

Skuteczność przy rzutach karnych w sezonie 2021/2022 PKO Bank Polski Ekstraklasy była bliska statystycznej wartości goli oczekiwanych. Jak radzili sobie zawodnicy z tym elementem oraz innymi stałymi fragmentami gry? Czy warto próbować strzałów spoza pola karnego?
Według współczynnika goli oczekiwanych szanse na strzelenie gola, po tym jak sędzia wskaże na "wapno", wynoszą około 78,84%. To 42. pozycja pod względem najlepszych sytuacji stworzonych sobie przez w edycji 2021/2022. Ten sezon niemalże przyszedł w sukurs zwolennikom tej metody wyliczania dogodności okazji. Zawodnicy klubów PKO Bank Polski Ekstraklasy wykorzystali bowiem 77 ze 102 rzutów karnych, wobec czego osiągnęli skuteczność na poziomie 75,5%. To wynik bardzo podobny do wypracowanego w poprzedniej edycji (76%). Arbitrzy dyktowali w tej kampanii "jedenastki" średnio raz na 270 minut, czyli mniej więcej co trzy spotkania. Sędziowie zastosowali tę karę w 82 spotkaniach, co stanowi około 27% rozegranych. W żadnym z nich nie zdarzyło się to więcej niż dwa razy. Średnio każdy klub miał 5,67 takich prób.
Najczęściej zdarzało się to w potyczkach z udziałem Bruk-Betu Termalica Nieciecza. Ich spotkania przyniosły przeszło 20,5% wszystkich "jedenastek" (21 z 102)! Właśnie Słonie najczęściej miały również okazję podchodzić do "wapna". Arbitrzy dali im tę szansę aż trzynaście razy, czyli przeciętnie raz na 235,4 minuty. Dwukrotnie średnią ligową przewyższyli jeszcze gracze Rakowa z 12 wykonywanymi rzutami karnymi. Dwucyfrowy wynik uzyskały jeszcze: Radomiak Radom oraz PGE FKS Stal Mielec. Do tego kwartetu w sumie należy zatem aż 45,1% wszystkich wykonywanych rzutów karnych. Na przeciwnym krańcu znalazły się Górnik Zabrze i Legi Warszawa, które tylko raz miały okazję na podbicie swej zdobyczy bramkowej w ten sposób.




Sześć klubów strzeliło więcej goli z rzutów karnych, niż same zainkasowały. Grono to tworzą: Bruk-Bet Termalica Nieciecza, PGE FKS Stal Mielec, Pogoń Szczecin, Radomiak Radom, Raków Częstochowa i KGHM Zagłębie Lubin. Najkorzystniejszy bilans wśród nich między bramkami zdobytymi, a straconymi z "jedenastek" ma ekipa Marka Papszuna (+7). Tylko dwie drużyny z kolei częściej pudłowały niż trafiały w ten sposób. Takie niechlubne osiągnięcie znajduje się na koncie Cracovii (1-2) i Warty Poznań (2-3). Warciarze dopiero w 31. kolejce zakończyli serie: 39 meczów z rzędu bez gola z "jedenastki" i 5 kolejnych zmarnowanych prób w tym elemencie. Najdłużej na szansę podejście do "wapna" czeka natomiast Górnik Zabrze. Za nim 32 mecze, gdy sędziowie nie dali mu takiej okazji.

Średni współczynnik gola oczekiwanego przy bramkach zdobywanych po strzałach zza "szesnastki" wynosi 0,06. Mimo tego gole strzelone w ten sposób zajęły większą część puli bramkowej niż wynikałoby to z nikłych szans powodzenia. Mniej więcej 13% całego tortu należy właśnie do trafień z dystansu (106 z 818). Udział goli strzelonych bezpośrednio z rzutów wolnych jest jednak znacznie mniejszy. Drużynom tylko szesnaście razy udało się zmieścić piłkę w sieci w ten sposób. Tu nawet współczynnik gola oczekiwanego był nawet nieco wyższy od standardowego strzału zza "szesnastki", bo wynosił 0,07.
Zdecydowanie najlepiej wypadły pod tym względem ekipy Rakowa Częstochowa oraz Lechii Gdańsk. W obu ekipach zawodnicy zdołali po trzy razy umieścić strzały w bramce bezpośrednio z rzutów wolnych. W sumie jednak mniejszość zespołów zdołała w ten sposób zdobyć przynajmniej jedną bramkę. Takie osiągnięcie znalazło się na koncie zaledwie siedmiu zespołów. Częściej udawało się to zawodnikom prawo- niż lewonożnym (9-7).

W tej edycji doszło także do tak rzadkiego wydarzenia, jak gol... bezpośrednio z rzutu rożnego. W ślady Kazimierza Deyny przeciwko Portugalii, czy Kazimierza Kmiecika z Argentyną poszedł Krystian Getinger z PGE FKS Stali Mielec. W ten niebanalny sposób pokonał Richarda Strebingera z Legii Warszawa. Według współczynnika goli oczekiwanych miał na to zaledwie 2,5% szansy. O wiele częściej kornery służyły jednak jako narzędzie asyst. Łącznie w tym sezonie rozegrano 3224 takich stałych fragmentów gry. Średnio więc zdarzały się raz na 8,5 minuty gry.
To kolejna kategoria, w której drużynowo wygrał Lech Poznań. Zawodnicy Kolejorza centrowali piłkę z narożnika 232 razy, czyli średnio co 13,2 minuty gry. Najrzadziej do takich szans byli natomiast dopuszczani rywale Rakowa Częstochowa. Wicemistrzowie Polski dopuścili ich tylko do 127 rzutów rożnych (127, raz na 24,1 minuty). Najczęściej natomiast udawało się to konkurentom Górnika Łęczna (229 razy). Przez to bilans między kornerami Zielono-Czarnych a przeciwko nim wyniósł aż 90 okazji na minusie! W drugą stronę najlepiej wygląda dorobek Lecha Poznań (+112). Łącznie siedem klubów wykonywało częściej kornery niż czynili to ich przeciwnicy w bezpośrednich potyczkach.