

Cztery pełne kolejki to łącznie trzydzieści dwa spotkania. W ich trakcie zawodnicy strzelili łącznie już dziewięćdziesiąt jeden bramek, w każdej serii spotkań wpisując się na listę strzelców minimum po 22 razy. Oznacza to średnią na poziomie 2,84 gola na mecze. Gdyby ją utrzymali to już w sobotę - przy okazji spotkania numer trzydzieści sześć w ligowym kalendarzu - powinna zostać osiągnięta trzycyfrowa liczba trafień.
PIĘĆ STRZAŁÓW MNIEJ
Można powiedzieć, że taka skuteczność przyszła nawet dość niespodziewanie. W ubiegłej edycji zmagań wykorzystywanie okazji zawodnikom ligowych drużyn szło dużo trudniej. W całym sezonie średnia bramek wyniosła 2,59 gola na mecz. Wyniki w pierwszych trzydziestu dwóch spotkaniach (przed rokiem jedno starcie 4. kolejki zostało przełożone, w związku z czym mecz numer 32, odbył się już w następnej serii spotkań) nie tylko zaś nie pomogły w uzyskaniu lepszego rezultatu pod tym względem, ale wręcz stały się kulą u nogi. Padły w nich bowiem tylko 64 gole, czyli przeciętnie 2 w jednym starciu.
Średnia bramkowa wyższa o 0,84 w bieżącej edycji oznacza zaś, że kibice mogą oglądać piłkę wpadającą do siatki mniej więcej co trzynaście minut częściej niż w poprzedniej kampanii na analogicznym etapie rozgrywek. I to mimo faktu, że zawodnicy oddali w sumie nieco mniej strzałów (818 vs 874). Są jednak o niebo skuteczniejsi - gol wpada bowiem co 9 prób w porównaniu z wynikiem 13,7 przed rokiem (czyli potrzeba prawie pięć strzałów mniej do jednego gola).
Podobnie jest ze strzałami celnymi - spadła ich liczba (272 vs 306) i procent w stosunku do wszystkich oddanych (33% vs 35%). Jednak co trzecia próba posłana w światło bramki kończy się trafieniem przy rezultacie 4,78 z tego samego okresu przed rokiem. Na przykład taka Jagiellonia Białystok aż przy połowie celnych strzałów cieszyła się z gola w obecnej edycji zmagań, a u Górnika Zabrze ten współczynnik to nawet 54,5%! Pomimo obniżonej łącznej liczby strzałów na identycznym poziomie pozostał natomiast rejestr celnych strzałów z obrębu pola karnego (po 186), co oznacza, że zwiększył się ich udział w łącznym bilansie prób podjemowanych przez graczy (z 21,3% na 22,3% w ogólnej liczbie strzałów i z 60,8% na 68,4% w strzałach celnych).
Przy zmniejszonej aktywności strzeleckiej wychodzi na to, że piłkarze atakują z bardziej przygotowanych pozycji lub mamy do czynienia z regresem formy bramkarzy i linii defensywnych. Prawie 70% goli padło z sektora najbliższego bramce (do 11 metrów od linii bramkowej) przy 50% w zeszłej edycji zmagań. Jest też ponad dwa razy więcej wykorzystanych jedenastek (13-6), co również przyczynia się do wysokiej liczby trafień w końcowym rozrachunku.

Strefy zdobytych bramek w sezonie 2020/2021 (źródło: InStat)
34., 35., 36...
Zeszły sezon był akurat okresem największej zapaści bramkowej w ostatnim czasie, ale także w porównaniu do kilku poprzednich edycji ten obecny wypada najlepiej pod względem liczby goliu strzelonych po pierwszych trzydziestu dwóch spotkaniach rozgrywek. Ostatnio bardziej okazałe liczby zanotowano bowiem przy okazji edycji 2014/2015. Wtedy na tym etapie zmagań suma trafień osiągnęła wartość "94". Setny gol padł zaś w trzydziestym czwartym meczu (Michał Kucharczyk dla Legii Warszawa przeciwko Jagiellonii Białystok). W pozostałych odsłonach najwyższej polskiej ligi od tego czasu barierę trzycyfrówki udawało się osiągnąć od 37. 45. meczu zmagań.
GOLE PO 32 PIERWSZYCH MECZACH SEZONU EKSTRAKLASY
| SEZON | GOLE PO 32 MECZACH | MECZ W KTÓRYM PADŁ 100. GOL |
| 2020/2021 | 91 | ? |
| 2019/2020 | 64 | 45. |
| 2018/2019 | 80 | 39. |
| 2017/2018 | 71 | 42. |
| 2016/2017 | 88 | 37. |
| 2015/2016 | 74 | 39. |
| 2014/2015 | 94 | 34. |
W całym XXI wieku najlepiej pod tym względem wypada edycja 2002/2003, kiedy to setne trafienie uzyskano już właśnie w trzydziestym drugim meczu sezonu, co dawało średnią bramkową 3,13 gola na mecz! Niewiele ustępuje mu kampania 2004/2005 z 98 golami po trzydziestu dwóch pierwszych starciach rozgrywek (średnia - 3,06 gola) i setną bramką w następnej potyczce. Trzecia lokata należy do wspomnianego już sezonu 2014/2015.
MIMO OUTSIDERÓW
Obfity w bramki start wypadł akurat w pierwszym sezonie w historii, w którym więcej niż jedna drużyna w czterech inauguracyjnych kolejkach nie zdobyła żadnej bramki. Ta niezbyt fortunna etykieta dotyczy bowiem zarówno Warty Poznań, jak i Piasta Gliwice. Poprzednio przed nimi taki niechlubny wyczyn pod względem skuteczności w nowych rozgrywkach gościł na koncie ŁKS Łódź w edycji 2011/2012. Ale zarówno wtedy, jak i w każdych innych odsłonach najwyższej polskiej ligi był co najwyżej jeden zespół bez otwartego rejestru trafień do tego etapu zmagań. Jeśli obie nie przełamią niekorzystnej serii będą zaś pierwszymi ekipami bez gola w pieciu pierwszych spotkaniach od GKS Jastrzębie w kampanii 1988/1989 (łącznie wtedy: 6 meczów z rzędu bez gola).
Za Warciarzy i gliwiczan nadrabiają jednak bramkowy rejestr skutecznie inne zespoły. W każdej kolejce padały bowiem minimum dwadzieścia dwie bramki (można tylko sobie wyobrazić, o ile lepszy byłby ten wynik, gdyby partycypowało w nim szesnaście, a nie czternaście ekip...). Od starcia Śląska Wrocław z Lechem Poznań (12 września) po rywalizację Lechii Gdańsk ze Stalą Mielec (19 września) rozciągnęła się zaś seria zawierająca siedem spotkań, w których w każdym padały co najmniej trzy gole. Łącznie zaś spotkań z co najmniej taką liczbą trafień odnotowano już osiemnaście, czyli ponad połowa rozegranych (56,3% przy 37,5% w poprzednim sezonie na tym etapie zmagań). Tylko raz (Warta Poznań - Piast Gliwice) figurował natomiast bezbramkowy remis w końcowym protokole. W meczach dokładnie połowy stawki padają średnio przynajmniej trzy gole.
Lider klasyfikacji generalnej, Górnik Zabrze, w tym momencie przoduje również pod względem liczby trafień. Uzyskał ich już dwanaście (czyli średnio - 3/mecz). Ostatnią drużyną z równie wysokim wynikiem była Legia Warszawa w edycji 2015/2016. Jeszcze skuteczniejsi od tego duetu okazali się zaś także Wojskowi, ale w kampanii 2013/2014 (13 goli w pierwszych czterech meczach). A poza zabrzanami średnią zdobytych bramek na poziomie co najmniej 2/mecz mają jeszcze: Raków Częstochowa (2,5/mecz) i Śląsk Wrocław (2/mecz). Tak dużej skuteczności u trójki najbardziej bramkostrzelnych ekip nie było od zmagań 2016/2017 (Jagiellonia Białystok - 2,75/mecz, KGHM Zagłębie Lubin i Cracovia - po 2,25/mecz).
Od magicznej akcji Górnika po derbowy rzut karny Jakuba Modera, smacznego! ???? pic.twitter.com/ZVmCnIZFRh
— PKO BP Ekstraklasa (@_Ekstraklasa_) September 22, 2020
NAJLEPSZY KWARTET XXI WIEKU
A indywidualnie? Tu króluje Jesus Jimenez z pięcioma trafieniami na koncie (co stanowi 62,5% jego celnych strzałów). Dodatkowo trzech kolejnych zawodników - Vladislavs Gutkovskis, Mikael Ishak i Tomas Pekhart - ma na koncie tylko o jednego gola mniej. W poprzednim sezonie żaden ze snajperów na tym etapie rozgrywek nie przekroczył bariery trzech bramek zdobytych. Jako ostatni po czterech pierwszych kolejkach przewyższał Hiszpana z Zabrza jego dawny kolega klubowy Igor Angulo (6) w sezonie 2017/2018.
Ale żeby aż czterech piłkarzy miało po tym czasie co najmniej cztery trafienia - tego jeszcze w obecnym stuleciu nie było! Rekord - trzech - padł w edycjach 2002/2003 (Arkadiusz Bąk, Grzegorz Rasiak, Maciej Żurawski), 2008/2009 (Paweł Brożek, FIlip Ivanovski, Zbigniew Zakrzewski) i 2011/2012 (Tomasz Frankowski, Danijel Ljuboja, Artjoms Rudnevs). Tym razem dodatkowo grupa trzech kolejnych piłkarzy ma na koncie jeszcze trzy trafienia.

Aktualna czołówka klasyfikacji strzelców sezonu 2020/2021