

Te trzy punkty były potrzebne wicemistrzom Polski z 2016 roku. Niczym tlen dla duszącego się pacjenta. Piast po 22. kolejce znalazł się na ostatnim miejscu w tabeli. Po wygranej wiadomo już, że uda mu się je opuścić. Mecz rozstrzygnął praktycznie pierwszy gol w barwach gliwiczan strzelony przez Mateusza Szczepaniaka. Na trafienie w Ekstraklasie czekał on od maja 2017 roku. Było to też dziesiąte starcie Piasta przeciwko Lechii w najwyższej klasie rozgrywkowej z minimum jednym strzelonym golem.
Gospodarze nie znaleźli odpowiedzi na to trafienie. Było to tym bardziej utrudnione, że w ostatnim kwadransie musieli grać w osłabieniu. Nie zaważyły na tym jednak kartki, ale sytuacja zdrowotna Rafała Wolskiego. Pomocnik wprowadzony po przerwie nie był w stanie kontynuować gry, a trener Lechii, Adam Owen, już wcześniej wykorzystał limit zmian. W "dziesiątkę" nie udało się Lechii nawiązać skutecznej walki z gośćmi. Dobiegła też ich - do 23. kolejki najdłuższa w lidze - seria meczów ze zdobytą bramką. Licznik zatrzymał się na dziewięciu spotkaniach z rzędu. Gdańszczanie będą musieli jeszcze poczekać na pierwszą wygraną w 2018 roku, choć w dwóch spotkaniach rozegranych po zimowej przerwie ani razu nie stracili więcej niż jednego gola.
W doliczonym czasie gry wygraną przypieczętowała bramka zdobyta przez dżokera - Michala Papadopulosa, najskuteczniejszego zawodnika Piasta w bieżącym sezonie. Czech ma na koncie osiem bramek. To dopiero druga wygrana gliwiczan w tych rozgrywkach na wyjeździe. Choć sami znajdują się w dolnej strefie tabeli, to na rozkładzie mają dwie drużyny z TOP-4 sezonu 2016/17, czyli wicemistrzów - Jagiellonię Białystok oraz właśnie Lechię.
LECHIA GDAŃSK 0:2 PIAST GLIWICE
(Mateusz Szczepaniak, Michal Papadopulos)