

W cyklu #ToByłGol przedstawiamy trafienia, które zapisały się na kartach historii Ekstraklasy! W kolejnej odsłonie wracamy pamięcią do słynnego meczu Legia Warszawa – Widzew Łódź i gola Andrija Mychalczuka, który rzutem na taśmę zapewnił łodzianom mistrzostwo Polski 1996/1997.
To chyba jedno z najbardziej emocjonujących spotkań w historii ligi. 18 czerwca 1997 roku na stadionie przy ulicy Łazienkowskiej w Warszawie odbyła się przedostatnia kolejka sezonu 1996/1997. Druga w tabeli Legia mierzyła się z mającym jeden punkt przewagi Widzewem. Spotkanie mogło przesądzić więc losy tytułu mistrzowskiego. Gospodarze przeważali przez większą część starcia, ale w końcówce musieli uznać wyższość ekipy trenera Franciszka Smudy.
Aż do 86. minuty meczu Legia prowadziła 2:0 po bramkach Cezarego Kucharskiego i Sylwestra Czereszewskiego. Gdy wydawało się, że to warszawianie zameldują się na miejscu lidera tabeli, goście zaczęli odrabiać straty – najpierw gola kontaktowego strzelił Sławomir Majak, a dosłownie chwilę później głową trafił Dariusz Gęsior. Wreszcie padła bramka, która zadecydowała o tym, kto zostanie mistrzem Polski.
W doliczonym czasie gry Gęsior popędził prawą flanką i podał do znajdującego się w polu karnym Legii Andrija Mychalczuka, a ten strzałem w krótki róg umieścił piłkę w siatce bramki strzeżonej przez Grzegorza Szamotulskiego, wprawiając w ekstazę łódzkich kibiców. Widzewiacy mogli już świętować mistrzowski tytuł, bo dzięki wygranej powiększyli przewagę do czterech punktów.
