

LEGIA WARSZAWA 12:0 WISŁA KRAKÓW
(19 sierpnia 1956)
Fatum ósemek? Data 08.08., do tego 8 na końcu roku, a w efekcie wyjazd spod Wawelu z ośmiobramkowym bagażem. To właśnie spotkało Legię Warszawa po starciu z Wisłą Kraków 8 sierpnia 1948 roku. Właściwie niespodziewanie, bo do kolejki poprzedzającej to starcie obie ekipy legitymowały się identyczną liczbą punktów (po 16), co plasowało je na miejscach 3.-4. Potencjalnie równy stosunek sił nie odpowiadał jednak wydarzeniom boiskowym. Legia w składzie między innymi z Kazimierzem Górskim gładko poległa 0:8. To do dziś jej najwyższa porażka po II Wojnie Światowej.
Jednak już osiem lat i jedenaście dni później Wojskowi srogo się zrewanżowali. I tym razem obie drużyny były sklasyfikowane w ścisłej czołówce. Legia Warszawa prowadziła w rozgrywkach, Wisła Kraków z dorobkiem niższym o cztery punkty znajdowała się natomiast na czwartej pozycji. Również wtedy przebieg wydarzeń boiskowych zaprzeczył jednak sytuacji z tabeli. Wojskowi bowiem rozjechali Białą Gwiazdę 12:0. Negatywna informacja, która dotarła pod Wawel falami radiowymi wywołała olbrzymie wrażenie. Kiedy kibice usłyszeli komunikat spikera w swych odbiornikach, zdezorientowani masowo przybywali dla potwierdzenia smutnych wieści pod redakcję "Dziennika Polskiego". Podobno dochodziło nawet do zamieszek!
U Legii Warszawa triumf ten zastąpił w kategorii najwyższych zwycięstw w Ekstraklasie 8:0 nad ŁTSG Łódź z 1930 roku i 9:1 nad Górnikiem Radlin z 1955 roku. Po II Wojnie Światowej to najbardziej okazały rozmiar wygranej w polskiej lidze (ex aequo z 13:1 Ruchu Chorzów z Widzewem Łódź). Jak na tak wysoki rezultat gole w tym meczu strzeliła w sumie niewielka liczba graczy - pięciu, w tym czterech z Legii Warszawa. Samobój był niechlubnym dziełem Fryderyka Monicy, do tego raz Stanisława Kalisza pokonał Henryk Kempny, dublet padł łupem Edmunda Kowala, a hat-trick Lucjana Brychczego. To nie on jednak okazał się najlepszym snajperem tego sierpniowego popołudnia. Aż pięć trafień zaliczył bowiem (w tym klasyczny hat-trick w cztery minuty!) w tej potyczce legendarny Ernest Pohl. Lecz nie było to jeszcze jego szczytowe osiągnięcie snajperskie...
LEGIA WARSZAWA 12:0 WISŁA KRAKÓW
Edmund Kowal (7' i 52'), Ernest Pohl (28', 30', 32', 53' i 59'), Lucjan Brychczy (44', 48' i 77'), Fryderyk Monica (72' s.), Henryk Kempny (79' k.)

("Dziennik Polski" 21 VIII 1956)
GÓRNIK ZABRZE 9:0 CRACOVIA
(12 maja 1962)
Lata 50. były okresem przesilenia w najwyższej polskiej lidze. W cień odchodziły dawne potęgi w rodzaju AKS Chorzów, Warty Poznań, Garbarni Kraków czy Cracovii. Do głosu doszły zaś kluby, których jeszcze kilka lat wcześniej nie było na futbolowej mapie Polski lub nie liczyły się w rywalizacji na najwyższym szczeblu. Wśród nich między innymi Polonia Bytom, Zagłębie Sosnowiec i Górnik Zabrze. Ten ostatni ledwie po ośmiu latach od powstania zadebiutował w Ekstraklasie, niespełna dwa lata później na koncie miał zaś już złoto mistrzostw Polski. Kto wie, czy właśnie jego starcie z przeżywającą kryzys Cracovią ostatecznie nie przypieczętowało zburzenia starego porządku.
Pasy w latach pięćdziesiątych aż dwukrotnie spadały z elity (1954 i 1959). W obu przypadkach zdołały jednak po krótkim okresie absencji wrócić do elity. Nowa edycja - rozgrywana jeszcze systemem wiosna-jesień - nie przynosiła nadziei na zmianę położenia. Wprawdzie do Zabrza ekipa Mariana Tobika przyjeżdżała tydzień po wyjazdowym triumfie 4:0 nad Gwardią Warszawa, jednak w pozostałych czterech starciach ugrała ledwie jeden remis, Górnik tymczasem miał na koncie cztery wygrane, jeden remis i jedną porażkę.
I scenariusz spotkania potwierdził panujący rozdźwięk między tymi dwoma zespołami. Już po pierwszych dziesięciu minutach Górnik Zabrze prowadził aż 3:0. Na przerwę udawał się z wynikiem 7:0. Ostatecznie skończyło się zaś na rezultacie 9:0. Z tego aż sześć trafień należało do niezrównanego Ernesta Pohla. Trudno oprzeć się wrażeniu, że zanosiło się tu na jeszcze sroższe lanie. Ostatniego gola ekipa Augustyna Dziwisza strzeliła bowiem już w trzeciej minucie II połowy. Ten wynik to najwyższe zwycięstwo zabrzan w elicie (w 2003 rekord wyrównany został w starciu z Pogonią Szczecin), a jednocześnie najwyższa porażka Cracovii. W całym okresie po II Wojnie Światowej wyżej wygrywały jedynie Ruch Chorzów (13:1 z Widzewem Łódź), Lech Poznań (11:1 z Szombierkami Bytom) i wspomniana już Legia Warszawa (12:0 z Wisłą Kraków)
GÓRNIK ZABRZE 9:0 CRACOVIA
Ernest Pohl (5', 16', 24', 33', 38' i 48'), Zygfryd Szołtysik (9' i 10' k.), Edward Jankowski (47')

("Trybuna Robotnicza" 14 V 1962)
KGHM ZAGŁĘBIE LUBIN 7:0 ŚLĄSK WROCŁAW
(26 września 1992)
Ależ musi smakować taka wygrana i to w derbowym starciu z największym rywalem zza miedzy. A jednocześnie mieć gorzki posmak dla przeciwnej strony. Do tego punktu w historii losy obu klubów układały się nawet podobnie. Dwaj rywale mieli po jednym mistrzostwie Polski. Śląsk zdobył je ledwie trzynaście lat po debiucie w elicie, KGHM Zagłębie czekało zaś jeszcze krócej - sześć lat. Po drodze do tych tytułów obu zdarzyły się jednak także degradacje.
Złota era Miedziowych przypadała właśnie na początek lat 90. W 1990 roku wywalczyli srebro, by w kolejnym sezonie zapisać na swoim koncie nawet końcowy triumf w rozgrywkach. Śląsk tymczasem stał się ligowym średniakiem, balansującym między 6., a 10. pozycją w czterech edycjach bezpośrednio poprzedzających to starcie. Jednakże w kampanii 1991/1992 zdołał wyprzedzić derbowego przeciwnika w końcowym zestawieniu. W nowym sezonie natomiast plasował się nieznacznie niżej. Miał także identyczny dorobek bramkowy co KGHM Zagłębie Lubin (po 10).
Po tym spotkaniu dorobek obu ekip rozjechał się i w tej kategorii i w klasyfikacji łącznej. Dzięki hat-trickowi - pierwszemu w historii występów KGHM Zagłębia Lubin w Ekstraklasie - Daniela Dylusia, dublecie Dariusza Michaliszyna i trafieniach Roberta Stachurskiego oraz Lesława Grecha ostatecznie Miedziowi pokonali 7:0 wrocławian. Z tego aż trzy bramki zanotowano już w końcowym kwadransie - między 79., a 81. minutą. To był już nokaut dla Śląska... A przecież lubinianie do tej pory nigdy nie strzelili więcej niż cztery gole w jednym spotkaniu najwyższej ligi. Ustanowili w ten sposób rekord swego najwyższego zwycięstwa (wyrównany w 2004 roku po 7:0 z GKS Katowice), dla wrocławian to z kolei do dziś najwyższa porazka. Ten mecz w odmiennych nastrojach - między innymi dwaj przyszli uczestnicy mundialu - Radosław Kałużny (wtedy KGHM Zagłębie Lubin) i Adam Matysek (wtedy Śląsk Wrocław).
KGHM ZAGŁĘBIE LUBIN 7:0 ŚLĄSK WROCŁAW
Daniel Dyluś (3', 51' i 79'), Dariusz Michaliszyn (32' i 81') , Robert Stachurski (55'), Lesław Grech (80')

("Dziennik Bałtycki" 28 IX 1992)