
Osiemnastą kolejkę otworzy starcie drużyn dysponujących najlepszymi egzekutorami rzutów karnych w tym sezonie PKO Bank Polski Ekstraklasy. Na pierwszym miejscu w tej klasyfikacji plasują się bowiem Grzegorz Tomasiewicz z PGE FKS Stali Mielec oraz Piotr Wlazło z Bruk-Betu Termalic
- Rzut karny to jeszcze nie gol - mówią czasami pocieszycielskim tonem komentatorzy meczów piłkarskich, widząc arbitra, wskazującego energicznym ruchem ręki na "wapno". Szansa na uniknięcie najgorszego według różnych modeli goli oczekiwanych wynosi około 22-25%. Bieżący sezon dokładnie to potwierdza - bowiem dokładnie 13 z 52 "jedenastek" nie znalazło się w siatce, przy czym dziewięć z nich obronili bramkarze. Łącznie 22 zawodników zanotowało już na swym koncie gole z "jedenastek" w tym sezonie. Oprócz nich jeszcze siedmiu graczy spróbowało swych sił. Te próby nie przyniosły jednak powodzenia. Na ich tle najlepiej wypadają dwaj rywale z pierwszego piątkowego spotkania 18. kolejki - Grzegorz Tomasiewicz (PGE FKS Stal Mielec) i Piotr Wlazło (Bruk-Bet Termalica Nieciecza).
ABDYKACJA "FIGO"
Właściwie standardem w ostatnich sezonach była dominacja Filipa Starzyńskiego w klasyfikacji najskuteczniejszych wykonawców rzutów karnych. Do początku tej edycji zmagań legitymował się on przecież wynikiem 38 wyegzekwowanych "jedenastek" na 40 prób w całej karierze na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Oznaczało to znakomitą skuteczność na poziomie 95% w tym elemencie gry. Nikt w XXI wieku tak dobrze nie wykorzystywał swoich szans z "wapna" jak właśnie pomocnik KGHM Zagłębia Lubin. Od pudła z Lechem Poznań 8 lutego 2019 roku legitymował się już serią 15 rzutów karnych zamienionych na zdobycze bramkowe. Tyle, że coś zacięło się w tej maszynie wraz z 1. kolejką bieżącej kampanii. "Figo" w starciu z Wisłą Kraków pierwszy raz w karierze nie posłał piłki w światło bramki stojąc na 11. metrze, a trafił w słupek. Na tym jednak jego problemy z rzutami karnymi się nie wyczerpały. W starciu z Radomiakiem zdobycie bramki uniemożliwił mu bowiem jego imiennik - Filip Majchrowicz. To pierwszy sezon, w którym Starzyński miał więcej niż jedną skuchę. W dodatku w Pucharze Polski pomylił się także z Arką Gdynia. Czy to zmierzch królowania "Figo" w świecie "jedenastek"?
Chęć do objęcia pierwszeństwa w tej kategorii w obecnych rozgrywkach zgłaszają przede wszystkim dwaj bezpośredni przeciwnicy z pierwszego spotkania 18. kolejki - Grzegorz Tomasiewicz (PGE FKS Stal Mielec) i Piotr Wlazło (Bruk-Bet Termalica Nieciecza). Każdy z nich już po pięć razy pokonywał bramkarzy przeciwników z "wapna" w trwającej rywalizacji. W przypadku gracza Słoni ta liczba mogła być jeszcze większa, ale zmarnował on swoją jedną szansę ze Śląskiem Wrocław. Tomasiewicz z kolei wykorzystał wszystkie okazje z jedenastu metrów w tej edycji zmagań.
W ogóle wydaje się on jednak nieco pewniejszy od przeciwnika w tym elemencie rzemiosła futbolowego. Przy każdej z pięciu prób bramkarz rzucał się bowiem w inną stronę! Wlaźle natomiast poza pomyłką ze Śląskiem Wrocław zdarzyło się też, że jego strzał obronił Grzegorz Sandomierski z Górnika Zabrze. Sędzia dopatrzył się jednak zbyt szybkiego opuszczenia linii bramkowej przez golkipera i zarządził powtórkę. Pomocnik Słoni piłkę znów bił w to samo miejsce i znów te intencje wyczuł uczestnik EURO 2012. Tym razem jednak zabrakło mu paru centymetrów, aby sięgnąć futbolówkę. Każdy z tych trzech strzałów łączy fakt, że Wlazło celował wtedy w kierunku prawego słupka. Kiedy raz spróbował przeciwnej strony (także z Górnikiem) golkiper już wybrał źle. Gracz Bruk-Betu Termalica dwukrotnie też kierował piłkę w okolice środka (z Pogonią Szczecin i Górnikiem Łęczna), a raz zmylił bramkarza strzałem w prawą stronę, choć nie poszedł on do samego rogu. Tomasiewicz w 80% prób wybierał lewy kierunek (choć w starciu z Wisłą Płock było to mniej więcej w połowie odcinka między środkiem bramki, a słupkiem), raz zaś zdecydował się na prawy górny róg (z Radomiakiem Radom). Wlazło raczej strzela po ziemi, półgórną piłkę posłał tylko z Górnikiem Zabrze. To, co łączy tych egzekutorów to natomiast używanie wyłącznie prawej nogi przy próbach z "wapna"
W POGONI ZA PAIXAO
Piotr Wlazło uzyskał już w trakcie trwającego sezonu nawet dublet meczowy z samych rzutów karnych. Stało się tak w starciu z Górnikiem Zabrze. Poza nim udało się to jeszcze także Kamilowi Drygasowi (Pogoń Szczecin) przeciwko PGE FKS Stali Mielec i Robertowi Pichowi (Śląsk Wrocław) przeciwko Wiśle Płock. Ci dwaj ostatni zawodnicy są także w ścisłej czołówce najlepszych snajperów sezonu z "jedenastek". Od dwójki liderów oddziela ich jeszcze jednak Karol Angielski (Radomiak Radom) z czterema golami na koncie. Trzykrotnie trafiał także Ivan Lopez (Raków Częstochowa). Dla odmiany tylko Filip Starzyński ze wszystkich 29 egzekutorów w trwającym sezonie więcej niż raz zmarnował rzut karny.
Grzegorz Tomasiewicz w ogóle jeszcze nigdy nie przytrafiła się pomyłka z 11 metrów w najwyższej polskiej lidze. A przecież pierwszą próbę miał pozornie najtrudniejszą z możliwych - w starciu z Arturem Borucem. Pozornie, bo wbrew obiegowej opinii tylko raz udało mu się uchronić swoją drużynę od takiej straty (Igor Gołaszewski z Polonii Warszawa). Pomocnik mielczan wytrzymał próbę nerwów i pokonał renomowanego golkipera. Później jednak już w sezonie 2020/2021 nie podchodził do "wapna". Dopiero w tej edycji został etatowym wykonawcą. Na jego koncie znajduje się więc sześć prób, z których każda zakończyła się powodzeniem. Ze wszystkich piłkarzy zgłoszonych do rozgrywek 2021/2022, z przynajmniej tak dużą liczbą egzekwowanych "jedenastek" ani razu nie pomylili się jeszcze tylko: Petr Schwarz (9, w tym trzy dublety), Jesus Jimenez, Jakub Błaszczykowski, a także - niefortunny strzelec z meczu Ligi Europy przeciwko Spartakowi Moskwa - Tomas Pekhart (wszyscy 8/8).
Pod względem najdłuższej serii wykorzystanych "jedenastek" przoduje teraz natomiast napastnik Lechii Gdańsk - Flavio Paixao (10 z rzędu). Tomasiewicz jest natomiast szósty ex aequo z Kamilem Drygasem z Pogoni Szczecin. Od lidera oddziela go wspomniany kwartet Schwarz/Jimenez/Błaszczykowski/Pekhart. Daleko im jednak wszystkim jeszcze do niedawnych osiągnięć Filipa Starzyńskiego (15 z rzędu w latach 2019-2021 i 18 z rzędu w latach 2014-2019) albo Marcina Robaka (20 z rzędu w latach 2013-2107). Gdyby zaś zsumować wszystkie trafienia z rzutów karnych w Ekstraklasie to liderem z obecnych graczy oczywiście pozostaje - mimo wpadek z tego sezonu - Filip Starzyński (39 goli) przed Paixao (27 goli). Dwucyfrowy dorobek uzbierali poza nimi jeszcze: Mateusz Szwoch (15), Kamil Drygas (11) i drugi z liderów obecnego sezonu - Piotr Wlazło (10). Dla odmiany nigdy do "wapna" nie podeszli na przykład członkowie Klubu 300 - Tomasz Jodłowiec (382 występy) albo Jakub Rzeźniczak (336 występów), co może nie jest jeszcze aż tak dziwne, zważywszy na ich defensywne usposobienie, ale też w gronie tym znajduje się autor ponad 60 goli w najwyższej lidze - Maciej Jankowski (301 występów)!
SKUTECZNOŚĆ Z RZUTÓW KARNYCH W EKSTRAKLASIE WYBRANYCH PIŁKARZY:
EKSTRAKLASOWA ZASADA PARETA
Grzegorz Tomasiewicz i Piotr Wlazło to główne filary świetnego wyniku drużynowego swoich klubów. Bowiem to właśnie PGE FKS Stal Mielec i Bruk-Bet Termalica Nieciecza przodują w liczbie goli strzelonych z jedenastek. Biało-Niebiescy trafili już sześć razy z "jedenastek". Słonie ustępują im zaś jednym trafieniem uzyskanym w ten sposób. Drugie miejsce podium dzielą jednak jeszcze z Rakowem Częstochowa oraz Pogonią Szczecin. Dwaj piątkowi przeciwnicy wraz z ekipą spod Jasnej Góry także najczęściej są wynagradzani przez arbitrów szansą na pokonanie golkipera z "wapna". Wszystkie te trzy drużyny podchodziły już po siedem razy do rzutów karnych. W przeliczeniu na czas gry oznacza to, że mielczanie mają taką okazję co 218,6 minuty, a dwaj pozostali rywale z czołówki - z racji jednego spotkania mniej - co 205,8 minuty. Jeśli utrzymają taką średnią to do końca rozgrywek będą mieć na koncie po około 14-15 prób z "wapna". W ogóle w tym sezonie Ekstraklasa zbliża się do zasady Pareta znanej z ekonomii. Wedle niej 20% badanych obiektów związanych jest z 80% pewnych zasobów. Obecnie 33,3% drużyn (Bruk-Bet Termalica Nieciecza, PGE FKS Stal Mielec, Raków Częstochowa, Radomiak Radom, Pogoń Szczecin i Śląsk Wrocław) ma w posiadaniu 69% wszystkich trafień z rzutów karnych i 63,6% wykonywanych "jedenastek".
PGE FKS Stal Mielec i Bruk-Bet Termalica Nieciecza jednak w pewnym aspekcie dość mocno odcinają się od Rakowa, czy innych przeciwników znajdujących się w czołówce najlepszych egzekutorów rzutów karnych. To właśnie u nich te trafienia z "wapna" stanowią bowiem największą część ogólnego dorobku bramkowego. U obu tych drużyn bramki z rzutów karnych wniosły po 25% do całego rezultatu. Żaden z pozostałych zespołów nie przekroczył progu 20%. Najbliżej znalazł się Radomiak Radom z 19%.
Obecnie najdłuższą serię wykorzystanych prób z tego stałego fragmentu gry na swym koncie posiada Pogoń Szczecin (13 z rzędu) przed Legią Warszawa (10 z rzędu) oraz ex aequo Śląskiem Wrocław i Górnikiem Zabrze (po 8 z rzędu). Najdłużej na trafienie z jedenastu metrów czeka zaś Warta Poznań. Zieloni zmarnowali aż 5 z 6 ostatnich rzutów karnych w Ekstraklasie (wliczając w to pobyt na najwyższym szczeblu jeszcze z edycji 1994/1995). Obecnie gola z "jedenastki" nie przyniosło im aż 26 kolejnych spotkań w elicie. Najdłużej na szansę wykonywania rzutu karnego czekają zaś Wisła Kraków (16 meczów z rzędu) i Górnik Zabrze (14 meczów z rzędu).