

Wyjątkowa pod wieloma względami przygoda Rakowa Częstochowa i Legii Warszawa w fazie grupowej europejskich pucharów dobiega końca. Mistrzowie i wicemistrzowie zrobią wszystko, by w najbliższych dniach zapaść w sen zimowy i wybudzić się dopiero na wiosnę jako uczestnicy rundy fina
Jeszcze pięć minut! Jeszcze parę lat temu kibice Rakowa Częstochowa w najśmielszych snach nie marzyli o grze w europejskich pucharach. Po wywalczeniu mistrzostwa w ubiegłym sezonie i fantastycznej grze w eliminacjach Ligi Europy UEFA zadebiutowali w fazie grupowej międzynarodowego turnieju. Mimo trudnego początku zdołali wstać z kolan i w ostatnim meczu nie zagrają jedynie o honor, a o awans do 1/16 finału Ligi Konferencji Europy UEFA. To gwarantuje trzecie miejsce w grupie, ale aby je zająć, Raków Częstochowa będzie musiał zapunktować z Atalantą BSC.
Przewagą mistrzów Polski będzie rola gospodarza, w której piłkarze Dawida Szwargi urwali punkty silnemu Sportingowi CP. Nie bez wpływu na przebieg tego spotkania będzie również sytuacja na czele grupy D. Z przebiegu wcześniejszych meczów wynika, że włoski rywal Medalików ma już zagwarantowany awans z pierwszego miejsca. Punktacja w grupie nie daje szans na dalszą grę w Lidze Europy UEFA SK Sturmowi Graz, który podobnie jak Raków skupiać się będzie jedynie na walce o trzecie miejsce. Przed startem szóstej serii gier w fazie grupowej Austriacy znajdują się nad Polakami, ponieważ mają lepszy bilans bramkowy (-2 vs -3 / w bezpośrednich starciach: 1:0, 0:1). Awans Rakowa będzie zatem mocno uzależniony od wyniku meczu rozgrywanego w Portugalii. Co ciekawe, piłkarze Dawida Szwargi mogą uzyskać promocję nawet w przypadku porażki z Atalantą BSC. Muszą powalczyć o jak największą liczbę goli strzelonych i liczyć, że SK Sturm Graz polegnie w starciu ze Sportingiem CP.
Jeszcze jedna drzemka! Tego pragną kibice Legii Warszawa, mimo, że ich europejska przygoda w trwającym sezonie nijak nie przypominała spokojnej nocy. Kilkukrotnie warszawiacy budzili się zlani potem, by za każdym razem zrozumieć, że to tylko zły sen. Szalone starcia w eliminacjach tegorocznej edycji Ligi Konferencji Europy UEFA w Kazachstanie lub Austrii momentami przypominały koszmary, by ostatecznie zamienić się w najpiękniejsze ze znanych ludzkiej wyobraźni zakończenia. Ernest Muci nucił kołysanki o wielkich zwycięstwach z Aston Villą i HSK Zrinjskim Mostar, ale trudne doświadczenia z Holandii zaprzątały głowy warszawskich fanów, którzy za każdym razem budzili się tuż przed rewanżowym starciem z AZ Alkmaar.
Starcie decydujące o grze na wiosnę w Lidze Konferencji Europy UEFA to jawa nie sen. Legia Warszawa może kontynuować grę w europejskich pucharach po fazie grupowej po raz czwarty w XXI wieku. Wcześniej udawało im się to w sezonach: 2011/2012, 2014/2015, 2016/2017. Aby tego dokonać wicelider grupy E musi zdobyć co najmniej jeden punkt w starciu z AZ Alkmaar. To z Holdenrami legioniści rywalizują bezpośrednio drugie miejsce i promocję do dalszego etapu turnieju. Piłkarze Kosty Runjaicia mają również szansę na wskoczenie na fotel lidera, ale aby to się stało, musieliby nie tylko wygrać z AZ Alkmaar, ale też liczyć na zwycięstwo HSK Zrinjskiego Mostar z Aston Villą. W przypadku zrównania się punktami z Holendrami warszawiacy spadliby na trzecią lokatę, ponieważ o kolejności decyduje przede wszystkim bilans bezpośrednich starć. W kraju tulipanów stołeczna drużyna przegrała 0:1, mimo gry w przewadze od 65. minuty. “Sen o Warszawie” odśpiewany przez w czwartek przez kibiców zgromadzonych przy ulicy Łazienkowskiej 3 będzie prośbą o przedłużenie europejskiego snu Legii w sezonie 2023/24.