

Dwaj liderzy klasyfikacji strzeleckiej mają obecnie po jedenaście goli strzelonych. Sześciu kolejnych aktywnych graczy traci jednak do nich maksymalnie zaledwie dwie bramki straty. Dokładnie połowa tego towarzystwa gra w klubach z dolnej połowy tabeli. Czy możliwe, że to właśnie
W sobotę dojdzie do bezpośredniej konfrontacji aż trzech zawodników z dwucyfrową liczbą bramek zdobytych. Korona Kielce z Jakubem Łukowskim (10 goli) podejmie Jagiellonię Białystok z Jesusem Imazem (11 goli) oraz Markiem Gualem (10 goli). Cały tercet występuje w klubach z dołu tabeli. Zaraz po nich do zmagań staną zaś Kamil Grosicki z Pogoni Szczecin (10 goli) oraz Łukasz Zwoliński z Lechii Gdańsk (9 goli). Wprawdzie Portowcy są na 4. miejscu, ale ich bezpośredni konkurent plasuje się na przedostatniej pozycji. To już czterech piłkarzy z realnymi szansami na koronę króla strzelców z klubów z drugiej "dziesiątki" zestawienia. W zeszłym sezonie najwyżej sklasyfikowani zawodnicy w klasyfikacji strzelców z ekip poniżej 9. pozycji znaleźli się na 7-11. lokacie (Patryk Szysz, Erik Exposito, Muris Mesanović) ze stratą aż dziewięciu trafień do triumfatora. Teraz jednak, choć Raków Częstochowa, Lech Poznań, Legia Warszawa i Pogoń Szczecin mają piłkarzy z "dwucyfrówkami" na koncie, to żaden z nich nie odskoczył od peletonu snajperów. Realna jest zatem korona dla kogoś z dołu.
KRÓL BEZ SPADKU
Królowie strzelców w trzech ostatnich sezonach reprezentowali wyłącznie zespoły z najlepszej "dwójki". Ivan Lopez (2021/2022) oraz Christian Gytkjaer (2019/2020) zdobywali wicemistrzostwa Polski. Rozdzielającemu ich na liście triumfatorów Tomasowi Pekhartowi (2020/2021) przypadło w udziale mistrzostwo Polski. Ten tercet w zestawieniu najlepszych snajperów poprzedza wprawdzie Igor Angulo z jedenastego Górnika Zabrze, ale już ekipy zdobywców korony w trzech następnych edycjach - Carlitosa (2017/2018), Marco Paixao i Marcina Robaka (2016/2017 wspólnie), Nemanji Nikolicia (2015/2016) - także mieściły się w górnej połowie tabeli, w najgorszym przypadku kończąc rywalizację na 6. miejscu w finałowej odsłonie tabeli. Dopiero potem pojawia się Kamil Wilczek z dziesiątego Piasta Gliwice. W tym okresie proporcja królów strzelców z górnej połowy tabeli, w stosunku do konkurentów z dołu wynosi więc 3:1. To i tak dobrze, bo w całym XXI wieku stanowią oni jedynie 13,6%.
Średnia pozycja w klasyfikacji końcowej ekipy z królem strzelców w bieżącym stuleciu wynosi aż 4,05! Ośmiu z nich było mistrzami Polski (Pekhart, Nemanja Nikolić, Robert Lewandowski, dwukrotnie Paweł Brożek, dwukrotnie Tomasz Frankowski, Maciej Żurawski), pięciu kolejnych finiszowało na podium (Lopez, Gytkjaer, Takesure Chinyama, Żurawski), a tylko trzech - wspominani już Angulo, Wilczek oraz Robert Demjan - znaleźli się niżej niż 7. miejsce. Ostatni z tej wyliczanki, w swoim królewskim sezonie z Podbeskidziem Bielsko-Biała zajął 14. miejsce. Był on wówczas tylko jeden punkt od spadku. Podobnie jedną pozycję nad "kreską" skończył najskuteczniejszy gracz edycji 1999/2000 - Adam Kompała z Górnika Zabrze. Jeden punkt ponadto uratował od relegacji Czarnych Lwów z 1929 roku. Tam z kolei z przodu postrach siał Rochus Nastula. W całej historii nie zdarzył się natomiast żaden król strzelców ze spadkiem na koncie.
ODPOWIEDZIALNOŚĆ LIDERA
Teraz o ile Mikael Ishak (11 goli) z Lecha Poznań, Bartosz Nowak z Rakowa Częstochowa, Josue z Legii Warszawa, czy Kamil Grosicki z Pogoni Szczecin (po 10 goli) walczą o podział najwyższych lokat, to wciąż o swój byt drżą Jakub Łukowski z Korony Kielce, Jesus Imaz i Marc Gual z Jagiellonii Białystok, a Łukasz Zwoliński w Lechii Gdańsk znajduje się na przedostatnim miejscu. Dziś udział Ishaka w pełnej puli bramkowej Lecha Poznań to niecałe 29%. Podobnie jest w przypadku białostockiego duetu (mniej niż 30%), nie mówiąc już o Josue (22,7%), Grosickim (23,8%) albo Nowaku (17,3%). Największy wkład w łącznym dorobku swoich drużyn mają dwaj przedstawiciele zlokalizowani w ekipach z 13. i 17. miejsca. Te pozycje przynależą bowiem Jakubowi Łukowskiemu (34,5%) oraz Łukaszowi Zwolińskiemu (36%). Daje im to także dwa pierwsze miejsca w tej kategorii.
To też cecha charakterystyczna królów strzelców z ekip, którym spadek zajrzał w oczy. Igor Angulo strzelił 50% goli Górnika Zabrze w edycji 2018/2019! U Kamila Wilczka współczynnik za edycję 2014/2015 wyniósł 40%, u Roberta Demjana zaś 35,9%. Wzmiankowany wcześniej Kompała miał 45,2%, a Nastula - 42,4% w swych sezonach zakończonych zdobyciem korony. Gdy drużyna walczy o utrzymanie, a ma u siebie wyróżniającego się strzelca, to w takich przypadkach snajper widocznie przejmuje lwią część odpowiedzialności za wykańczanie akcji, a także za finalizację z sukcesem. Łukowski oraz Zwoliński nie zmarnowali żadnej akcji o xG powyżej 0,5. Z rywali z ekip znajdujących się wyżej w tabeli niż Lechia i Korona, uniknęli tego jeszcze tylko Nowak oraz Grosicki.
CO PIĄTY STRZAŁ
Czy podobne proporcje utrzymują się w liczbie oddawanych strzałów? Do Jakuba Łukowskiego należy 15,9% wszystkich strzałów Korony Kielce (w tym 22,4% celnych). Bardzo podobny wynik zanotował Łukasz Zwoliński w Lechii Gdańsk (14,9%, w tym 17,5% celnych). Poza Bartoszem Nowakiem (8,6% / 12,9%) i Mikaelem Ishakiem (14,1% / 19,1%), są to jednak dwa najniższe rezultaty wśród aktywnych zawodników z minimum dziewięcioma trafieniami na koncie. Górną połowę tej mikroklasyfikacji tworzą zaś: Josue (16,3% / 19,8%), Kamil Grosicki (18,4% / 18,1%), a przede wszystkim duet z Jagiellonii Białystok: Jesus Imaz (21,8% / 25%) oraz Marc Gual (19,8% / 23,3%). Ten pierwszy ma nawet najlepszy rezultat w całej lidze pod tym względem. Rozkład strzałów najlepszych snajperów ligowych jest więc w sumie całkiem zbliżony, niezależnie od obecnego miejsca klubu. Sumarycznie jednak liczba okazji nie przemawia za czwórką z dołu. Korona Kielce pod tym względem jest dziewiąta, Jagiellonia znajduje się jedną pozycję niżej. Lechia jest w samym dole stawki. Kwartet Raków - Lech - Legia - Pogoń obsadził zaś sam szczyt. Indywidualnie drugie miejsce zajmują tu ex aequo Grosicki i Imaz. Na piątej lokacie plasuje się Gual, Ishak i Josue wspólnie obsadzili siódmą lokatę, Łukowski jest dwunasty, Zwoliński - dwudziesty siódmy, a Nowak dopiero - czterdziesty ósmy!
Trzech głównych konkurentów przekracza pułap 25% pod względem udziału w golach oczekiwanych klubu. Zestawienie to otwiera właśnie przedstawiciel klubu z dolnej części stawki - Jesus Imaz (33,6%) przed Mikaelem Ishakiem (31,8%) oraz Łukaszem Zwolińskim (27,7%). Poniżej progu 20% znajdują się zaś wyłącznie Kamil Grosicki (19,6%) oraz Bartosz Nowak (11,6%). Pomocnik Rakowa Częstochowa chlubnie wyróżnia się pod względem konwersji strzałów niezablokowanych na gole. W jego przypadku ten współczynnik wynosi aż 40%! Cała reszta graczy z przynajmniej dziewięcioma bramkami mieści się w przedziale między 17,9% (Grosicki), a 26,5% (Zwoliński). W strzałach celnych natomiast aż pięciu zawodników mieści się między 35,5%, a 38,5%. Powyżej tego progu znalazł się Josue (41,7%). Ponad połowę celnych strzałów w bramce umieścili zaś Zwoliński (52,9%) oraz Nowak (55,5%).
***
Wniosek jest zatem taki, że różnice między czołowymi strzelcami są nieduże, niezależnie od klubu, w którym występują. Skrajny przykład to Bartosz Nowak, który ma największą konkurencję w ataku swojej ekipy (trzech zawodników Rakowa zdobyło już minimum 7 bramek) i rzadziej bierze udział w akcjach niż reszta stawki. Ale już wyniki konwersji, konwersji strzałów celnych, udziału w golach oczekiwanych, udziału w oddanych strzałach, strzałach celnych, czy golach strzelonych, są w większości tych zespołów bardzo zbliżone do siebie.