

Ostatni kwadrans. W futbolu to końcowe tchnienie nadziei i jednocześnie - zwłaszcza gdy wynik znajduje się na pograniczu - wielka wojna nerwów. U progu półmetka w bieżącym sezonie okres po 75. minucie okazuje się domeną Lecha Poznań, ale najefektywniej wykorzystała go Pogoń Szcze
Ostatnie kwadranse wielokrotnie zmieniały losy najważniejszych meczów w historii światowego futbolu. Jeśli za końcowy rezultat uznać wynik z 75. miniuty to dwa tytuły mistrzów świata miałyby innych właścicieli, w trzech kolejnych finałach decydujące bramki zostały wbite także w tym okresie. Puchar Henri Delaunaya dla czempionów Starego Kontynentu nawet w trzech edycjach stanąłby w gablocie innych federacji. W Ekstraklasie w czołówce najsłynniejszych starć do dziś znajduje się rywalizacja Legii Warszawa z Widzewem Łódź z czerwca 1997 roku. Gdyby to spotkanie zakończyło się nawet po 87 minutach, tytuł przypadłby w udziale Wojskowym. Ich rywale jednak tuż przed końcowym gwizdkiem zdobyli dwie bramki i ostatecznie oni wywalczyli mistrzostwo kraju.
LECHOWY KWADRANS
Akurat na piętnastą kolejkę bieżącej odsłony PKO Bank Polski Ekstraklasy przypada starcie Lecha Poznań z Koroną Kielce. Kolejorz ma zaś w tym momencie trzy gole więcej strzelone po 75. minucie niż jego przeciwnik... w całym sezonie! Zawodnicy Kolejorza bowiem w sumie już dziesięć razy skierowali piłkę do siatki przeciwników w ostatnim kwadransie oraz doliczonym czasie gry w obecnej edycji zmagań. Następni rywale w tej klasyfikacji - Legia Warszawa i Wisła Płock - mają o cztery bramki gorsze wyniki. To także w sumie aż 42% całego rezultatu bramkowego Kolejorza!
Ale też i Lech Poznań najlepiej spisuje się w defensywie po tym, gdy na zegarze wybije już 75. minuta. W ostatnim kwadransie rywale zdołali wbić Kolejorzowi zaledwie... jedną bramkę! Udało się to wyłącznie Maciejowi Rosołkowi z Legii Warszawa. Do tego czasu - 12. kolejki - konto poznaniaków, jako jedynej drużyny po stronie strat było puste. Drugie miejsce w tej klasyfikacji okupowane jest przez cztery zespoły, w tym niedzielnego rywala ekipy trenowanej przez Dariusza Żurawia - Koronę Kielce. Właśnie w tych dwóch zespołach bramki stracone w tym okresie czasu stanowią najmniejszy fragment całości. W Lechu Poznań to zaledwie 6%, W drużynie Mirosława Smyły - 11%.
Łącznie zatem bilans bramkowy Kolejorza za ten okres wynosi niebotyczne +9. Żadna inna drużyna nie posiada wyniku powyżej +2. Ponad połowa zespołów ma nawet ujemny stosunek bramek z tego przedziału czasowego.
Na @ChrGytkjaer21 trzeba ZAWSZE uważać ????#RCZLPO 2:3 pic.twitter.com/adMRlv8oRq
— PKO BP Ekstraklasa (@_Ekstraklasa_) August 24, 2019
JEDNA TRZECIA PUNKTÓW
Poznańska ekipa posiada także w swoich szeregach najskuteczniejszego zawodnika ostatnich kwadransów. Współlider klasyfikacji strzelców po czternastu kolejkach, Christian Gytkjaer, wszak dokładnie połowę swego całego dorobku (4 z 8 goli) wypracował już po 75. minucie. Z tego aż trzy bramki zdobył już w doliczonym czasie gry. Także pod tym względem nikt nie może się równać z Duńczykiem. Przed ostatnią serią spotkań pierwszej połowy rundy zasadniczej ponadto jeszcze Jarosław Niezgoda z Legii Warszawa oraz Tomas Petrasek z Rakowa Częstochowa zdołali trzy razy pokonać golkiperów rywali w ostatnim kwadransie potyczek. Czech w tym sezonie nie trafił do siatki w innym przedziale czasowym.
Aż dwie z jego bramek spod Jasnej Góry wbite w końcówkach starć, przesądziły o wygranej 1:0 zespołu trenera Marka Papszuna. Raków Częstochowa zresztą po Lechu Poznań ma największy udział trafień z ostatniego kwadransa w całościowym dorobku (33%). Bez goli strzelonych po 75. minucie ich konto punktowe byłoby uboższe o sześć punktów, czyli aż 33% obecnego rezultatu. Pięć punktów straciłyby natomiast Pogoń Szczecin oraz Legia Warszawa.
Gdyby natomiast pozbawić najskuteczniejszą drużynę ostatnich kwadransów, Lecha Poznań, goli strzelonych w tym okresie, to ich w lidze dorobek byłby mniejszy o cztery punkty, czyli 21,1%. Dawałoby im w tym momencie dopiero trzynastą lokatę. Poza nim i Rakowem Częstochowa gole strzelane w końcówce spotkań uratowały jeszcze 20% więcej punktów Pogoni Szczecin (5). Pozostałe ekipy znalazły się poniżej tego pułapu. Ostatnie kwadranse ani razu nie poprawiły natomiast sytuacji Lechii Gdańsk i ŁKS Łódź. Drugi z tych zespołów jako jedyny zresztą nie mógł tego uczynić, bo w żadnym spotkaniu nie trafił on w ostatnim kwadransie do siatki przeciwników.
???? #JAGRCZ 0:1@TomPetras23 zapewnia pierwsze zwycięstwo @rksrakow w #Ekstraklasa po ponad 20 latach! pic.twitter.com/NMl8WslgB5
— PKO BP Ekstraklasa (@_Ekstraklasa_) July 27, 2019
POGOŃ NA PLUSIE
Lech Poznań stracił w sumie jedną bramkę w ostatnim kwadransie regulaminowego czasu gry, ale tenże gol wystarczył do zmiany ostatecznego rozstrzygnięcia w rywalizacji z Legią Warszawa, pozbawiając Kolejorza remisu. Tymczasem są nawet takie ekipy, które nie straciły ani jednego punktu porównując wyniki w 75. minucie i na koniec spotkania. Tercet ten tworzą Pogoń Szczecin, Wisła Płock i KGHM Zagłębiu Lubin. Najgorzej pod tym względem wypadają zaś Lechia Gdańsk oraz Piast Gliwice (po 5 punktów).
Porównując bilans zysków (punkty zdobyte dzięki golom strzelonym po 75. minucie) i strat (punkty stracone przez gole stracone po 75. minucie) za ten przedział czasowy najmocniej na plus wychodzi Pogoń Szczecin. Dzięki swojej postawie w ostatnich kwadransach minucie zyskała w sumie pięć punktów niż gdyby mecze trwały pięć kwadransów. Bez nich w tym momencie byłaby cztery lokaty niżej. Na drugim miejscu w tym zestawieniu znalazły się Legia Warszawa oraz Wisła Płock. Obie zanotowały cztery punkty więcej. Najgorzej bilans ten wypada u Lechii Gdańsk, która ma pięć punktów mniej, niż miałaby gdyby mecze kończyły się po pięciu kwadransach. Lwy Północy w tym momencie legitymowałyby się więc identycznym bilansem co liderzy tabeli. Ujemny wynik posiadają też ŁKS Łódź (-4), Arka Gdynia (-1) i Piast Gliwice (-1).
Pokonał chorobę, wrócił do gry i znów strzela dla @PogonSzczecin! ???? Panie Adamie, szacunek! pic.twitter.com/x8uKdv7jdB
— PKO BP Ekstraklasa (@_Ekstraklasa_) October 3, 2019
Wojciech Bajak