

Tak się złożyło, ze cały kwintet piłkarzy z roczników 1999 lub młodszych wystąpił w dwóch spotkaniach: Pogoni Szczecin z Cracovią oraz Arki Gdynia z Górnikiem Zabrze. Tylko te cztery drużyny postawiły bowiem na tak młodych zawodników. I żadna z nich... nie przegrała swojego starcia! Oba spotkania zakończyły się wszak remisami 1:1.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
ADRIAN BENEDYCZAK
(Pogoń Szczecin)
Pierwszy w karierze Adriana Benedyczaka występ w wyjściowym składzie w Ekstraklasie. Został też dzięki temu póki co jedynym niepełnoletnim graczem w bieżącym sezonie w podstawowej „jedenastce” swojej drużyny. Napastnik Portowców nie unikał ostrej walki. Cztery razy zatrzymał nieprzepisowo rywali (trzeci wynik kolejki) za co otrzymał pierwszą żółtą kartkę na tym szczeblu, ale i sam został pięciokrotnie sfaulowany (najwięcej w całej serii spotkań). Pod względem liczby stoczonych pojedynków przewyższyli go w miniony weekend tylko Szymon Żurkowski z Górnika Zabrze oraz Tomasz Jodłowiec z Piasta Gliwice. Jego wskaźnik w tej klasyfikacji zatrzymał się na liczbie "37". Do rywalizacji z konkurentami w powietrzu częściej od niego stawał zaś wyłącznie Filip Piszczek (20:15 dla piłkarza Cracovii). Gorzej było z jego skutecznością w tych elementach. Wygrał tylko 37% pojedynków i 40% pojedynków w powietrzu. Oddał za to swoje dwa pierwsze strzały w tych rozgrywkach. Jeden z nich powędrował w światło bramki. Trzykrotnie spróbował zwodów, z czego raz udało mi się takim zagraniem oszukać przeciwnika.
Adrian Benedyczak z @PogonSzczecin to pierwszy niepełnoletni zawodnik w tym sezonie w wyjściowym składzie w meczu @_Ekstraklasa_ #POGCRA
— Wojtek Bajak (@WoBaj) 11 sierpnia 2018
To on w szeregach Pogoni Szczecin był najczęściej wybieranym celem podań przez partnerów. Ogółem przyjął aż trzydzieści zagrań kolegów. Sam kierował do nich piłkę osiem razy, z czego sześciokrotnie dotarła ona do adresatów. Dwa razy przejął piłkę, dziesięć razy ją stracił. Według wskaźnika InStat Index zapracował na drugą najwyższą notę w swym zespole.
W 81. minucie gry został zmieniony przez Huberta Matynię. Do tego czasu przebiegł 9,75 km i zanotował osiem sprintów. Maksymalna prędkość wyniosła 29,95 km/h.
ADRIAN GRYSZKIEWICZ
(Górnik Zabrze)
Lewy obrońca Górnika Zabrze nadal wyróżnia się w przekroju całego sezonu pod względem skuteczności w pojedynkach z rywalami. Dowodem tego jest jego 1. miejsce w tej klasyfikacji z wynikiem 62%. Ex aequo z Laszą Dwalim z Pogoni Szczecin prowadzi też w liczbie wygranych starć w obronie (43). Może się on poszczycić również pozycją lidera w udanych odbiorach (25), czy trzecim miejscem w liczbie wygranych pojedynków na ziemi (42) w bieżącej edycji zmagań.
W tej kolejce Adrian Gryszkiewicz wygrał 67% stoczonych pojedynków (14 z 21), 69% pojedynków w obronie (9 z 13) i 61% pojedynków na ziemi (11 z 18). Miał też pięć udanych odbiorów. W każdej z tych kategorii uplasował się on w TOP-20 minionej kolejki. Jednak nie dotrwał do końcowego gwizdka, ponieważ za dwie żółte kartki został wykluczony z gry. To pierwsza czerwona kartka w jego karierze w Ekstraklasie. Kartoniki drugiego koloru kolekcjonuje jednak notorycznie. Na trzynaście rozegranych spotkań na najwyższym szczeblu ma już sześć upomnień tego typu od arbitrów! W meczu z Arką sfaulował dwukrotnie i oba te przewinienia sędzia główny wycenił na żółte kartki. W kolejnym meczu, mimo tej kary, będzie mógł jednak zagrać.
Zanim jednak w 74. minucie wyleciał z boiska zdołał oddać jeden niecelny strzał. Podawał dwadzieścia dziewięć razy, z czego osiemnaście razy skutecznie. Sam przyjął zaś dziewięć zagrań kolegów. Ponadto wygrał wszystkie trzy pojedynki powietrzne, jakie stoczył. Czterokrotnie usiłował przechytrzyć przeciwników zwodem i połowa tych prób zakończyła się powodzeniem. Pięć razy stracił piłkę. W sumie Gryszkiewicz przebiegł 8,49 km i zanotował dwanaście sprintów. Maksymalna prędkość w jego przypadku wyniosła 32,67 km/h, co było drugim (po Igorze Angulo) wynikiem w szeregach Górnika Zabrze.
KACPER MICHALSKI
(Górnik Zabrze)
W przeciwieństwie do swojego kolegi klubowego, Kacper Michalski, jeszcze ani razu nie został ukarany żółtą kartką w Ekstraklasie i ten status udało mu się podtrzymać także w starciu z Arką Gdynia. W czwartym meczu z rzędu zagrał on na prawej obronie Górnika Zabrze. Wraz z Adrianem Gryszkiewiczem tworzy jedyny duet kandydatów do kadry Jacka Magiery, który wystąpił w każdej z czterech kolejek bieżących rozgrywek, w dodatku zawsze w wyjściowym składzie. Wskutek czerwieni swego druha z defensywy zabrzan tym razem jako jedyny z grona wszystkich urodzonych w 1999 roku lub młodszych dotrwał do końcowego gwizdka arbitra.
Michalski osiem razy – w tym raz na połowie rywala – przejął piłkę, co dało mu miejsce w TOP-20 pod względem liczby takich zagrań w minionej kolejce. Bardziej widoczny był jednak w ofensywie. Wykonał on cztery dośrodkowania (jedno celne) i osiem razy posyłał piłkę w pole karne (pięciokrotnie dotarła ona do adresatów). W sumie zaś na jego koncie znalazły się trzydzieści trzy podania, w tym dwadzieścia sześć celnych. Był to najlepszy wynik w jego drużynie. Do niego koledzy futbolówkę skierowali osiemnastokrotnie.
Michalski wygrał trzy z ośmiu pojedynków, z czego jeden w powietrzu. Raz (na dwie próby) odebrał piłkę rywalowi. Nie udał mu się natomiast jedyny zwód. Dwukrotnie popełnił faule, raz sam został nieprzepisowo zatrzymany. Przebiegł on 11,63 km, wykonując przy tym dziewięć sprintów. Maksymalna prędkość, jaką osiągnął to 31,17 km/h.
MATEUSZ MŁYŃSKI
(Arka Gdynia)
Jedyny debiutant w tej kolejce spośród kandydatów do mundialowej kadry. Od razu awansował też na pierwsze miejsce w klasyfikacji najmłodszych zawodników tego sezonu. Jako jedyny z graczy wypróbowanych już w tej edycji rozgrywek przyszedł na świat w XXI wieku. Dotąd z piłkarzy na tym szczeblu wystąpili jeszcze tylko dwaj zawodnicy, którzy narodzili się w bieżącym stuleciu - Mateusz Żukowski i Daniel Pik - ale oni zagrali jeszcze w poprzedniej kampanii.
Dla wielu obserwatorów Mateusz Młyński stał się jednym z największych bohaterów czwartej kolejki. Siedemnastolatek wprowadzony po przerwie na środek pomocy za Michała Nalepę zaprezentował kibicom jeden celny strzał. To właśnie jemu udało się też wywalczyć przewagę liczebną dla swojego zespołu. Po faulu na Młyńskim z boiska wyleciał bowiem Adrian Gryszkiewicz. Było to jedno z trzech nieprzepisowych zagrań na tym zawodniku, odgwizdane przez arbitra. Sam zaś faulował jeden raz.
17 lat, 7 miesięcy i 9 dni - Mateusz Młyński w miniony weekend zadebiutował w @_Ekstraklasa_ w meczu z @GornikZabrzeSSA (1:1)! ????????????
— Łączy nas piłka (@LaczyNasPilka) 14 sierpnia 2018
Dobre występy w #CLJ procentują! ???? pic.twitter.com/TuITPfdITq
W swym debiucie zanotował siedemnaście podań (w tym dziesięć celnych) i dwadzieścia pięć przyjęć po odegraniach partnerów. Wygrał też jedenaście z dwudziestu jeden pojedynków (siedmiokrotnie w obronie, cztery razy w ataku) – co było najlepszym wynikiem w szeregach Arkowców. Nikt z kolegów klubowych nie mógł się z nim równać też pod względem liczby odbiorów (pięć). Na drugim miejscu w swej ekipie znalazł się zaś w klasyfikacji zwodów. Trzy z sześciu prób wykonania tego elementu zakończyły się powodzeniem. „Zero” przy jego nazwisku widnieje zaś w wygranych pojedynkach powietrznych oraz celnych podaniach w pole karne, choć obu tych zagrań próbował po trzy razy. Przebiegł on 5,9 km, wykonał siedem sprintów i osiągnął maksymalną prędkość 30,16 km/h.
SEBASTIAN STRÓZIK
(Cracovia)
W trzeciej kolejce z rzędu na boisku w barwach Pasów wystąpił Sebastian Strózik. Tak jak przed tygodniem napastnik ten zagrał w wyjściowym składzie drużyny prowadzonej przez Michała Probierza. Tym razem wystąpił on do 58. minuty. Potem na jego miejsce wszedł Estończyk Sergei Zenjov. W tym czasie zademonstrował dziesięć udanych podań na siedemnaście prób. Piętnaście razy przyjął zagrania partnerów. Wygrał też cztery z jedenastu pojedynków, w tym dwa z czterech w powietrzu. Trzy razy zdarzyło mu się stracić piłkę.
Został za to rekordzistą Cracovii pod względem liczby wykonanych sprintów w tym starciu. Prędkość powyżej 25,2 km/h utrzymywał on przez odpowiedni czas aż siedemnaście razy. Oznacza to, że takie prędkości rozwijał średnio co 3 minuty 21 sekund! Strózik przebiegł 7,49 km, z maksymalną prędkością 32,55 km/h. W tej drugiej kategorii okazało się to drugim wynikiem po Mateuszu Wdowiaku.