
Dwanaście z osiemnastu uczestników zmagań PKO Bank Ekstraklasy przynajmniej raz od edycji 2009/2010 występowało na zapleczu. Poczynając od zmagań 2000/2001 do najwyższej polskiej ligi przedostały się zaś łącznie 52 drużyny. Barierę pięciu kolejnych odsłon w elicie przebyło zaś w obecnym stuleciu jedynie czternaście spośród nich, czyli niespełna 27%. Różne były ich dokonania na tym szczeblu. Część przemknęła niczym meteor. Inni ambitnie bili się o najwyższe lokaty. Pozostali natomiast zazwyczaj lawirowali w środku tabeli od czasu do czasu kąsając najlepsze ekipy rozgrywek. Według powiedzenia najgorzej miało im iść właśnie w drugim sezonie od awansu. Dziś w tej roli znajdują się dwaj przeciwnicy z niedzielnego meczu 12. kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy - Warta Poznań i PGE FKS Stal Mielec. W dość odmiennych nastrojach mogą jednak przysłuchiwać się temu utartemu sloganowi...

ZAMIANA RÓL?
Był w ubiegłym sezonie taki moment - po 14. kolejce - gdy trzy ostatnie miejsca zajmował tercet beniaminków. Podbeskidzie Bielsko-Biała dzierżyło "czerwoną latarnię" z dziewięcioma punktami na koncie. Tuż nad nim znajdowały się zaś PGE FKS Stal Mielec oraz Warta Poznań - oba kluby z identycznym dorobkiem trzynastu punktów. To była akurat ostatnia seria spotkań przed przerwą zimową w minionej kampanii. Po tej pauzie Zieloni zaczęli odjeżdżać dwójce swoich niedawnych współtowarzyszy. W szesnastu pozostałych starciach uzbierali trzeci wynik w lidze (30 punktów) za Legią Warszawa oraz Rakowem Częstochowa. Znaleźli się ledwie jedno zwycięstwo od średniej 2/mecz w tym okresie, jak też zajęcia pozycji premiowanej awansem do... europejskich pucharów! Dzięki swojej 5. lokacie została autorką najlepszego wyczynu w tym gronie od Górnika Zabrze 2017/2018. Dziś jednak postawa Warty nasuwa skojarzenia z tezą o drugim, krytycznym sezonie po awansie. Nikt dłużej od niej nie zmaga się z serią porażek (4 z rzędu), meczów bez wygranej (8 z rzędu) i meczów bez strzelonego gola (5 z rzędu). Zawodnicy Piotra Tworka mają obecnie najmniej zwycięstw (1, tyle samo: Bruk-Bet Termalica Nieciecza, Górnik Łęczna) i zdobytych bramek (8). W ośmiu ostatnich starciach tylko raz (!) Warciarze zdołali pokonać bramkarza przeciwników. W związku z tym plasują się teraz pod kreską ze średnią punktową 0,64/mecz.
Ale zanim obrońcy starych piłkarskich prawd i stereotypów wezmą Wartę na sztandar, trzeba też spojrzeć na sytuację drugiego z ubiegłorocznych beniaminków, bo akurat PGE FKS Stal Mielec wyraźnie odżyła. Podczas gdy Warta wiosną zaczęła wspinaczkę ku szczytom tabeli, to Biało-Niebiescy zagmatwali się wtedy w twardą walkę o utrzymanie. Ostatecznie do ostatniej kolejki rywalizowali z Podbeskidziem Bielsko-Biała o uniknięcie degradacji. Udało się to, choć ekipa kierowana wówczas przez Włodzimierza Gąsiora, miała najniższą liczbą zwycięstw (6, tyle samo: Podbeskidzie) w stawce. Przedstawiciel województwa podkarpackiego skorzystał na reorganizacji rozgrywek ligowych i mimo przedostatniej pozycji uratował byt. Dziś natomiast jest o dziewięć lokat nad Wartą. Obecnie plasuje się na 8. miejscu. W sześciu poprzednich starciach Biało-Niebiescy przegrali tylko raz, trzykrotnie zaś zapisali na swe konto pełną pulę. Dzięki temu mają mniejszą stratę do podium (6 punktów) niż przewagę nad strefą spadkową (8 punktów).
Gdzie więc leży prawda o drugim sezonie beniaminków?

TRUDNE LATA BENIAMINKÓW
Sam fakt, że z tercetu beniaminków sezonu 2020/2021 pozostało już tylko dwóch, świadczy o tym, że nie są to łatwe lata dla takich ekip, a przeskok o ten jeden szczebel, bywa czasem podróżą w kosmos i niekoniecznie z pozytywnym zakończeniem. W każdej z czterech poprzednich odsłon rozgrywek najwyższej polskiej ligi degradacja spotykała bowiem właśnie zespoły będące kilka miesięcy po awansie z zaplecza. W edycji 2017/2018 tak błyskawicznie pożegnała się z rozgrywkami Sandecja Nowy Sącz, w 2018/2019 był to nawet duet Zagłębie Sosnowiec i Miedź Legnica, w 2019/2020 - ŁKS Łódź, a w 2020/2021 wspomniane już Podbeskidzie Bielsko-Biała. Zatem w sumie aż pięciu z ośmiu ostatnich spadkowiczów (62,5%) to ekipy grające zaledwie jedną edycję po promocji na najwyższym szczeblu. Z zespołów, które w latach 2017-2020 przedostały się do elity, ostały się jedynie: Górnik Zabrze (2017/2018), Raków Częstochowa (2019/2020) oraz duet przeciwników z niedzielnego spotkania, czyli tylko 44,4%. Nawet teraz współtowarzyszami Warty w strefie spadkowej są Górnik Łęczna i Bruk-Bet Termalica Nieciecza, które awansowały z 1. Ligi przed kilkunastoma tygodniami.
W całym XXI wieku na 52 beniaminków Ekstraklasy spadek dotknął dwanaście drużyn, czyli niespełna 1/4 (23,1%). To w sumie - jak na wyniki z ostatnich lat - stosunkowo niedużo. A gdyby nie te "ciemne wieki", liczba wyniosłaby nawet 16,3%. Ich średnia pozycja w tym czasie wynosi jednak zaledwie 10,96. Przy porównaniu odległości od ostatniego miejsca (w latach 2003-2005 grało 14 drużyn, różna była też pojemność strefy spadkowej), wychodzi że średnio plasowali się oni o 4,81 miejsca od "czerwonej latarni". Dla odmiany - najbardziej spektakularne dokonanie należy w tym czasie do KGHM Zagłębia Lubin w sezonie 2015/2016. Miedziowi zdołali od razu po awansie zakończyć zmagania na podium (3. miejsce). Poza nimi w TOP-5 plasowały się jeszcze: Cracovia 2004/2005 (5.), Korona Kielce 2005/2006 (5.), Piast Gliwice 2013/2014 (4.), Polonia Warszawa 2008/2009 (4.), Górnik Zabrze 2017/2018 (4.) i Warta Poznań 2020/2021 (5.). Łącznie oznacza to 7 przypadków na 52 możliwe (13,5%). W przypadku absolutnych beniaminków lub drużyn z przerwą w rozgrywkach na najwyższym szczeblu minimum 10 lat średnia pozycja wynosi 11,67, a średnia odległość od ostatniej lokaty to 3,95 miejsca. Przeciętnie beniaminkowie w swoim pierwszym sezonie zdobywali 38,8% możliwych punktów. Rekord XXI wieku tu także należy do KGHM Zagłębia Lubin 2015/2016 (54,1%). Poza tym jeszcze pięciokrotnie ekipy doskakiwały do progu 50% (11,5%).
NAJWIĘCEJ AWANSÓW DO EKSTRAKLASY:
SPADA RYZYKO SPADKU
Na drugi sezon po awansie zostało więc w Ekstraklasie w XXI wieku 40 drużyn. I teoretycznie to ich zgodnie z tezą powinna dotknąć klątwa beniaminków. W rzeczywistości spadków w drugim sezonie od awansu było mniej. Sumarycznie stało się tak sześć razy, ale tylko przy zaliczeniu do tego grona karnie zdegradowanej Arki Gdynia w edycji 2006/2007. Pod względem dorobku punktowego zajęła wtedy 11. miejsce. Przy wyłączeniu gdynian, PGE FKS Stali i Warty (jako że duet niedzielnych rywali dopiero dogrywa swój drugi sezon po awansie) z rejestru, procentowy wskaźnik w spadków w stosunku do całej grupy zespołów wynosi 13,2%. Ryzyko degradacji obniża się więc prawie dwukrotnie, jeśli tylko zespół jest w stanie przebyć barierę pierwszego sezonu! W tym stuleciu taki scenariusz dotknął jedynie Śląsk Wrocław 2001/2002, KSZO Ostrowiec Świętokrzyski 2002/2003, Widzew Łódź 2007/2008, Piasta Gliwice 2009/2010 oraz Zawiszę Bydgoszcz 2014/2015. Od sześciu lat nie było więc podobnego przypadku. Najbliżej przez ten czas degradacji w swej drugiej kolejnej odsłonie był Górnik Łęczna 2015/2016, który ostatecznie zajął pierwsze miejsce nad "kreską" (14.).
Średnia pozycja trzydziestu ośmiu drużyn (PGE FKS Stal i Warta nie wliczają się do wyniku) w swoim drugim sezonie po awansie wyniosła 9,76. Przeciętnie zatem zajmowały jedną lokatę lepszą pozycję niż w premierowej kampanii. Średnio także znajdowali się o 6,05 pozycji dalej od ostatniego miejscu (czyli o 1,24 lepiej niż poprzednio). W przypadku niedawnych absolutnych beniaminków lub ekip z dopiero co zakończoną przerwą minimum 10 lat występów w elicie średnia pozycja wynosiła 9,5; a średnia odległość od ostatniej lokaty - 6,5. Dowód okrzepnięcia w lidze stanowi też średnia punktowa tych zespołów. W drugiej odsłonie od promocji kluby zdobywały bowiem przeciętnie 41,85% możliwego dorobku, czyli 3,05% więcej. W skali obecnego formatu rozgrywek to około jedna wygrana więcej na koncie.
"Ryzyko degradacji obniża się więc prawie dwukrotnie, jeśli tylko zespół jest w stanie przebyć barierę pierwszego sezonu!"
FIFTY - FIFTY
I tak jak w premierowej edycji nie do przebicia była bariera 3. pozycji dla beniaminków, tak w drugim sezonie zdarzyły się nawet dwa przypadki finiszu z wicemistrzostwem Polski. Najpierw dokonał tego GKS Bełchatów 2006/2007 z punktem straty do pierwszego miejsca. W jego ślady poszedł zaś Raków Częstochowa 2020/2021 z pięcioma punktami straty do najlepszej w końcowej klasyfikacji drużyny. Poza nimi na podium znalazło się z takich ekip jeszcze KGHM Zagłębie Lubin 2005/2006 (3.), a w TOP-5: Wisła Płock 2003/2004 i 2017/2018. Łącznie to pięć przypadków na 38 możliwych (Warta i Stal aktualnie dogrywają swój drugi sezon), czyli 13,2%. Pod tym względem akurat jednak jest nieznaczny spadek względem pierwszego sezonu (o 0,3%). Wygląda więc na to, że o ile w drugiej kampanii łatwiej uplasować jest się w środku tabeli, to trudności z wejściem do najlepszego kwintetu są na podobnym poziomie w obu edycjach.
Największego awansu przy porównaniu tych dwóch pierwszych odsłon po awansie dokonało KGHM Zagłębie Lubin 2005/2006, które poprawiło się aż o 9 lokat (z 12. na 3.). GKS Bełchatów 2006/2007 i Raków Częstochowa 2020/2021 podskoczyły z kolei o 8 miejsc (obie z 10. na 2.). Zespół spod Jasnej Góry zakończył dzięki temu czteroletnią przerwę (która zresztą może ugruntowała powiedzenie o drugim - trudniejszym - sezonie beniaminka) bez skoku notowań zespołów bezpośrednio po promocji. Poprzednio dokonał tego Bruk-Bet Termalica Nieciecza 2016/2017 (z 13. na 8.). Łącznie szesnaście z 38 drużyn dokonało takiego awansu, trzy nie zmieniły swojej pozycji w tabeli, a dokładnie połowa (19 z 38) obniżyła swoje loty. Najgorzej pod tym względem powiodło się Polonii Warszawa 2009/2010 (-9) i Piastowi Gliwice 2013/2014 (-8).
QUO VADIS WARTO, QUO VADIS STALO?
Po analizie tak naprawdę więc można powiedzieć, że na dwoje babka wróżyła. Z jednej strony zespoły w swoim drugim sezonie po awansie średnio rzadziej spadają, plasują się wyżej i zdobywają więcej możliwych punktów. Z drugiej zaś to w dużej mierze zasługa kilku spektakularnych skoków, bo przecież dokładnie połowa ekip w tabeli zajmowała gorsze lokaty w porównaniu z premierową kampanią. Poza degradacjami w każdej z tych kategorii nie są to jednak aż tak wielkie różnice, by uznać je za rzeczywiście istotnie. W sukurs zwolennikom oraz przeciwnikom tezy - zależy z której perspektywy patrzeć - przynoszą też obecne rezultaty. Gdyby uznać obecny układ za końcowy, wyszłoby, że PGE FKS Stal Mielec awansowała o siedem miejsc, ale Warta Poznań spadła zaś o dwanaście. Tak samo wygląda porównanie zdobyczy punktowej. Biało-Niebiescy wywalczyli 45,5% przy 32,2% możliwego dorobku w minionej kampanii, ale Zieloni obniżyli swój wynik z 47,8% na zaledwie 21,2%.
Wychodzi więc, że nie ma więc utartych schematów na drugi sezon rywalizacji. Ale gdyby dochować wierności statystyce, to prawdziwe apogeum formy przychodzi w trzecim sezonie od awansu. Średnia pozycja takich drużyn w XXI wieku wynosi aż 8,48; podczas gdy w dwóch kolejnych obniża się już do poziomu 9,12 i 9,74. Warta Poznań i PGE FKS Stal Mielec mają więc o co grać, bo jeśli ta zależność sprawdzi się także w ich przypadku, to kolejną edycję mogą zakończyć naprawdę wysoko. A na razie powinni przypatrywać się Rakowowi Częstochowa. W swym trzecim sezonie po awansie zajmuje 3. lokatę, ale pod względem średniej punktowej (2,1/mecz) ustępuje jedynie prowadzącemu w klasyfikacji Lechowi Poznań. Czyżby kandydat na mistrza? W obecnym stuleciu to właśnie w trzeciej edycji najwcześniej niedawnym beniaminkom udało się uzyskiwać złoto. Dokonało tego KGHM Zagłębie Lubin 2006/2007. O jedną kampanię dłużej czekał Śląsk Wrocław 2011/2012.
NAJDŁUŻSZE OBECNIE SERIE BEZ SPADKU Z EKSTRAKLASY: