

Duże nadzieje z tym meczem wiązali kibice rodzimej ligi. Na teren obecnego lidera przyjechała przebudowana w przerwie zimowej Wisła Kraków. W pamięci na pewno obie ekipy miały ostatni mecz w Krakowie, gdzie podopieczni Macieja Stolarczyka pokonali Lechię 5:2. I to właśnie oni oddali pierwszy groźny strzał. Rafał Pietrzak uderzył z dystansu, a piłka minimalnie minęła bramkę strzeżoną przez Dušana Kuciaka, który rozgrywał 200. mecz w Ekstraklasie.
Przed przerwą drużyna Piotra Stokowca wyszła na prowadzenie. Patryk Plewka stracił futbolówkę, którą przejął Artur Sobiech. Wystawił ją Filipowi Mladenoviciowi, a ten nie miał problemów z pokonaniem Mateusza Lisa. Po zmianie stron do siatki trafili Krzysztof Drzazga oraz Flávio Paixão, ale w momencie oddania strzału znajdowali się na pozycji spalonej i gole nie zostały uznane. Przed końcem rezultat mógł podwyższyć Michał Mak, jednak piłkę po jego uderzeniu na rzut rożny sparował Mateusz Lis. Dzięki potknięciu Legii, Lechia powiększyła przewagę nad drugim zespołem w tabeli.