

Lepiej zaczęli goście, którzy od początku ustawieni byli w wysokim pressingu i starali się wyprowadzać szybkie ataki. Krótko po pierwszym gwizdku Roman Bezjak wykorzystał wahanie jednego z obrońców i oddał mocny strzał z ostrego kąta. Ta akcja nie skończyła się dla białostoczan powodzeniem, w odróżnieniu od kontrataku z 18. minuty. Wtedy na środku boiska piłkę odebrał Przemysław Frankowski i od razu ruszył do przodu. Gdy znalazł się już w szesnastce, zgrał do Arvydasa Novikovasa, a ten pewnie wykorzystał okazję.
Stracona bramka podrażniła poznaniaków, którzy przystąpili do ofensywy. W 25. minucie po zamieszaniu blisko linii bramkowej Mario Situm umieścił futbolówkę w siatce, lecz gol nie został uznany. Niedługo później Lech doczekał się jednak wyrównania. Po 39. minutach gry Christian Gytkjaer zrobił użytek z dośrodkowania i celnie uderzył głową.
Druga połowa zaczęła się od dużej przewagi gospodarzy. Kolejny gol wisiał w powietrzu i faktycznie padł w 54. minucie, gdy Emir Dilaver trafił po rzucie rożnym. Wtedy rozwiązał się worek z bramkami – dla Lecha trafiali kolejno Darko Jevtić, Kamil Jóźwiak oraz Łukasz Trałka. Poznaniacy wygrali zatem aż 5:1, pozostali jedynym zespołem bez porażki u siebie i zmniejszyli stratę do lidera.