

W każdym z dwóch poprzednich sezonów Ekstraklasy - po raz pierwszy w XXI wieku - została osiągnięta trzycyfrowa liczba podyktowanych rzutów karnych. W bieżącej edycji sędziowie odgwizdywali ten stały fragment gry z kolei już ośmiokrotnie w zaledwie szesnastu spotkaniach. Jeśli ta
Rzuty karne to krótka, pełna emocji gra strategiczna z elementami nauk ścisłych oraz humanstycznych. Obie strony starają się ukryć swoje zamiary przed przeciwnikiem. Matematyka w tym pojedynku wyraźnie stoi za strzelcem. W odległości jedenastu metrów rozpościera się przed nim olbrzymie, prostokątne pole, mierzące blisko 18 metrów kwadratowych (więcej niż niejeden pokój w standardowym mieszkaniu), przesłonięte przeciętnie w 10-15% przez golkipera. Przy odpowiedniej precyzji i mocy, nie ma siły, aby strzał nie utkwił w sieciach bramki.
Psychologia wspiera jednak bramkarza. Egzekutor rzutu karnego „musi” go wykorzystać, bramkarz tylko „może” go obronić. Pierwszy „musi” uniknąć blamażu, jaki stanowi pudło, drugi „może” zostać bohaterem. Towarzyszy mu więc dużo mniejsza presja. Dlatego w tej rywalizacji, rozpoczynającej się od gwizdka sędziego, wieszczącego przewinienie w polu karnym i kończącej się kilkadziesiąt sekund później, obaj przeciwnicy mają de facto połowę szans na sukces.
W CO DRUGIM MECZU KARNY?
Wzrost liczby dyktowanych karnych to stały trend w światowym futbolu. Na niedawno zakończonym mundislu aż 22 gole padły właśnie po strzałach z "wapna". W Ekstraklasie w zeszłym sezonie arbitrzy odgwizdali z kolei aż 110 "jedenastek". Z tego 85 zostało wykorzystanych. W obu kategoriach te liczby stanowią najwyższe wyniki w XXI wieku w rodzimych rozgrywkach.
W dwóch pierwszych kolejkach bieżącej edycji ten element gry zagościł na boiskach najwyższej polskiej ligi już ośmikrotnie. Średnio wypada więc obecnie po 0,5 rzutu karnego na mecz i tyle samo rzutu karnego na drużynę. W zeszłym sezonie średnio każdy zespół miał 6,3 karnego przez cały sezon, a sędziowie podyktowali je w 34,12% spotkań. W rozgrywkach 2016/17 te wyniki były niemal identyczne (6,25 i 33,78% spotkań).
Ostatnio zaś wskaźnik rzutów karnych na drużynę spadł poniżej „6” w edycji 2014/15 (4,5). Wtedy też ostatni raz liczba meczów z podyktowanymi karnymi nie osiągnęła poziomu 30% (24,3%). Był to też pierwszy sezon, gdy liczba "jedenastek" nie wzrosła w porównaniu z poprzednimi rozgrywkami od kampanii 2009/2010. Rekordowy spośród edycji zakończonych w XXI wieku był jednak sezon 2000/2001, gdy karne arbitrzy zarządzili w 40% spotkań! Jeśli jednak zostanie utrzymana aktualna częstotliwość, to wynik ten będzie usunięty w cień.
LEWY SŁUPEK - 100%
Do ośmiu karnych w tym sezonie jak na razie podeszło sześć drużyn. Dwie z nich miały okazję uczynić to już dwukrotnie. To KGHM Zagłębie Lubin, które obie szanse wykorzystało i Lechia Gdańsk legitymująca się pięćdziesięcioprocentową skuteczność w tym elemencie. Po jednym karnym wykorzystały też Piast Gliwice i Miedź Legnica. Spudłowały za to w swych próbach Wisła Kraków oraz Cracovia.
Raporty InStata dzielą bramkę na sześć równych prostokątów, ułątwiających analizę kierunków strzałów z "wapna". Póki co piłkarze w tym sezonie po razie celowali w górny lewy (patrząc od strony strzelca) oraz w dolny środkowy fragment bramki i oba te strzały okazały się nieskuteczne. O wiele lepiej - jak wynika ze statystyk - jest podjąć próbę zaskoczenia bramkarza piłką zmierzającą w róg strzeżonego przez niego celu. W stronę lewego słupka piłkarze skierowali trzy strzały i wszystkie okazały się skuteczne. W przeciwległym kierunku trafili w dwóch z trzech prób, choć - jak widać - były one nieco oddalone od ograniczenia bramki. Jak dotąd jeszcze nikt nie odważył się strzelać w prawy górny róg lub w środek górą.
Trzy z tych pięciu trafionych karnych zostały wykonane niemal idealnie po ziemi, jeden nieznacznie powyżej powierzchni murawy i jeden na wysokości około metra. Żaden strzał z "wapna" powyżej tego poziomu nie wpadł jeszcze do siatki w bieżącym sezonie. Bramkarze wyłapali z kolei dwie próby, które można zakwalifikować jako "średnie piłki". Strzał o największym pułapie minął w ogóle cel.

"NIE MA DOBRYCH BRAMKARZY..."
Kiedyś furorę robiło nagranie na którym do udzielającego wywiadu Łukasza Fabiańskiego podchodzi ówczesny Prezes PZPN, Grzegorz Lato i przerywa rozmowę słowami: "Nie ma dobrych bramkarzy, są tylko źle trafieni". Podobna zasada tyczy się jednak też strzelców, zwłaszcza w obliczu "jedenastki". Pudłowali z tego fragmentu gry najwięksi zawodnicy światowej piłki. Ernest Wilimowski bał się ich jak ognia. Przestrzeliwali Ferenc Puskas (między innymi w starciu z polskim golkiperem Edwardem Szymkowiakiem), Pele, Diego Maradona, czy Zinedine Zidane.
Jeden z najsłynniejszych karnych w historii polskiej piłki miał miejsce w kwietniu 1970 roku, gdy Włodzimierz Lubański, pokonał w półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów, z "wapna" Alberto Ginulfiego. Dwa lata później włoski golkiper dołączył jednak do kilkuosobowego grona golkiperów, którzy kiedykolwiek zatrzymali z jedenastu metrów słynnego Pele. Lubański nim upłynęło kilkanaście tygodni od sukcesu z AS Romą nie dał zaś rady pokonać w polskiej lidze mało znanego poza Bytomiem, Marka Ochmana. W starciach z tym golkiperem zresztą przestrzelił w karierze zresztą aż trzy "jedenastki".
Na osiem karnych podyktowanych w tym sezonie aż trzy zostały spudłowane. To najgorszy wynik w XXI wieku. W pierwszej serii spotkań pomylił się Rafał Boguski (Wisła Kraków). W następnym tygodniu szansy na poprawę swego dorobku strzeleckiego nie wykorzystali zaś Flavio Paixao (Lechia Gdańsk) i Michał Helik (Cracovia).
Nowy kapitan Wisły Kraków podszedł do strzału z „wapna” po raz pierwszy od 9 sierpnia 2015 roku, gdy… także zmarnował „jedenastkę” przeciwko Legii Warszawa. Ostatni raz rzut karny wykorzystał on 364 dni wcześniej w starciu z Ruchem Chorzów. W sumie więc w ciągu czterech lat stanął trzy razy do egzekucji karnego i poradził sobie z tym zadaniem tylko raz. W całej karierze w Ekstraklasie wykorzystał cztery karne – zmarnował dwa.
Dla Michała Helika był to debiut w roli egzekutora w elicie. Poprzednim zawodnikiem, który się spalił w swej pierwszej próbie przed nim był Roman Bezjak w 33. kolejce ubiegłego sezonu w starciu Jagiellonii Białystok z Wisłą Kraków.
Najlepsze statystyki z tego tercetu ma Flavio Paixao. To był jego jedenasty rzut karny w Ekstraklasie, z czego dziewięć udało się trafić. Jeden - w tym samym meczu w którym potem spudłował z tego elementu gry. Stał się on dzięki pierwszym zawodnikiem z takim niecodziennym wyczynem od Igora Angulo w 11. kolejce edycji 2017/2018. Na dwucyfrówkę będzie musiał jednak poczekać.
Flavio Paixao pewnie wykorzystał rzut karny i jest już 3. najskuteczniejszym obcokrajowcem w historii #Ekstraklasa! ????⚽#LGDŚLĄ 1:0 pic.twitter.com/HpqCnx0Rzn
— LOTTO Ekstraklasa (@_Ekstraklasa_) 27 lipca 2018
DWÓCH Z DWUDZIESTOMA
Wśród obecnie zgłoszonych zawodników do rozgrywek rekordzistą pod względem wykorzystanych karnych jest – jednocześnie najbardziej bramkostrzelny aktywny piłkarz tego szczebla – Marcin Robak. Podszedł on do „jedenastek” już trzydzieści razy i w dwudziestu ośmiu z nich okazał się górą.
Przed tygodniem do piłkarzy z co najmniej dwudziestoma wykorzystanymi karnymi dołączył też Filip Starzyński. Już w drugiej kolejce z rzędu udało mu się wykorzystać ten element gry. Bramkarzy Legii Warszawa i Zagłębia Sosnowiec pokonał na dwa różne sposoby. Arkadiuszowi Malarzowi strzelił gola przy prawym słupku, w starciu z Dawidem Kudłą – posłał piłkę w przeciwną stronę. Być może ta nieprzewidywalność jest fundamentem jego imponującej serii. „Figo” wykorzystał piętnaście ostatnich karnych do których podszedł w Ekstraklasie! Z obecnych graczy lepiej od jego wyniku prezentuje się tylko seria Marcina Robaka, zakończona w 2017 roku po dwudziestu strzelonych "jedenastkach" z rzędu. Gdyby nie to, napastnik Śląska Wrocław w sezonie 2017/2018 zanotowałby dwucyfrowy wynik skutecznie wyegzekwowanych karnych! Rekordzistą Ekstraklasy pod tym względem jest Tomasz Dziubiński z edycji 1990/1991, z dorobkiem jedenastu bramek zdobytych w ten sposób.
Oprócz Robaka i Starzyńskiego dwucyfrowy dorobek strzelonych karnych na koncie ma z obecnych graczy najwyższej polskiej ligi też Mateusz Szwoch. Zawodnik Wisły Płock wykorzystał jedenaście z nich, dwa razy się zaś pomylił.
Najbliżej tego ekskluzywnego grona są obecnie Flavio Paixao (Lechia Gdańsk) i Adam Frączczak (Pogoń Szczecin). Obaj mają na koncie po 9 wykorzystanych karnych, przy dwóch pudłach. Niewiele brakuje też Łukaszowi Broziowi, świeżo pozyskanemu przez Śląsk Wrocław. Jego statystyka zawiera osiem wykorzystanych karnych i jedno pudło.
Nie ma natomiast w lidze zawodnika, który podszedłby co najmniej do pięciu rzutów karnych i wszystkie wykorzystał. Najlepiej pod tym względem prezentują się statystyki Piotra Wlazły (Jagiellonia Białystok) oraz kolegi klubowego Starzyńskiego – Patryka Tuszyńskiego. Obaj strzelali z „wapna” czterokrotnie w Ekstraklasie i nie zanotowali żadnego pudła. Z drugiej strony nie ma też obecnie gracza z więcej niż dwoma pudłami. Chyba że Piast Gliwice zgłosi jeszcze posiadającego ważny kontrakt z klubem Konstantina Vassiljeva. „Cesarz Estonii” pomylił się w tym elemencie w najwyższej polskiej lidze już trzy razy. Za to Aleksandyr Kolew próbował już dwa razy strzelać z „jedenastki” i oba strzały nie dały rady zaskoczyć bramkarzy przeciwników.
Do karnego natomiast w Ekstraklasie nigdy dotąd nie podszedł inny z ofensywnych graczy Arki Gdynia – Maciej Jankowski. Jest on zawodnikiem z największą liczbą goli strzelonych w Ekstraklasie wśród obecnie występujących (43), który nigdy nie spróbował strzelać karnego. Do "jedenastek" nigdy też nie podchodzili wszyscy czterej aktywni członkowie Klubu 300 – Łukasz Trałka, Piotr Celeban, Tomasz Jodłowiec, a także Rafał Grzyb.