
Warta Poznań zakończyła wreszcie swoje spotkanie w najwyższej polskiej lidze ze strzelonym golem. Przerwał on serię aż siedmiu meczów z rzędu bez trafienia tej drużyny. To był najbardziej okazały wynik w XXI wieku w całej Ekstraklasie.
"Minął sierpień, minął wrzesień, znów październik i ta jesień / rozpostarła melancholii mglisty woal / Nie żałuję letnich dzionków, róż, poziomek i skowronków / Lecz jednego, jedynego jest mi żal". Ciekawe czy pierwsza zwrotka kultowej piosenki Kabaretu Starszych Panów nie brzmiała w uszach piłkarzy Warty Poznań. Wykonawcy oryginału tęsknili za pomidorami, Zieloni zaś za strzelonymi golami. Zgadzał się za to horyzont czasowy. Tak jak Wiesławowi Michnikowskiemu w oczekiwaniu na ulubiony przysmak "minął sierpień, minął wrzesień, znów październik...", tak i oni przez podobny okres musieli się uzbroić w cierpliwość. Ostatnią zdobycz bramkową zanotowali wszak za sprawą Mateusza Kuzimskiego - 27 sierpnia przeciwko Jagiellonii Białystok!
Żeby jeszcze uzupełnić bezmiar cierpień Warty w tym długim odcinku czasowym trzeba dodać, że było to jedyne trafienie ekipy ze stolicy Wielkopolski w dziesięciu poprzednich starciach! A przecież zanim nastał ten czas niemocy, Warta po 3 kolejkach była najlepsza w stawce z siedmioma strzelonymi golami na koncie, co dawało wtedy średnią 2,33 na spotkanie. Swój współczynnik goli oczekiwanych przewyższała dzięki temu o 3,7. Później jednak wpadła ostatecznie w tory nieskuteczności.
Siedem spotkań z rzędu między 7., a 13. kolejką bez żadnej zdobytej bramki Warty Poznań stanowiło nowy rekord tego klubu w historii występów w Ekstraklasie. Usunęło ono wyraźnie w cień poprzednie najbardziej niechlubne dokonanie Zielonych w elicie (4 spotkania z sezonu 2020/2021). Wyjątkowo nie licowało ono z faktem, że drużyna ta przecież do dziś plasuje się na pierwszym miejscu pod względem najdłuższej passy ze strzelonym golem w historii całych rozgrywek (50 meczów z rzędu w latach 1927-1928)! Także w XXI wieku nikt nie przebił Warciarzy w dłuższym oczekiwaniu na zdobycz bramkową. Siedem kolejnych spotkań bez sukcesu zanotowała przed nimi jedynie Pogoń Szczecin w edycji 2002/2003 (od 15. do 21. kolejki), ale nawet Portowcy w przeliczeniu na czas gry nie musieli się tak mocno uzbroić w cierpliwość jak Warta. Wtedy wyszło im bowiem 689 minut przy aż 750 minutach Zielonych!

W przeliczeniu na inne kryteria wynika, że ekipie z Poznania upłynęło 15 połów meczowych w oczekiwaniu na trafienie. Z perspektywy kalendarza oznaczało to zaś 71 dni lub 1696,5 godziny bez sukcesu. Nie pomagał w zakończeniu tej serii nawet taki mecz jak z KGHM Zagłębiem, gdy Warciarze zanotowali współczynnik goli oczekiwanych 3,48, oddając 8 strzałów celnych, w tym 1 z rzutu karnego. Ba! Nawet w sobotę z Piastem Gliwice, Dawid Szymonowicz z odległości kilkudziesięciu centymetrów... posłał piłkę w poprzeczkę! Strzał ten wyceniono na 0,92 według goli oczekiwanych Licznik jak zaklęty odliczał więc kolejne minuty. Naprawdę bardzo niewiele brakowało już do rekordu wszech czasów ligi, liczącego 10 meczów. Na szczęście to widmo odegnał Adam Zrelak w 78. minucie, choć prawdopodobieństwo było ponad 5 razy niższe niż w przypadku Szymonowicza.
To jednocześnie zakończyło serię dziesięciu meczów bez wygranej Warty Poznań w elicie, co było najdłuższą passą w tym momencie. Piasta Gliwice w sobotę nie stać było bowiem na odpowiedź. Zieloni w tym sezonie jeśli tylko strzelają gola, nie przegrywają spotkań. Natomiast oba swoje zwycięstwa odnieśli bez straty bramki. Zanotowali je w roli gościa (4:0 z Górnikiem Łęczna i 1:0 z Piastem Gliwice). Zrelak strzelał gole w każdej z tych dwóch potyczek. To jego jedyne trafienia w elicie.