwóch najlepszych wyników swojego klubu doczekał się bowiem w czasach dojrzałej miłości do Pasów: w sezonach 2015/2016 i 2018/2019. To wtedy krakowska ekipa finiszowała na czwartych pozycjach. - Gdyby Cracovia zdobyła Puchar Europy, to świętowałbym to trochę mocniej niż zdobycie przez Polskę Mistrzostwa Europy - mawiał sam Pilch. Zadowolić musiał się jednak wtedy o wiele skromniejszym sukcesem, choć również bardzo oczekiwanym - pierwszym udziałem w europejskich pucharach (odliczając Puchar Intertoto). W chwili debiutu liczył już 64 lata i posiadał ponad pół wieku kibicowskiego stażu.
Dane było mu w końcu zobaczyć Pasy w ścisłej czołówce ligowej. To jednak miało nie być ostatnie słowo w podboju futbolowej Europy. W ostatnim etapie kibicowania ukochany klub Jerzego Pilcha dostał się w ręce trenera, z którym połączyła go specyficzna więź. - Chciałbym, żeby Jerzy Pilch doczekał silnej Cracovii - powiedział kiedyś w czasie konferencji Michał Probierz. - Na razie dożyłem trenera, który się na mnie powołuje. Nie było jeszcze takiego, a pamiętam nawet Augustyna Dziwisza, który prowadził Cracovię w latach 60. - odparł z kolei autor poczytnych dzieł.
Cracovia straciła wielkiego kibica. Nie wiem, czy którykolwiek z ludzi potrafił tak o niej pisać.
— Radosław Nawrot (@RadoslawNawrot) May 29, 2020
Największy kibic wśród pisarzy, największy poisarz wśród kibiców.
Nie żyje Jerzy Pilchhttps://t.co/DsmdUHTYcS
CZAS ODCHODZENIA: PIŁKARSKI FILOZOF
"Jedna ze sformułowanych przeze mnie reguł futbolu powiada: „Z trzeciego miejsca znacznie bliżej do czwartego niż do drugiego". Empirycznych dowodów zebrałem wystarczającą ilość. Nie trzeba mi więcej."
I ta teza Jerzego Pilcha znalazła potwierdzenie w rzeczywistości. Jeszcze w przerwie zimowej Cracovia zajmowała pozycję wicelidera ze stratą zaledwie dwóch punktów do Legii Warszawa. Dziś legitymuje się serią pięciu porażek z rzędu, okupuje piątą lokatę, a jej dystans do Wojskowych wzrósł aż sześciokrotnie...
Ale przecież w życiu jak w powieści: następują niebywałe zwroty akcji. Może i takiego doczeka się Cracovia? Pierwszy od sześciu dekad medal wciąż mimo wszystko jest na wyciągnięcie ręki... I tylko szkoda, że z trybun nie zobaczy go już Jerzy Pilch...
Mistrz słowa, Jerzy Pilch (1952-2020) ???????? pic.twitter.com/JY52JAID9I
— CRACOVIA???? (@MKSCracoviaSSA) May 31, 2020