

W Grupie B, potocznie zwanej "spadkową", najważniejsze rozstrzygnięcie już zapadło. Znany jest bowiem tercet drużyn, które po tym sezonie zostaną zdegradowane. Czy to oznacza, że trenerzy zespołów z dolnej połowy tabeli w końcówce rozgrywek dadzą więcej szans debiutantom i młodzi
W zeszłym sezonie trenerzy w rundzie finałowej posłali do boju w sumie siedemnastu debiutantów. Sytuacja była jednak dalece mniej sprzyjająca takim odważnym ruchom niż obecnie. Na trzy kolejki przed końcem zmagań nikt nie wyzbył się bowiem wtedy matematycznych szans na utrzymanie, a tylko najwyżej sklasyfikowany tercet w dolnej połowie tabeli prolongował swą obecność w elicie. Dziś wiadomo już z kolei, że PKO Bank Polski Ekstraklasę po finiszujących rozgrywkach opuszczą ŁKS Łódź, Korona Kielce i Arka Gdynia. Pięć pozostałych drużyn z Grupy B będzie rywalizowało zaś o podział miejsc 9.-13. Trudno sobie wyobrazić lepszy poligon doświadczalny dla "otrzaskania się" z atmosferą rozgrywek najwyższego szczebla przez niedoświadczoną młodzież.
LECH ŚWIECI PRZYKŁADEM
Zdaje się, że w tym kierunku podążają też myśli trenerów, bo trzy ostatnie kolejki były rekordowe pod względem liczby młodzieżowców w składach zespołów PKO Bank Polski Ekstraklasy. W 32. serii spotkań szkoleniowcy posłali w bój czterdziestu czterech piłkarzy z tym statusem, w następnej odsłonie - czterdziestu siedmiu, w miniony weekend zaś - czterdziestu pięciu. Kroi się więc poważna szansa nawet na pół setki takich graczy w jednej kolejce. Co oznaczałoby, że minimum 22,3% piłkarzy na placu boju będzie młodzieżowcami. Dotychczasowy rekord wynosi 21,3%. Do osiągnięcia bariery 25% potrzeba zaś 56 młodzieżowców wystawionych przez trenerów.
W fazie zasadniczej próżno było o takie zaufanie do graczy wkraczających w dorosły futbol. Rekord tej części zmagań wyniósł bowiem czterdziestu dwóch zawodników urodzonych w 1998 roku lub młodszych. Średnio natomiast trenerzy w tym okresie wystawiali 35,5 młodzieżowców w jednej kolejce, w rundzie finałowej ten współczynnik wzrósł do 43,5! Oznacza to, że przeciętnie w jednej serii spotkań na boisku przebywa więcej o ośmiu Polaków, liczących maksymalnie 22 lata. To tak jakby w połowie klubów PKO Bank Polski Ekstraklasy grał dodatkowy jeden piłkarz z tym statusem.
Standardowo przoduje w tej klasyfikacji pozostający w grze o najwyższe stawki Lech Poznań. W żadnej z kolejek w trakcie trwającej rundy finałowej liczba młodzieżowców w jego składzie nie spadła poniżej pięciu. W szczytowym momencie sięgnęła zaś siedmiu graczy. Stało się tak w ostatnim starciu przeciwko Legii Warszawa, gdy trener Dariusz Żuraw posłał w bój Kamila Jóźwiaka, Roberta Gumnego (obaj rocznik 1998), Tymoteusza Puchacza, Jakuba Modera (obaj 1999), Filipa Szymczaka, Filipa Marchwińskiego i Jakuba Kamińskiego (wszyscy - 2002). Efekt? Dwa gole i asysta piłkarzy z tej grupy wiekowej w rywalizacji z Wojskowymi. Lech Poznań to jednak już uznana marka w dziedzinie stawiania na młodzieżowców. Kilku z tego grona od paru miesięcy odgrywa kluczowe role w taktyce Dariusza Żurawia. Właśnie dla Kolejorza gracze z takim statusem strzelili choćby najwięcej goli w bieżących rozgrywkach (23). Najwięcej spośród nich wpisało się na listę strzelców (6). A w 18 z 34 spotkań minimum jeden młodzieżowiec poznańskiej ekipy trafiał do siatki przeciwników. Te liczby wynoszą poznański zespół zdecydowanie ponad resztę stawki.

Trener Dariusz Żuraw także w decydujących fragmentach sezonu nie boi postawić się na liczne grono młodzieżowców. Na zdjęciu: Tymoteusz Puchacz (1999), Kamil Jóźwiak (1998) i Jakub Kamiński (2002).
ZOSTAŁ JEDEN
Ale wyraźnie drgnęły też młodzieżowe wskaźniki i w ekipach z dolnej połowy tabeli. Beneficjentami wczesnego utrzymania Rakowa Częstochowa oraz Górnika Zabrze zostali właśnie choćby młodzi piłkarze tej dwójki klubów. Marcin Brosz puścił bowiem w ostatni poniedziałek do boju premierowo w najwyższej polskiej lidze Aleksandra Paluszka. Dzięki temu obrońca z rocznika 2001 stał się zarazem pierwszym piłkarzem zabrzan, urodzonym już w XXI wieku. W ten sposób już we wszystkich zespołach grających w trwającej edycji zmagań wystąpił piłkarz z datą narodzin osadzoną w bieżącym stuleciu.
Marek Papszun postawił z kolei przed tygodniem na Mateusza Kaczmarka urodzonego zaledwie przed siedemnastu laty. W ten sposób pomocnik ten został najmłodszym piłkarzem w historii, który w barwach Rakowa zagrał w najwyższej polskiej lidze (17 lat 4 miesiące 2 dni). Wyprzedził on pod tym względem Jacka Magierę (18 lat 2 miesiące 17 dni), Grzegorza Cyrulińskiego (18 lat 3 miesiące 18 dni) i Tomasza Więckowskiego (18 lat 4 miesiące 5 dni). Wszyscy trzej swoje debiuty w elicie zaliczyli co najmniej na osiem lat przed narodzinami swojego następcy na pozycji lidera w tej kategorii.
Zresztą trener częstochowian, kiedy tylko zbliżył się do matematycznego utrzymania regularnie odświeżał skład w porównaniu z fazą zasadniczą. W trzech z czterech kolejek rundy finałowej dawał on szansę debiutu jednemu z młodzieżowców. Przed Kaczmarkiem pierwsze ekstraklasowe szlify zaliczyli bowiem: Ben Lederman (posiada także polski paszport i do rozgrywek został zgłosozny jako Polak) - w 31. serii spotkań z Wisłą Kraków i Jakub Bator - w 32. serii spotkań z Koroną Kielce. Doszło przez to do tego, że w kadrze Rakowa jedynym graczem bez debiutu w elicie jest już tylko trzeci golkiper - Kacper Trelowski (2003)! W sumie zaś od początku rozgrywek szanse premierowych występów dostało ośmiu piłkarzy z tym statusem, co jest najwyższym rezultatem w stawce.
ZAWODNICY, KTÓRZY ZADEBIUTOWALI W EKSTRAKLASIE W RUNDZIE FINAŁOWEJ 2019/2020
| Imię i nazwisko | Klub | Rocznik | Kolejka |
| Jakub Kałuziński | Lechia Gdańsk | 2002 | 31. |
| Ben Lederman | Raków Częstochowa | 2000 | 31. |
| Marcin Staniszewski | Arka Gdynia | 1997 | 31. |
| Jakub Bator | Raków Częstochowa | 2000 | 32. |
| Jakub Górski | Korona Kielce | 2002 | 32. |
| Dawid Arndt | ŁKS Łódź | 2001 | 33. |
| Kacper Smoliński | Pogoń Szczecin | 2001 | 33. |
| Mateusz Kaczmarek | Raków Częstochowa | 2003 | 34. |
| Wojciech Muzyk | Legia Warszawa | 1998 | 34. |
| Aleksander Paluszek | Górnik Zabrze | 2001 | 34. |
JAK PUCHACZ I DZICZEK
Od początku trwania fazy finałowej w tym sezonie swoje premierowe spotkania w Ekstraklasie rozegrało zaś łącznie dziesięciu zawodników. Wśród nich jedynie Marcin Staniszewski z Arki Gdynia (rocznik 1997) był poza wiekiem młodzieżowca. W tej grupie siedmiu broni barw ekip z dolnej połowy tabeli. Z uwagi na stan tabeli wiele wskazuje, że rejestr ten napęcznieje w ciągu najbliższych trzech kolejek. Obecnie w kadrach drużyn z Grupy B jest dwudziestu ośmiu młodzieżowców bez debiutu w elicie. Najwięcej w KGHM Zagłębiu Lubin (8) i Koronie Kielce (5). I wciąż dochodzą nowi. Choćby od początku lipca uprawnienia nabyło już dwóch nowych piłkarzy.
Do tego dochodzi równie pokaźna grupa zawodników przed premierowym występem w skłądach ekip z Grupy A, ale tu sytuacja jest trudniejsza - trzy zespoły walczą o mistrzostwo Polski, siedem zespołów liczy się zaś w walce o podział miejsc na podium. Nawet ósma Pogoń Szczecin ma zaś w najbardziej optymistycznym scenariuszu szansę na grę w Lidze Europy. W takich przypadkach szkoleniowcy dużo rzadziej dają jednak możliwość występu "świeżakom".
W zeszłym sezonie ta faza rozgrywek przyniosła debiuty siedemnastu graczy. Wśród nich dwóch pierwszych zawodników w najwyższej polskiej lidze przed szesnastymi urodzinami od dwudziestu siedmiu lat - Daniela Hoyo-Kowalskiego i Kacpra Kozłowskiego. Trener Maciej Stolarczyk z Wisły Kraków ponadto dał też w tym okresie szansę premierowego występu w elicie Aleksandrowi Buksie. Dziś chyba nikt nie żałuje tego wyboru. Siedemnastolatek obecnie jest bowiem jednym z najmłodszych piłkarzy w historii rozgrywek z czterema golami na koncie. Wcześniej w tej fazie z Ekstraklasą "otrzaskiwali się" zaś także między innymi: Bartłomiej Dragowski (debiut w lidze - 36. kolejka 2013/2014), Patryk Dziczek (37. kolejka 2014/2015) albo Tymoteusz Puchacz (32. kolejka 2016/2017). Może teraz w przepastnych składach drużyn PKO Bank Polski Ekstraklasy czają się ich następcy?

Bartłomiejowi Drągowskiemu w Ekstraklasie dał zadebiutować w 2014 roku Michał Probierz. Bramkarz nie miał wtedy jeszcze skończonych 17 lat.