

Przed meczem Lech Poznań – Sandecja Nowy Sącz w 1. kolejce sezonu 2017/18 klub gospodarzy miał prawie 145 tysięcy minut rozegranych w Ekstraklasie, 7 mistrzowskich tytułów, 646 zwycięstw w ligowych potyczkach. Goście czekali na swą pierwszą sekundę, pierwszy kontakt z piłką, pote
Sandecji Nowy Sącz spłata frycowego zajęła trzy kolejki. Przez ten czas zawodnikom spod beskidzkich wierchów ani razu nie udało się pokonać bramkarzy rywali. Dopiero w swym czwartym meczu drużyna Radosława Mroczkowskiego zdobyła pierwszą bramkę w Ekstraklasie.
Autorem tego historycznego trafienia został Bułgar Aleksandyr Kolew. Sandecja w ten sposób jest już trzecią drużyną w Ekstraklasie z rzędu dla której pierwszą zdobycz na tym poziomie rozgrywkowym zapewnił obcokrajowiec. W 2015 roku premierowego gola Bruk-Betowi Termalice Nieciecza dał strzał Słowaka Pavola Stano. Cztery lata wcześniej podobnym wyczynem dla Podbeskidzia Bielsko-Biała popisał się jego rodak Robert Demjan - jeden z pięciu zawodników na liście zdobywców pierwszych bramek dla drużyn w lidze, który ma na koncie też tytuł króla strzelców. Oprócz tego słowacko-bułgarskiego tercetu w gronie autorów premierowych trafień zespołów Ekstraklasy znajduje się jeszcze 82 Polaków. Ostatnim z nich był Krzysztof Kukulski w barwach Piasta Gliwice w 2008 roku.
Nikt nie strzelił pierwszych goli w Ekstraklasie dla dwóch różnych drużyn. Za to dwaj zawodnicy, Wacław Kuchar oraz Zygmunt Steuermann zaliczali premierowe trafienia dla swoich zespołów... po dwa razy. Ich kluby, odpowiednio: Pogoń Lwów i Hasmonea Lwów, debiutowały w Ekstraklasie w bezpośrednim starciu w 1. kolejce sezonu 1927. Obaj napastnicy wpisali się wtedy na listę strzelców, otwierając dorobek tych drużyn na najwyższym poziomie rozgrywkowym.
Kilka tygodni potem jednak okazało się, że zarówno w jednej, jak i drugiej ekipie znaleźli się nieuprawnieni zawodnicy (Karol Prass, Breindel Seidel). Władze ligi zdecydowały się więc anulować to spotkanie. Strzelone przez nich gole przestały się zatem liczyć do formalnego dorobku. Zrządzeniem losu w następnych meczach swych zespołów znów Kuchar oraz Steuermann trafili jako pierwsi. Dzięki temu już oficjalnie „powrócili” na listę.

Bruk-Bet Termalica Nieciecza przed dwoma laty na swego pierwszego gola w Ekstraklasie czekała 285 minut. Sandecja Nowy Sącz przebiła ten wynik. Jej debiutanckie trafienie na najwyższym poziomie rozgrywkowym przyszło dopiero po 295 minutach. Biało-Czarni byli nawet bliscy wyrównania najgorszego wyniku wśród drużyn rozpoczynających swą przygodę z ligą w XXI wieku.
„Rekord” ten pozostał jednak w rękach RKS Radomsko. Od pierwszego gwizdka usłyszanego przez tę ekipę w najwyższej lidze do dźwięku obwieszczającego premierowe trafienie minęło równo pięć godzin gry. Zawodnicy spod Łodzi oczekiwanie mogli zakończyć jednak dużo wcześniej. W doliczonym czasie pierwszego starcia radomszczan w elicie rzutu karnego nie wykorzystał jednak Mirosław Kalita. W całej historii ligi pozycję lidera tej niechlubnej klasyfikacji dzierży zaś GKS Jastrzębie. Aż 568 minut zajęło zawodnikom tego śląskiego klubu strzelenie swego pierwszego gola w Ekstraklasie.
Na przeciwległym krańcu znajduje się pod tym względem Zawisza Bydgoszcz. Pierwszy gol dla tej drużyny w Ekstraklasie padł zaledwie w 3. minucie debiutanckiego spotkania. Jego autorem nie był jednak żaden z zawodników drużyny nazwanej imieniem słynnego rycerza, ale obrońca przeciwników, Odry Opole, Henryk Brejza, który zaskoczył własnego golkipera. Niewiele dłużej zajęło to w 1927 roku Czarnym Lwów, gdzie po niecałych 240 sekundach od debiutu drużyny trafił Władysław Sawka. Na trzecim miejscu pod tym względem plasuje się Amica Wronki u której licznik zatrzymał się na pięciu minutach dzięki skutecznemu strzałowi Mariusza Tomzińskiego.
Osobliwy przypadek stanowi Siarka Tarnobrzeg. Siarkowcy mieli zadebiutować w Ekstraklasie nazajutrz po tym jak reprezentacja Polski w składzie z ich zawodnikiem, Andrzejem Kobylańskim, zdobyła tytuł wicemistrzów olimpijskich. Premiera tego rozdziału w historii klubu z województwa podkarpackiego jednak się nie odbyła. Ich przeciwnicy, Olimpia Poznań, byli w fazie reorganizacji i planowej fuzji z lokalnym rywalem - Wartą. Plan ten jednak się nie powiódł, zawodnicy z Wielkopolski nie pojawili się w Tarnobrzegu, a Siarka otrzymała walkower, w związku z tym pierwsze trzy gole dopisała do swego dorobku bez gry.
W XXI wieku palmę pierwszeństwa dzierży Szczakowianka Jaworzno. Debiutant z 2002 roku na przywitanie z Ekstraklasą dostał jednego z najgorszych możliwych przeciwników – Wisłę Kraków. To jednak Szczakowianka wyszła na prowadzenie w 43. minucie dzięki Dariuszowi Kozubkowi. Chwilę potem wyrównał Maciej Żurawski, lecz więcej goli już nie padło i jaworznianie w debiucie osiągnęli remis z wicemistrzami Polski.
W XXI wieku z debiutantów udało się wygrać w swym premierowym meczu w Ekstraklasie jedynie Piastowi Gliwice (2:0 z Cracovią) oraz Górnikowi Łęczna (3:1 z Wisłą Płock). Parę lat przed przełomem stuleci Polska była natomiast świadkiem jednego z najbardziej spektakularnych debiutów na tym poziomie rozgrywkowym. Od czasu gdy Garbarnia Kraków w 1929 roku w swym pierwszym spotkaniu pokonała 8:2 Klub Turystów Łódź, żadnemu zespołowi nie udało się wygrać w premierowym starciu różnicą większą niż cztery gole. Barierę tę sforsował dopiero Ruch Radzionków w 1998 roku.
Przed spotkaniem nad murawą unosił się potężny balon. Piłkarze musieli zaś przejść bolesną próbę powitania w lidze przeprowadzoną przez Tomasza Jagodzińskiego, oddelegowanego przez PZPN do wręczenia radzionkowianom pucharu za awans. Działacz słynął z żelaznego uśisku dłoni i po gratulacjach niektórym zawodnikom Cidrów podobno rzeczywiście spuchły dłonie. Jeszcze większy ból czekał jednak ich przeciwników półtorej godziny później.
Na pierwszego gola zawodnicy z miasteczka pod Tarnowskimi Górami czekali ledwie trzynaście minut. W ciągu drugiego kwadransa gry trafili jeszcze trzy razy. Pod koniec meczu rywali dobił zaś niedawny trener Ruchu Chorzów – Tomasz Fornalik. Ostatecznie skończyło się więc na wyniku 5:0.
Zespół nazywany Cidrami z niewielkiego, 16-tysięcznego Radzionkowa, zadziwił Polskę już samym rozmiarem zwycięstwa. Stopień osłupienia podniosła jednak jeszcze marka przeciwnika. Upokorzonym rywalem w debiucie Ruchu była bowiem drużyna, która ledwie rok wcześniej świętowała mistrzostwo i grała w Lidze Mistrzów – słynny Widzew Łódź w składzie między innymi z Andrijem Michalczukiem, Tomaszem Łapińskim, Radosławem Michalskim, Piotrem Szarpakiem, czy młodym Arturem Wichniarkiem. To jednak okazało się za mało na zdeterminowaną ekipę Andrzeja Płatka. Filarami tego zespołu byli: Czesław Wrześniewski, który liczył już w tym czasie blisko 39 lat, dwa lata młodszy Marian „Ecik” Janoszka, czy Józef Żymańczyk, obchodzący w dniu pierwszego meczu swej drużyny w Ekstraklasie 33. urodziny. Ligowy debiutant otoczył się więc ligowymi wyjadaczami.
Do dziś tę metodę stosują trenerzy w Ekstraklasie. W XXI stuleciu rocznikowo średnią wieku poniżej 27 lat w swym pierwszym meczu osiągnęły tylko Szczakowianka Jaworzno (26,2), Świt Nowy Dwór Mazowiecki (25,9) oraz Korona Kielce (25,6). Na przeciwnym krańcu znajduje się Podbeskidzie Bielsko-Biała z wynikiem 30,1. Sandecja Nowy Sącz rozpoczęła swój Ekstraklasowy rozdział z wynikiem 28,6, co okazało się najniższym rezultatem wśród debiutantów od czasu Korony Kielce.

- Nie marzyłem o takim debiucie - przyznawał Płatek - Liczyłem na remis, chociaż brałem pod uwagę, że możemy sprawić niespodziankę. Zespół Widzewa podszedł do tego meczu lekceważąco, myśląc że Ruch to chłopcy do bicia.
- Mogliśmy przegrać, ale nie w takim stylu. - twierdził z kolei trener Widzewa, Andrzej Pyrdoł - W najgorszym scenariuszu nie przewidywałem takiej kompromitacji...
Po „pierwszym zwycięstwie” kolejny stopień wtajemniczenia stanowi „pierwsze utrzymanie”. Czterech poprzednich debiutantów (Bruk-Bet Termalica, Podbeskidzie Bielsko-Biała, Piast Gliwice, Korona Kielce) zdołało zachować ligowy byt po powitalnym sezonie w Ekstraklasie. Nie zawsze jednak fortuna była tak wspaniałomyślna dla „pierwszoroczniaków”. Aż 26 z 85 drużyn (30,5%) zakończyło swoje pierwsze rozgrywki na tym poziomie spadkiem. Z tego połowa nigdy już nie powróciła do elity.
Oprócz pierwszego sezonu w historii rozgrywanego w systemie ligowym, tylko raz było natomiast blisko, aby debiutant zakończył sezon na pierwszym miejscu w tabeli. W 1929 roku Garbarnia Kraków zgromadziła najwięcej punktów w czasie rozgrywek. Trzy tygodnie po zakończeniu zmagań PZPN zdecydował jednak o walkowerze w meczu Warty Poznań z Klubem Turystów Łódź. Dzięki tym punktom, to właśnie zespół z Wielkopolski wyprzedził Krakowian w tabeli. Garbarnia skończyła z wicemistrzostwem. Z kolejnych debiutantów jej wyczyn powtórzyli tylko: AKS Chorzów (1937) i Zagłębie Sosnowiec (1955). Na podium ponadto zakończyła jeszcze tylko Odra Wodzisław Śląski w edycji 1996/97.
Na rozdrożu tych dróg stoi dziś Sandecja. Po pierwszych pięciu meczach plasuje się na 11. miejscu z dorobkiem pięciu punktów. Gdzie podąży? To zależy, jak dobrze ustawi swój azymut na kolejne gole…
Wojciech Bajak
fot. 400mm.pl