

Wicelider vs lider. Mistrzowie Polski vs wicemistrzowie Polski. Czyli we wtorek w Warszawie zmierzyły się dwie najlepsze drużyny w Ekstraklasie sezonu 2016/17 i - przynajmniej do 24. kolejki - 2017/18. Swoją wyższość w bezpośrednim starciu Legii Warszawa z Jagiellonią Białystok u
Gospodarze zdecydowanie źle weszli w ten mecz. Nerwowość. To słowo zdecydowanie najlepiej oddawało stan emocji piłkarzy mistrzów Polski. Już w 13. minucie z boiska wyleciał za czerwoną kartkę Domagoj Antolić. Chwilę wcześniej bardzo ostre wejście w nogi rywala zanotował jego bałkański kolega Marko Vesović. Konsekwencją tej słabej gry była stracona bramka. Ostatecznie sędzia Daniel Stefański po konsultacji z VAR nie uznał tej bramki.
Zimny prysznic nie obudził jednak zawodników Romeo Jozaka. Pod koniec I połowy na prowadzenie Jagiellonię wyprowadził z rzutu karnego, specjalista od ważnych trafień - Arvydas Novikovas. Ten sam scenariusz miała też II połowa. Tym razem jednak w końcówce Arkadiusza Malarza pokonał Karol Świderski. "Swider" zanotował tym samym bramkę już w drugim meczu ligowym z rzędu. Nie upiekło się natomiast Vesoviciowi. W konsekwencji drugiej żółtej kartki podzielił los Antolicia, przez co Legia skończyła mecz w "dziewiątkę".
Złego wejścia w mecz nie udało się Wojskowym odczarować już do samego końca. Choć wynik na to nie wskazuje, to jednak Jagiellonia była zdecydowanie lepsza od rywala, o czym świadczy choćby liczba strzałów celnych (11:0 dla Dumy Podlasia). Rezultat ten to po prostu najniższy wymiar kary.
Wygrana pozwoliła Jagiellonii odskoczyć Legii na trzy punkty w tabeli. Była to czwarta wygrana z rzędu Dumy Podlasia. Dzięki temu wyrównała swą rekordową serię zwycięstw w historii występów w Ekstraklasie.
LEGIA WARSZAWA 0:2 JAGIELLONIA BIAŁYSTOK
(Arvydas Novikovas - k., Karol Świderski)