

W piątek 7 marca 2024 roku dojdzie do rywalizacji dwóch najlepszych drużyn w obecnej tabeli PKO Bank Polski Ekstraklasy. Ich historia w ostatnich latach jest bardzo podobna do siebie. Styl w obecnym sezonie - diametralnie różny.
W trzech ostatnich sezonach żadna z drużyn, która zajmowała dwa pierwsze miejsca po rozegraniu 2/3 sezonu, w końcowym rozrachunku nie wypadła poza TOP-3. Obecnie na czele znajdują się zaś Śląsk Wrocław i Jagiellonia Białystok, czyli dwaj bezpośredni rywale z piątkowego spotkania 24. kolejki. Po szóstej serii spotkań na czele znalazła się drużyna Podlasia. W następnej rundzie oddała prowadzenie Legii Warszawa. Potem zaś prymat przejął Śląsk Wrocław i dzierżył go nieprzerwanie od 8. do 19. tury spotkań. Następnie na trzy kolejki miano lidera przypadło w udziale Jadze, ale w zeszłą sobotę odebrała go jej znów ekipa z Wrocławia. Matematyczny rachunek wskazuje więc, że Śląsk był na czele przez trzynaście z szesnastu ostatnich serii spotkań. W trzech prowadziła natomiast Jagiellonia. W dodatku od 12. kolejki ten duet nikomu nie uchylił drzwi nawet do czołowej "dwójki". Teraz może się to stać, ale wiadomo, iż pierwsze miejsce zostanie przy jednym z tych zespołów. W kontekście dalszej rywalizacji warto podkreślić, że poprzednio lider po 24. kolejce wypadł poza TOP-2 w finałowej tabeli w sezonie 2018/2019 (Lechia Gdańsk - 3.), medalu nie zdobył zaś w edycji 2016/2017 (Lechia Gdańsk - 4.)
Konia z rzędem temu, kto przewidywałby taki skład TOP-2 po rozegraniu 2/3 sezonu. Przysłowiowe zwierzę winno mieć gabaryty perszerona, zwłaszcza gdy uwzględni się początek tej edycji zmagań. Jagiellonia Białystok na starcie uległa 0:3 mistrzowi Polski - Rakowowi Częstochowa. Śląsk Wrocław natomiast zremisował na wyjeździe 1:1 z Koroną Kielce. Tyle tylko, że był to jego jedyny punkt w trzech pierwszych spotkaniach. Obie drużyny zaznały ciężaru dzierżenia "czerwonej latarni". Duma Podlasia zamykała tabelę (wspólnie z ŁKS Łódź) po premierowej serii zmagań. Śląskowi Wrocław ta niechlubna rola przypadła po 4. kolejce. Poprzedni przypadek, by zespół, który znajdował się na pewnym etapie zmagań na samym dnie, zdołał w dalszym biegu rozgrywek awansować na 1. miejsce miał miejsce w sezonie 2018/2019, gdy Legia Warszawa rozpoczęła od 1:3 z Cracovią, ale po 31., 33. i 34. kolejce otwierała ligową tabelę. Tylko że to dotyczyło jednego zespołu, a tu już mamy duet.
Temu nie najlepszemu początkowi w wykonaniu obu ekip pewnie mało kto się dziwił. Ranking ELO przed startem rywalizacji plasował je na 9. (Jagiellonia Białystok) i 14. miejscu (Śląsk Wrocław) w rankingu wszystkich klubów PKO Bank Polski Ekstraklasy. To z kolei wypadkowa dość chudych lat. Sezony 2021/2022 i 2022/2023 wrocławianie kończyli na ostatnim bezpiecznym miejscu, pieczętując utrzymanie wątłym zapasem odpowiednio trzech oraz jednego punktu. Szczególnie dramatyczny przebieg miała poprzednia kampania. W 32. kolejce Śląsk mierzył się z Wisłą Płock. Gdyby przegrał, definitywnie po 15 sezonach z rzędu gry w elicie, pożegnałby się z tym poziomem rozgrywkowym. Nafciarze wyszli nawet na prowadzenie 1:0, ale potem trafienia Nahuela Leivy, Johna Yeboaha i Dennisa Jastrzembskiego przechyliły szalę na korzyść Śląska. W ten sposób to płocczan spotkała degradacja.
W tamtej edycji zaledwie jedno miejsce nad Śląskiem Wrocław skończyła Jagiellonia Białystok. Jej historia może nie ocierała się o balansowanie na tak cienkiej linie, co w przypadku rywala. Dało się jednak zauważyć stopniowy spadek znaczenia na krajowym podwórku. Po wicemistrzostwie Polski w sezonie 2017/2018, w każdym kolejnym Duma Podlasia obsuwała się całkiem znacząco w tabeli. Kolejno były to lokaty - 5. (spadek o 3 miejsca), 8. (3 miejsca), 9. (1 miejsce), 12. (3 miejsca) i 14. (2 miejsca). W ciągu pięciu sezonów spadła więc o dwanaście pozycji. Strata do mistrza rozrosła się zaś z trzech do trzydziestu czterech punktów! Obie drużyny w poprzedniej kampanii ratowały się też późnowiosennymi zmianami trenerów. Jacek Magiera po kilkunastomiesięcznej przerwie stanął znów na czele sztabu szkoleniowego Śląska Wrocław. Młodziutki Adrian Siemieniec został zaś wyciągnięty z rezerw, by zastąpić weterana ligowych boisk - Macieja Stolarczyka. Dziś obecne sukcesy nierozerwalnie wiążą się z tym duetem. Gdyby ktoś z nich zdobył mistrzostwo, byłby to pierwszy przypadek tak dużego awansu sportowego ekipy od Piasta Gliwice w sezonach 2017/2018 - 2018/2019 (z 14. na 1. miejsce).
Pod względem zwycięstw te dwie drużyny miały najgorszy rezultat w ubiegłym sezonie spośród ekip, które uratowały ligowy byt. Wygrały tylko po dziewięć razy. Dziś przodują w tej klasyfikacji wśród uczestników zmagań. Śląsk wygrał trzynaście z dwudziestu ostatnich meczów w okresie 300 dni. Poprzednio uzbieranie takiej liczby triumfów zajęło mu sześćdziesiąt cztery spotkania rozłożone na 706 dni! Jagiellonia Białystok ustępuje mu jednym spotkaniem z pełną pulą. Dokonała tego w dwudziestu dwóch ostatnich spotkaniach. Wcześniej na dwanaście triumfów potrzeba jej było aż czterdzieści dziewięć potyczek. Wrocławianie obecnie wypracowali już 110% swojego dorobku punktowego z poprzedniej edycji zmagań (wyrównali go w 18. kolejce). Duma Podlasia natomiast po wyniku 1:1 z 22. serii spotkań także przebiła swój poprzedni rezultat. Rewolucja dokonała się dwiema odrębnymi drogami.
Jagiellonia Białystok to pierwszy zespół, który w dwudziestu dwóch początkowych kolejkach rozgrywek zdobył pięćdziesiąt bramek od Wisły Kraków 2007/2008. Dziś jej dorobek wynosi pięćdziesiąt jeden goli strzelonych, co daje średnią 2,22 gola w spotkaniu. To oczywiście najwyższy wynik w stawce. Tak samo pod względem zdobyczy bramkowych w roli gospodarza Duma Podlasia ma najlepszy rezultat wśród uczestników zmagań. Trafiła bowiem u siebie 28 razy w 12 spotkaniach, czyli legitymuje się średnią 2,55 gola strzelonego/mecz. Zaliczyła najwięcej meczów z przynajmniej dwoma golami strzelonymi (15), trzema golami strzelonymi (10) i czterema golami strzelonymi (5). Mało jest ofensywnych klasyfikacji, w których na pierwszym miejscu zabrakłoby właśnie ekipy Adriana Siemieńca. Zdobywa bramki najczęściej ze wszystkich ekip w pierwszych i drugich połowach (24+27). Również to ona najlepiej otwiera rywalizację pod względem bramkowym (8 goli w pierwszym kwadransie) i najskuteczniej zamyka (12 goli po 75. minucie). Ma na koncie najwięcej goli strzelonych lewą nogą (27), zza pola karnego (8) oraz z pola karnego (43). Do jej specjalności należą też stałe fragmenty gry (19, w tym 12 bezpośrednio, wliczony jeden samobój). To właśnie ona najczęściej przeistacza strzały niezablokowane w gole (22,2%).
Przy takich rezultatach nic dziwnego, że to Jaga legitymuje się najkorzystniejszą różnicą goli oczekiwanych do strzelonych w rzeczywistości (+14,71), ale w drugą stronę - na czoło wychodzi Śląsk Wrocław. Zespół Jacka Magiery bowiem stracił najmniej goli w porównaniu do współczynnika goli oczekiwanych przeciwnika (+10,36). Tak jak Jagiellonia hołduje zasadzie "po pierwsze strzelić", tak pryncypia aktualnego lidera tabeli obejmują przede wszystkim skuteczną defensywę. Ma on najmniej bramek straconych w stawce. Rywale zdołali pokonać bramkarza tej ekipy tylko osiemnaście razy w ciągu całego sezonu. Oznacza to średnio inkasowaną bramkę raz na 115 minut gry. Tylko ten zespół ma wskaźnik poniżej gola traconego raz na 90 minut. Jeśli była mowa o tym, że Jagiellonia Białystok najlepiej otwiera mecze, to warto jednocześnie podkreślić, że Śląsk jeszcze nie stracił gola w pierwszym kwadransie gry w tym sezonie (najwcześniej - w 19. i 20. minucie). W I połowach rywale pokonali go zaś tylko pięć razy (raz na 207 minut gry). A gdyby odliczyć sam początek zmagań, wyniki wypadają jeszcze lepiej. W ostatnich dwudziestu starciach ekipa z Dolnego Śląska zanotowała wszak więcej zwycięstw (13) niż straconych bramek (12 = średnio raz na 150 minut). W dziesięciu ostatnich meczach żadnemu zespołowi nie udało się pokonać bramkarza Śląska Wrocław więcej niż raz. Skuteczność Rafała Leszczyńskiego w całym sezonie wynosi blisko 79%, ale za dziewięć poprzednich starć aż 83,3%! Nikt też nie zachowywał czystego konta częściej niż on (9 razy).