

Minęły ledwie cztery minuty, zanim gospodarze objęli prowadzenie. Na prawym skrzydle Lubambo Musonda zrobił wówczas użytek ze swojego przyspieszenia, uciekł obrońcy i zagrał w pole karne. Tam czekał Robert Pich, który nieczysto trafił w piłkę, ale miał przy tym tak dużo szczęścia, że kompletnie zaskoczył bramkarza i piłka wpadła do bramki. Pogoń szybko zabrała się jednak do odrabiania strat. Już w 20. minut Adam Buksa umieścił futbolówkę w siatce, jednak sędzia dopatrzył się u niego pozycji spalonej.
Napastnik Portowców się tym jednak nie zraził - sto dwadzieścia sekund później popisał się rewelacyjny strzałem z dystansu, czym doprowadził do wyrównania. W drugiej połowie tempo meczu spadło. Swoich sytuacji nie wykorzystali między innymi Zvonimir Kozulj i Sebastian Kowalczyk. Ostatecznie mimo remisu Śląsk wrócił na fotel lidera.