

Przed tym spotkaniem zapowiadało się, że mecz Wisły ze Śląskiem będzie prawdziwym pojedynkiem snajperów - Marcina Robaka i Zdenka Ondráška. W pierwszej połowie nie brakowało ani akcji, ani strzałów - kibice nie oglądali jedynie goli. Najgroźniejszą okazję dla gospodarzy stworzył… obrońca Białej Gwiazdy - Maciej Sadlok, który wybijając piłkę, trafił nią w słupek bramki strzeżonej przez Mateusza Lisa. Jeszcze przed zejściem do szatni, swoich sił z dystansu próbował Arkadiusz Piech, jednak uderzał niecelnie.
Po wyjściu z szatni to wrocławianie ruszyli do ataku. Do pustej bramki futbolówkę posyłał Arkadiusz Piech, jednak stoperzy Wisły zdążyli z interwencją. Centymetry dzieliły Roberta Picha od otworzenia rezultatu, który sprytnie uprzedził golkipera gości. W ostatnich 10 minutach Wisła całym zespołem znalazła się na połowie Śląska, ale nie zdołała oddać strzału. Podopiecznych Tadeusza Pawłowskiego nie opuszczał pech - tym razem Mateusz Radecki trafił w słupek. Kiedy nic nie wskazywało na przebudzenie krakowian, Czech wbił Jakubowi Słowikowi gola z bliskiej odległości. Piłkarze Śląska mogą czuć niedosyt, ale komplet oczek jedzie do Krakowa.