

20 sierpnia przypada 80. rocznica ostatniego dnia meczowego w Ekstraklasie przed wybuchem II Wojny Światowej. Choć sytuacja polityczna była napięta już od paru miesięcy, życie toczyło się jeszcze na pozór normalnie. Dlatego pewnie nikt nie przeczuwał, że dla wielu tamta niedziela
W tamtą niedzielę, dopiero siódmy raz w sezonie 1939, wszystkie dziesięć zespołów najwyższej polskiej ligi zagrało jednego dnia. Dla Ruchu Chorzów było to już czternaste starcie w sezonie, dla Pogoni Lwów, Cracovii oraz Garbarni Kraków - trzynaste, dla Wisły Kraków, AKS Chorzów, Warty Poznań, Polonii Warszawa i Unionu-Touring Łódź - dwunaste, Warszawianka zaś dopiero po raz jedenasty pojawiła się w tej edycji zmagań na boisku.
MISTRZ Z WICEMISTRZEM
Ostatniego gola przed II Wojną Światową w Ekstraklasie strzelił zawodnik Polonii Warszawa - Henryk Jaźnicki. Na kilka sekund przed końcem spotkania z Pogonią Lwów, w ekwilibrystyczny sposób posłał piłkę do bramki strzeżonej przez Spirydiona Albańskiego, co dało wygraną 2:1 stołecznej ekipie. Był to już szósty kolejny mecz bez porażki Czarnych Koszul. Lokowali się dzięki temu w owym czasie na drugim miejscu w stawce pod tym względem, ustępując okazałością serii tylko AKS Chorzów (7 meczów bez porażki). Wisła Kraków z kolei jako jedyna wygrała swoje dwa ostatnie spotkania ligowe, nim wybuchła wojenna zawierucha.
Zdecydowanie gorzej wiodło się Unionowi-Touring Łódź. Rezultat 2:3 z Cracovią oznaczał już szóstą porażkę z rzędu ówczesnego beniaminka. Była to jedyna przegrana gospodarzy w tamtą niedzielę. Cztery pozostałe starcia rozstrzygnęli oni na swą korzyść. Nie zanotowano za to żadnego remisu. Poprzednio w dniu zawierającym pięć meczów stało się tak 23 kwietnia 1939 roku. Do tego momentu zresztą Pasy w ogóle nie podzieliły się jeszcze punktami w tym sezonie. Legitymowały się wtedy serią aż dwudziestu spotkań z rzędu bez takiego rozstrzygnięcia.

W tamtą niedzielę stanęły naprzeciwko siebie także urzędujący wicemistrz i mistrz Polski, czyli Warta Poznań oraz Ruch Chorzów. Obrońcy najważniejszego tytułu w krajowym futbolu w tym starciu strzelili dwa gole. Dzięki czemu w tej ostatniej kolejce przed II Wojną Światową dobrnęli do granicy pięćdziesięciu trafień w sezonie 1939. Przy czternastu rozegranych spotkaniach tego zespołu dawało to niebotyczną średnią 3,57 bramki na jedno starcie! Dobra postawa w ofensywie i dublet Pawła Malcherka nie zapobiegły jednak porażce 2:5 z Zielonymi. Już w trzecim spotkaniu z rzędu chorzowska ekipa nie dała rady rywalom z Poznania. Było to jedno z dwóch starć tej niedzieli - obok Polonia - Pogoń - w którym wygrała ekipa z niższego miejsca w tabeli. W meczu tym przeciwko sobie wystąpili Fryderyk Scherfke oraz Ernest Wilimowski, czyli jedyni dwaj zdobywcy bramek z debiutanckiego meczu reprezentacji Polski na mundialu rok wcześniej. Po wybuchu II Wojny Światowej obaj znaleźli się w niemieckich formacjach mundurowych.
Łącznie we wszystkich spotkaniach tamtej niedzieli padły 24 gole, co oznaczało średnią 4,8 bramki na mecz. Ze wszystkich drużyn w stawce jedynie Garbarni Kraków nie udało się zdobyć 20 sierpnia 1939 roku żadnej bramki. Poza nią jeszcze tylko Pogoń Lwów trafiła mniej niż dwa razy.
NIEBIESCY - NIEPEWNI
Mimo porażki Ruch prowadził w lidze nieprzerwanie od 16 kwietnia 1939 roku. Sezon ten zaczął od przegranej, ale w pięciu kolejnych starciach zanotował pełną pulę. W końcówce rozgrywek jednak znów stracił nieco rezonu. Bezpośrednio przed Wartą dwukrotnie nie dał rady Polonii Warszawa (2:2 i 2:3). Na jego koncie znajdowała się zatem seria trzech spotkań bez wygranej. Wicelider, Wisła Kraków, miał do nich zaledwie dwa punkty straty, ale i dwa zaległe spotkania. Taką samą stratę - i jeden mecz więcej niż Biała Gwiazda - posiadała też trzecia Pogoń Lwów. Dwa mecze i trzy punkty mniej od Niebieskich figurowały z kolei na kontach czwartego AKS Chorzów i piątej Warty Poznań. Każdy z tej czwórki przy komplecie punktów w swoich zaległych starciach mógł wyprzedzić w tamtym sezonie Niebieskich, nawet przy założeniu, że wygraliby oni wszystkie swoje potyczki do końca rozgrywek.
Obrońcom mistrzowskiego tytułu zostawały jeszcze mecze z dwoma ostatnimi zespołami tabeli: Warszawianką, którą pokonali w pierwszej potyczce 5:0 i Unionem-Touring Łódź rozgromionym przez nich poprzednio aż 12:1; ale też trudne potyczki z wiceliderem - Wisłą Kraków i derby z AKS. Z każdym z nich Ruch jednak wygrał w pierwszych potyczkach w tamtym sezonie. To właśnie Niebiescy liderowali pod względem największej liczby zwycięstw (8) oraz strzelonych goli (50). Wisła i AKS miały z kolei najmniej porażek (po 3). Ci drudzy przodowali też najmniejszej liczbie straconych goli (14).
Sytuacja w tabeli Ekstraklasy w dniu wybuchu II Wojny Światowej
| PUNKTY | MECZE | |
| 1. Ruch Chorzów | 18 | 14 |
| 2. Wisła Kraków | 16 | 12 |
| 3. Pogoń Lwów | 16 | 13 |
| 4. AKS Chorzów | 15 | 12 |
| 5. Warta Poznań | 15 | 12 |
| 6. Cracovia | 14 | 13 |
| 7. Polonia Warszawa | 12 | 12 |
| 8. Garbarnia Kraków | 10 | 13 |
| 9. Warszawianka | 5 | 11 |
| 10. Union-Touring Łódź | 3 | 12 |
W tamtym formacie rozgrywek strefa spadkowa obejmowała tylko ostatni zespół. Przed wybuchem II Wojny Światowej był nim beniaminek - Union-Touring Łódź. W dwunastu spotkaniach zdobył on tylko trzy punkty (1 zwycięstwo, 1 remis). Aż dziesięć starć zakończyło się zaś jego porażkami. Bilans bramkowy również nie przynosił chluby tej ekipie: 15-51. Niewiele lepiej wiodło się Warszawiance, która wyprzedzała ekipę z Łodzi tylko jedną wygraną, ale miała też jeden mecz mniej w porównaniu z rywalem. U następnej w tabeli, Garbarni Kraków, przewaga nad ostatnią pozycją sięgała siedmiu punktów. Już mniejszy dystans dzielił ją... od podium (6 punktów).
EZI PRZED PIENIĄŻKIEM
W ostatnim dniu meczowym przed wybuchem II Wojny Światowej na listę strzelców wpisało się dwudziestu graczy, w tym czterech zaliczyło dublety. Dokonał tego Władysław Giergiel z Wisły Kraków - po dwóch strzałach głową - a także trzej zawodnicy ze starcia Warty Poznań z Ruchem Chorzów: Stanisław Kaźmierczak, Bolesław Gendera i Paweł Malcherek. Dla ostatniego z nich, a także dla Kazimierza Lisa z Warty i Józefa Stępnia z Warszawianki były to w ogóle premierowe trafienia w sezonie 1939.
Na listę strzelców wpisali się też dwaj zawodnicy z podium klasyfikacji snajperskiej tamtej edycji rozgrywek: numer dwa Zenon Pieniążek Odrowąż z Polonii Warszawa (16. gol) oraz okupujący najniższy stopień "pudła" - Artur Woźniak (12. gol). Zabrakło natomiast wsród zdobywców bramek zdecydowanego lidera wyścigu - Ernesta Wilimowskiego. I tak mógł on jednak powoli przymierzać koronę króla strzelców za ten sezon. Nad Pieniążkiem prowadził bowiem przewagą dziesięciu bramek. Nic dziwnego skoro miał w tamtej edycji rozgrywek takie spotkania jak przeciwko Unionowi-Touring Łódź.

źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe
- Strzelił aż dziesięć goli Unionowi-Tournig Łódź. Dziesięć goli! To tylko jedna mniej niż miał w swym dorobku na przykład król strzelców całego sezonu 1952. Do dziś nikomu nie udało się nawet wyrównać tego bezapelacyjnego rekordu. Następni zawodnicy w tej klasyfikacji mają ledwie sześć trafień w jednym spotkaniu. (...) Kilka tygodni wcześniej uzyskał zaś hat-trick w starciu Ekstraklasy przeciwko Cracovii w ciągu trzech minut! - Wilimowski jest znów fenomenalny. Biega, zwodzi, przebija się, podaje, a przede wszystkim strzela bramki i to jak strzela! Kiedy wszystkim się zdaje, że zamieszanie podbramkowe zostanie wyjaśnione przez broniących się, z tłumu wyrywa się Wilimowski, dotyka jakby niewinnie piłkę i już jest ona w siatce. – pisał wtedy „Przegląd Sportowy”. Do dziś nikt nie powtórzył i tego wyniku „Eziego” (...). Wilimowski wyraźnie nadawał zaś ton klasyfikacji strzelców z dorobkiem dwudziestu sześciu bramek po czternastu meczach i średnią 1,86 bramki na kolejkę! Szykował się może nawet nowy, wspaniały rekord ligi pod względem największej liczby goli jednego gracza. - opisuje wyczyny tego superstrzelca książka "Galeria Legend Ekstraklasy" z sezonu 1939. W najwyższej polskiej lidze "Ezi" jednak już nigdy nie zagrał.
EPILOG
Siedem dni po ostatniej kolejce Ekstraklasy reprezentacja Polski mierzyła się w towarzyskim, lecz bardzo prestiżowym starciu z Węgrami, chlubiącymi się tytułem ówczesnych wicemistrzów świata. Madziarzy prowadzili w nim już 2:0, ale Polacy dzięki hat-trickowi Ernesta Wilimowskiego oraz trafieniu Leonarda Piątka (AKS Chorzów) wygrali ostatecznie 4:2. Rozentuzjazmowana publiczność zniosła nawet z boiska na ramionach kapitana zespołu - Władysława Szczepaniaka, czy zdobywcę trzech bramek - "Eziego". Wedle ówczesnych wyliczeń został on wtedy rekordzistą kadry Polski w liczbie strzelonych goli. Po nim, w przypływie euforii, przyrzekł kibicom Ruchu zdobycie mistrzostwa Polski. Obietnicy jednak nie dotrzymał... Podczas II Wojny Światowej pracował w niemieckiej policji. Dla odmiany, w spotkaniu tym brał udział także między innymi strzelec ostatniej ligowej bramki przed 1 września 1939 roku - Henryk Jaźnicki, wieloletni więzień oboców koncentracyjnych.
Następne reprezentacyjne starcie, planowane już na wrzesień z Bułgarią, nie doszło do skutku. W ostatnim dniu sierpnia "Przegląd Sportowy" donosił o telegramie od bułgarskiej federacji z rezygnacją z przyjazdu z uwagi nanapiętą sytuację polityczną. Nie rozegrano też dwóch spotkań ligowych, Cracovia - Wisła Kraków i Pogoń Lwów - Warszawianka, wpisanych do terminarza na 3 września. Te dwa kluby z drugiej pary, jak też Union-Touring Łódź już nigdy po 20 sierpnia 1939 roku nie zagrały w Ekstraklasie.
Następny mecz w najwyższej polskiej lidze odbył się dopiero 14 marca 1948 roku. Po zakończeniu II Wojny Światowej dwie pierwsze edycje przeprowadzono bowiem w formacie międzyokręgowym. Zwyciężyły w nich: Polonia Warszawa (1946) oraz Warta Poznań (1947). Mimo tak ogromnego przedziału czasowego, blisko dziewięciu lat, znalazło się wcale nie tak nieliczne grono czternastu zawodników, którzy brali udział w ostatniej kolejce Ekstraklasy przed wybuchem II Wojny Światowej, jak i w pierwszej po jej zakończeniu. Wśród nich byli między innymi Walter Brom, Stanisław Kaźmierczak, Wilhelm Piec, Henryk Spodzieja, Władysław Szczepaniak, czy Henryk Jaźnicki. Również należacy do tej grupy, Jan Przecherka, Henryk Spodzieja, Mieczysław Gracz, czy Stanisław Baran wpisali się nawet na listę strzelców w pierwszych powojennych starciach. Ci dwaj ostatni zrobili to także w ostatnim swoim spotkaniu zanim wybuchła wojna. Toteż dzięki temu trafili w dwóch kolejkach Ekstraklasy z rzędu, choć dzieliło je aż 3129 dni!
* * *
Zdecydowanie liczniejsze było jednak grono graczy, którym II Wojna Światowa zabrała najlepsze lata kariery piłkarskiej, majątek, domy i rodziny. Tych, których wojenny front przeczołgał po całym świecie. Tych, którzy wiele lat spędzili w obozach koncentracyjnych, czy na robotach przymusowych. Tych, którzy z zawieruchy już nigdy nie wrócili...
Wojciech Bajak