

Finał Pucharu Polski między Legią Warszawa, a Lechem Poznań z 2004 roku to jeden z kamieni milowych we współczesnej historii Kolejorza. Zwycięstwo w tym starciu pozwoliło ekipie z Poznania zapisać na swoje konto pierwsze trofeum w XXI wieku. O wydarzeniu powstał nawet film dokumentalny autorstwa Dariusza Kozelana i Macieja Czysza "Droga po puchar". Dlatego może tak ciężko niektórym uwierzyć, że jego akcja działa się aż szesnaście lat temu...
To w piłce nożnej może nawet nie jedna, a dwie epoki. Analiza faktów nie pozostawia jednak wątpliwości jak wiele wody upłynęło i w Wiśle i w Warcie. Lecha prowadził przecież wtedy ekstraklasowy debiutant, obecny szkoleniowiec... Legii - Czesław Michniewicz. Po stronie Wojskowych w potyczce wzięło zaś udział w roli piłkarzy aż trzech jego poprzedników na obecnym stanowisku (Jacek Zieliński, Jacek Magiera i Aleksandar Vuković)! Ale chyba najbardziej koronny dowód to fakt, że coraz większą rolę w obu ekipach odgrywają piłkarze, którzy w czasie tamtych wydarzeń mieli po... kilkanaście miesięcy. Trzech z nich zdążyło już nawet zdobyć zwycieskie bramki w ligowym klasyku
3 RAZY XXI WIEK
Cztery ostatnie mecze między tą dwójką, każdej z ekip przyniosły po dwa triumfy. We wszystkich tych starciach o wygranej przesądzała zaś ostatecznie różnica jednej bramki. I tylko raz w tym czasie - w maju 2020 roku - gola decydującego o triumfie strzelił piłkarz, którego data narodzin nie zaczynała się od cyfry "2", czyli Tomas Pekhart.
Kwiecień 2019 - Legia Warszawa na sześć kolejek przed końcem zmagań jest liderem z trzema punktami przewagi nad Lechią Gdańsk. Przystępując do rywalizacji z Lechem Poznań wiedziała jednak, że Lwy Północy pokonały Pogoń Szczecin (4:3) i do utrzymania pierwszej pozycji potrzebny był przynajmniej remis z Kolejorzem. W ostatnich dziesięciu minutach regulaminowego czasu gry, wprowadzony za Joao Amarala siedemnastoletni Filip Marchwiński pokonał jednak Radosława Cierzniaka po efektownym rajdzie. To był jedyny gol meczu. W konsekwencji Wojskowi stracili pozycję lidera, a ostatecznie nie zdobyli mistrzostwa Polski.
Październik 2019 - po jedenastu kolejkach sezonu Lech Poznań ma przewagę jednego punktu nad Legią Warszawa. W trakcie bezpośredniego starcia przy Łazienkowskiej nastał nawet krótki okres w meczu, gdy wydawało się, że przewaga ta jeszcze wzrośnie. W 54. minucie Darko Jevtić wyprowadził bowiem Kolejorza na prowadzenie. Szybko jednak wyrównał Arvydas Novikovas. Choć posiadanie piłki oscylowało w przedostatnim kwadransie spotkania wokół remisu, to już w liczbie strzałów przewagę uzyskała Legia (5:2). Gdy ten okres zbliżał się ku końcowi Aleksandar Vuković wpadł na nieco szaleńczy z pozoru plan: za Luquinhasa wprowadził wszak debiutanta, będącego nieco ponad miesiąc po 18. urodzinach - Macieja Rosołka. Po kilkudziesięciu premierowych sekundach na najwyższym szczeblu właśnie on dał stołecznemu zespołowi gola na 2:1. Tego prowadzenia Legia już nie oddała.
Pozazdrościć wychowanków!
— PKO BP Ekstraklasa ???? (@_Ekstraklasa_) July 4, 2020
Po akcji Kamil Jóźwiak - Jakub Kamiński ten drugi zdobywa piękną bramkę i zapewnia @LechPoznan wygraną z @LegiaWarszawa ⚽#LPOLEG 2:1 pic.twitter.com/47Ch52ecfk
Czerwiec 2020 - końcówka sezonu. Legii wystarcza remis do zapewnienia sobie mistrzostwa Polski. Wizja tym bardziej kusząca, że stałoby się to na obiekcie odwiecznego przeciwnika. Jednak dwa ciosy wyprowadzone pod koniec drugiego kwadransa meczu rozwiewają te plany Wojskowych. Ten triumf Kolejorza w pełni oparty był na młodzieżowcach. Pierwszego gola strzelił bowiem Kamil Jóźwiak (rocznik 1998) po podaniu Jakuba Modera (1999). Przy drugim trafieniu decydujące podanie zaliczył z kolei sam Jóźwiak, a akcję wykończył Jakub Kamiński (2002). Właśnie ten strzał zdecydował o pełnej puli na koncie Lecha Poznań, bo Wojskowych stać było jeszcze na honorową bramkę.
Trzy mecze - trzy różne scenariusze i jeden punkt wspólny. O wyniku zdecydowały bowiem trafienia piłkarzy urodzonych już w nowym tysiącleciu. Ich średnia wieku w momencie zdobycia zwycięskich bramek wynosiła zaledwie 17 lat 308 dni. Łącznie zawodnicy, którzy przyszli na świat w XXI wieku strzelili w Ekstraklasie już 46 goli w trzech ostatnich edycjach rozgrywek. Z tego siedem przesądziło o wygranych. To aż zaskakujące, że trzy z nich padły właśnie w starciach Lecha Poznań z Legią Warszawa
W POGONI ZA BIAŁKIEM
Pierwszy raz od okolic 1935 roku w Ekstraklasie koegzystują gracze narodzeni w dwóch różnych stuleciach. Od debiutu pierwszego piłkarza urodzonego już w XXI wieku, Mateusza Żukowskiego z Lechii Gdańsk, upłyną wkrótce trzy lata. O ile jeszcze pierwszych takich zawodników przyjmowano jako nieco "egzotyczne" ciekawostki w gronie ligowców, to dziś stanowią oni normalną część drużyn. W najwyższej polskiej lidze zagrało bowiem już osiemdziesięciu trzech przedstawicieli roczników 2001, 2002, 2003, 2004. W porównaniu z majowym spotkaniem między Legią, a Lechem ta liczba wzrosła ponad dwukrotnie (wtedy: 35)!
Tacy piłkarze znaleźli się zaś na boisku w dwudziestu ekipach, czyli wszystkich, które zagrały w najwyższej polskiej lidze w edycjach 2019/2020 i 2020/2021, nie wyłączając aktualnych beniaminków. Do tego dochodzi też Zagłębie Sosnowiec z kampanii 2018/2019. Pod tym względem przodują zaś: Jagiellonia Białystok (8 zawodników z XXI wieku) i Korona Kielce (7). Legia Warszawa miała jak dotąd 6 takich piłkarzy w swych szeregach (Michał Karbownik, Maciej Rosołek, Cezary Miszta, Ariel Mosór, Radosław Cielemęcki i Szymon Włodarczyk). To dwukrotnie więcej niż Lech Poznań (Filip Szymczak, Filip Marchwiński, Jakub Kamiński). Te dwie ekipy mają z kolei najdłuższe serie spotkań z minimum jednym zawodnikiem urodzonym w XXI wieku w składzie. W ekipie Kolejorza tacy gracze wystąpili w każdym z 25 ostatnich spotkań. Wojskowi pod tym względem przebijają najbliższego rywala o sześć meczów.
Te dwie ekipy mają również w składach zawodników z największą liczbą występów w Ekstraklasie wśród obecnie zgłoszonych piłkarzy urodzonych w XXI wieku. Trzy pierwsze pozycje należą bowiem do Filipa Marchwińskiego (37), Michała Karbownika (34) i Jakuba Kamińskiego (31). Rekordzistą pod tym względem pozostaje jednak występujący obecnie w 1. Lidze - Mateusz Młyński (39).
Również najlepszy strzelec wśród zawodników urodzonych w XXI wieku jest już poza Ekstraklasą. To miano należy bowiem do Bartosza Białka, legitymującego się liczbą dziewięciu trafień. Za nim zaś figuruje Filip Marchwiński (6 goli). Jako pierwszy z piłkarzy z tych roczników zdobył bramki w trzech sezonach z rzędu. Na najniższym stopniu podium znajduje się Jakub Kamiński (5), ex aequo z Bartoszem Bidą.
ZAWODNICY URODZENI W XXI W. Z GOLEM W EKSTRAKLASIE (CHRONOLOGICZNIE)
| ZAWODNIK | ROCZNIK | GOLE |
| Mateusz Młyński | 2001 | 3 |
| Filip Marchwiński | 2002 | 6 |
| Maciej Śliwa | 2001 | 1 |
| Bartosz Bida | 2001 | 5 |
| Aleksander Buksa | 2003 | 4 |
| Michał Rakoczy | 2002 | 1 |
| Maciej Rosołek | 2001 | 3 |
| Bartosz Białek | 2001 | 9 |
| Adam Ratajczyk | 2002 | 1 |
| Dawid Kocyła | 2002 | 3 |
| Jakub Kamiński | 2002 | 5 |
| Daniel Szelągowski | 2002 | 3 |
| Kacper Smoliński | 2001 | 1 |
| Iwo Kaczmarski | 2004 | 1 |