

Wojciech Stawowy zadebiutował w Ekstraklasie już w lipcu 2004 roku. Ze wszystkich obecnych szkoleniowców tego szczebla wyprzedził go pod tym względem wyłącznie Waldemar Fornalik. Były selekcjoner oraz Vitezslav Lavicka są także jedynymi starszymi trenerami od nowego opiekuna ŁKS Łódź. Gdy ten zaczynał swoją przygodę z elitą, większość z jego aktualnych kolegów po fachu grała jeszcze wyczynowo w piłkę. I to nie tylko Radosław Sobolewski, czy Krzysztof Sobieraj (prowadzony zresztą swego czasu w Arce Gdynia przez Stawowego), którzy kariery pokończyli w ostatnich latach. W Ekstraklasie rywalizowali wtedy bowiem nawet jeszcze Piotr Stokowiec (Polonia Warszawa) oraz Michał Probierz (Pogoń Szczecin).
Pomimo tego spóźnionego startu, względem obecnego szkoleniowca ŁKS Łódź, obaj dawno prześcignęli już Stawowego w liczbie spotkań w roli trenerów rozgrywkach najwyższego szczebla w Polsce. Nowy sternik plasuje się aktualnie dopiero na piątej pozycji w tym rankingu. Oprócz tego duetu, plasuje się bowiem jeszcze za Marcinem Broszem i Waldemarem Fornalikiem. Dekadę temu nie zapowiadało się na taką konfigurację klasyfikacji najbardziej doświadczonych trenerów w Ekstraklasi. Wszak gdyby obie strony - Wojciech Stawowy i Cracovia - dotrzymały warunków kontraktu podpisanego w 2006 roku, to w tym momencie na jego koncie znajdowałoby się już grubo ponad 300 spotkań...
POLSKI FERGUSON
Krzysztof Radwański był jednym z pierwszych zawodników z trzycyfrową liczbą meczów w barwach Cracovii w Ekstraklasie w obecnym stuleciu. On akurat Wojciecha Stawowego znał znakomicie. Zetknęli się bowiem już pod koniec XX wieku w Proszowiance Proszowice na trzecim szczeblu rozgrywkowym. Potem szkoleniowiec ściągnął go także do klubu z ulicy Kałuży. Nic zatem dziwnego, iż to właśnie boczny defensor został w styczniu 2016 roku zagadnięty przez dziennikarzy o nowy kontrakt swego trenera. Piłkarze z rzadka komentują takie sprawy publicznie, ale termin zakończenia umowy, był tak wyjątkowy, że rzeczywiście prosił się o wypowiedzi przedstawicieli drużyny. Współpraca między szkoleniowcem, a Cracovią została bowiem prolongowana aż na... dziesięć lat! - O jejku, to my już przestaniemy grać, a trener dalej będzie tutaj pracował... - stwierdził na wieść o tym niezwykłym wydarzeniu w polskim futbolu autentycznie podekscytowany obrońca, cytowany przez portal Kraków NaszeMiasto.pl.
Taka długość kontraktu jednak w sumie nikogo nie dziwiła. Od lata 2002 roku Pasy pod wodzą szkoleniowca szły jak burza. Sezon 2002/2003 przyniósł im awans na zaplecze Ekstraklasy. Kolejna edycja dała zaś promocję do najwyższej ligi, gdzie Cracovii nie było już od dwóch dekad! Znakiem rozpoznawczym tej ekipy stała się ofensywna gra. Jeszcze na trzecim szczeblu zawodnicy tego zespołu strzelili rywalom aż 87 goli (średnio 2,72/mecz), co było najlepszym dorobkiem wsród wszystkich 65 uczestników zmagań podzielonych na cztery grupy. W swoim debiucie trenerskim w elicie Stawowy mógł zaś patrzeć jak Pasy wbiły aż pięć goli na wyjeździe KGHM Zagłębiu Lubin.

Wojciech Stawowy w styczniu 2006 roku podpisał dziesięcioletni kontrakt z Cracovią
Rozgrywki ostatecznie zakończyli na piątym miejscu, czyli najwyższym od... 1952 roku! Jeszcze na kilkanaście sekund przed ostatnim meczem kampanii była nawet na miejscu premiowanym awansem do Pucharu UEFA. Gol Dawida Banaczka z Amiki Wronki w doliczonym czasie gry, jednak zepchnął ich pozycję niżej kosztem Wisły Płock. Na półmetku kolejnego sezonu znajdowali się zaś na najniższym stopniu podium. Dzięki znakomitym rezultatom Wojciech Stawowy otrzymał nawet nominację do tytułu Trenera Roku 2004 w plebiscycie Piłkarskie Oscary obok Henryka Kasperczaka (mistrzostwo Polski z Wisłą Kraków) i Pawła Janasa (reprezentacja Polski)!
- Chcę być polskim Fergusonem - mówił z pełnym przekonaniem w czasie tej słynnej konferencji na której ogłoszono przedłużenie jego kontraktu o dziesięć lat. Już wtedy był trenerem z najdłuższym stażem wśród ówczesnych kolegów po fachu w klubach Ekstraklasy. W Cracovii pracował wówczas od 3,5 roku, co dawało mu przewagę ponad 400 dni nad następnym w stawce Czesławem Michniewiczem (wtedy: Lech Poznań). Dotychczasowy rekord wśród zespołów najwyższego szczebla nawet się nie umywał zaś do okresu współpracy przewidzianego w świeżo parafowanej umowie Wojciecha Stawowego z Pasami. Ambitne plany uległy zniszczeniu jednak już... kilkanaście dni później. Wskutek nieporozumień z zarządem trener odszedł bowiem z Cracovii jeszcze przed pierwszym wiosennym spotkaniem. Radwański rację miał więc połowicznie. W styczniu 2016 roku, czyli dokładnie dekadę od podpisania tej umowy rzeczywiście w składzie nie było już żadnego z zawodników obecnych. Ale nie było też już od dawna Stawowego.
ZDECYDOWANY NA PRZYTUŁĘ
Choć w sumie znów nie od takiego "dawna". Szkoleniowiec wrócił bowiem do Cracovii w 2012 roku. Pasy akurat zostały zdegradowane do 1. Ligi. I tak jak blisko dekadę wcześniej Stawowemu udało się wywalczyć awans do najwyższej ligi po zaledwie jednym sezonie gry na zapleczu. Dzięki temu zapisał na swym trenerskim koncie zatem trzecią promocję z Pasami. Tym razem jednak jego pobyt przy ulicy Kałuży był znacznie krótszy od poprzedniego. Na cztery kolejki przed końcem pierwszych rozgrywek po powrocie do elity znów znalazł się na bezrobociu. Pożegnanie przypieczętowała porażka u siebie 1:5 z Piastem Gliwice 10 maja 2014 roku. Był to jak dotąd jego ostatni mecz w elicie. Historia zatoczyła... "piątkowe" koło. Swą przygodę z Ekstraklasą zaczynał on bowiem od wbicia pięciu goli pierwszemu rywalowi, kończył zaś, kiedy jego zespół zainkasował dokładnie taką liczbę bramek od konkurenta. W dodatku trener przeciwników, nieżyjący już Angel Perez Garcia, akurat tego dnia debiutował na najwyższym szczeblu rozgrywkowym!
Między tymi dwoma okresami pracy w Cracovii, Wojciech Stawowy prowadził jeszcze w elicie Arkę Gdynia. I tu wprowadził ofensywny styl gry. Na przełomie kwietnia i maja 2007 roku zawodnicy z Trójmiasta pod jego wodzą zaliczyli serię trzech spotkań w których zawsze padało aż sześć bramek, z tego dwa udało się wygrać 4:2 i 5:1. W pierwszym sezonie po barażach - specjalnie na nie krakowski szkoleniowiec został zresztą zatrudniony - uratował Arkowcom Ekstraklasę. W następnej edycji drużyna ta zajęła jedenaste miejsce i to z przewagą siedemnastu punktów nad strefą spadkową, ale spotkała ją karna degradacja.
W dniu przejęcia ŁKS Łódź jego dorobek wynosi 106 spotkań w roli trenera w Ekstraklasie. Z tego 40 (37,7%) zakończyło się wygranymi jego zespołu, 24 (22,6%) przyniosły remisy (22,6%), a w 42 (39,7%) potyczkach musiał uznać wyższość przeciwników. Jego zawodnicy zdobyli w sumie 139 bramek. W tej klasyfikacji akurat legitymuje się ujemnym bilansem - o cztery więcej wszak stracili. Najwyższe zwycięstwa odniósł: z Arką Gdynia przeciwko Górnikowi Łęczna w maju 2007 roku (5:1); oraz z Cracovią w starciu z Wisłą Płock w listopadzie 2004 roku (4:0). Najwyższą porażkę poniósł zaś w rywalizacji z KGHM Zagłębiem Lubin w kwietniu 2007 roku (0:6).
Łącznie do składu w meczach najwyższej polskiej ligi Wojciech Stawowy wstawił 77 zawodników, z tego 23 zadebiutowało pod jego wodzą w Ekstraklasie. Wśród nich między innymi uczestnik mundialu 2006 - Piotr Giza, czy rewelacja EURO 2016 - Bartosz Kapustka. Najczęściej do drużyny w rozgrywkach najwyższego szczebla (po 43 razy) wybierał jednak dwóch Krzysztofów - Radwańskiego, a także... obecnego dyrektora sportowego ŁKS Łódź - Przytułę. Ten drugi prawie połowę swojego dorobku (48,9%) w elicie wypracował właśnie pod skrzydłami nowego trenera Rycerzy Wiosny.

Wojciech Stawowy w Ekstraklasie trenował Krzysztofa Przytułę w Cracovii i Arce Gdynia
CELUJĄC W SKOWRONKA
Tym razem to Przytuła w roli dyrektora sportowego ŁKS Łódź postawił na Wojciecha Stawowego, powierzając mu stanowisko trenera w tym zespole. Następny mecz Rycerzy Wiosny zaplanowany jest zaś na 30 maja. Przerwa szkoleniowca między dwoma kolejnymi spotkaniami w najwyższej klasie rozgrywkowej wyniesie zatem łącznie aż 6 lat i 20 dni! Między samą dymisją, a zatrudnieniem upłynęło natomiast 5 lat i 356 dni.
To nie pierwszy powrót po tak długiej przerwie do Ekstraklasy w tym sezonie wśród przedstawicieli tego fachu. Również więcej niż pięć lat wyniosła absencja Artura Skowronka, zapoczątkowana odejściem z Widzewa Łódź w 2014 roku, a zakończona angażem w Wiśle Kraków przed sześcioma miesiącami. Więcej od Stawowego na kolejne spotkanie w Ekstraklasie czekali natomiast ostatnio: Paweł Barylski (6 lat, 104 dni) w edycji 2018/2019, Rafał Ulatowski (6 lat, 153 dni) i Kazimierz Kmiecik (19 lat, 241 dni) w 2017/2018, Romuald Szukiełowicz (równo 8 lat), Jan Żurek (9 lat, 304 dni), czy Marcin Broniszewski (6 lat, 94 dni) w rozgrywkach 2015/2016
Żaden z tych sześciu ostatnich powrotów po przerwie dłuższej niż u Wojciecha Stawowego nie wypadł okazale. Wisła Kraków pod wodzą Marcina Broniszewskiego nie zdobyła żadnego punktu, przegrywając pięć kolejnych spotkań. Z pozostałych pięciu szkoleniowców najlepiej wypadł zaś Romuald Szukiełowicz z niezbyt imponującym wynikiem 1,43 punktu na mecz. Nikt również z tego sekstetu nie poprowadził w czasie swojej pierwszej kadencji kadencji po pauzie klubu w więcej niż w dwunastu starciach Ekstraklasy.
Z drugiej strony przywrócony w tej edycji zmagań po ponad pięciu latach absencji Artur Skowronek aktualnie legitymuje się wynikiem 1,81 punktu na mecz w Wiśle Kraków. Po jedenastu pierwszych spotkaniach po przerwie wynoszącej minimum pięć lat poprzednio lepszy rezultat od niego zanotował Józef Dankowski w 2014 roku w Górniku Zabrze (1,91). Powyżej bariery 1,5 punktu na takim etapie pierwszej kadencji po powrocie znajdowali się także między innymi Maciej Bartoszek (1,63) - zarazem laureat nagrody dla najlepszego trenera za tamten sezon - czy Tadeusz Pawłowski (także 1,63).
Tego drugiego w Ekstraklasie nie było przed objęciem Śląska Wrocław w lutym 2014 roku prawie dwadzieścia jeden lat, co stanowi wyjątkowy rekord polskiej ligi. Niewiele brakowało do niego także Kazimierzowi Kmiecikowi. Oprócz nich przerwy w prowadzeniu zespołu w Ekstraklasie dłuższe niż dekada zanotowali również w ostatnich siedmiu sezonach Piotr Mandrysz i Józef Dankowski. W tym samym czasie łącznie z powrotem w lidze pojawiło się czternastu szkoleniowców, których brakowało na tym szczeblu rozgrywkowym co najmniej przez pięć lat. W każdej z tych kampanii przynajmniej raz sięgano po szkoleniowca z taką "luką" w CV. Nie jest to więc znów aż tak rzadkie zjawisko.
Powroty trenerów po 5 latach nieobecności w ostatnich sezonach
| TRENER | PRZERWA MIĘDZY DWOMA KOLEJNYMI MECZAMI W EKSTRAKLASIE | SEZON POWROTU |
| Wojciech Stawowy | 6 lat, 20 dni | 2019/2020 |
| Artur Skowronek | 5 lat, 167 dni | 2019/2020 |
| Paweł Barylski | 6 lat, 104 dni | 2018/2019 |
| Adam Nawałka | 5 lat, 35 dni | 2018/2019 |
| Rafał Ulatowski | 6 lat, 153 dni | 2017/2018 |
| Kazimierz Kmiecik | 19 lat, 241 dni | 2017/2018 |
| Maciej Bartoszek | 5 lat, 176 dni | 2016/2017 |
| Jan Żurek | 9 lat, 304 dni | 2015/2016 |
| Romuald Szukiełowicz | 8 lat | 2015/2016 |
| Marcin Broniszewski | 6 lat, 94 dni | 2015/2016 |
| Piotr Mandrysz | 12 lat, 45 dni | 2015/2016 |
| Marek Zub | 7 lat, 321 dni | 2014/2015 |
| Krzysztof Chrobak | 7 lat, 82 dni | 2014/2015 |
| Józef Dankowski | 13 lat, 77 dni | 2014/2015 |
| Tadeusz Pawłowski | 20 lat, 298 dni | 2013/2014 |