

Pełna animuszu przystąpiła Wisła Kraków do rywalizacji w pierwszym swym spotkaniu w PKO Bank Polski Ekstraklasie po przerwie zimowej. Dzięki trafieniom dwójki bocznych obrońców, Łukasza Burligi oraz Macieja Sadloka, i Felicio Brown Forbesa prowadziła już 3-0 z Piastem Gliwice. Zegar w momencie trafienia Kostarykańczyka wskazywał zaś zaledwie 20. minutę gry. Szybciej na trzybramkowe prowadzenie jako ostatnia na tym szczeblu wyszła Arka Gdynia w listopadzie 2017 roku z Sandecją Nowy Sącz (po 15 minutach). Olbrzymia zaliczka, ale też spory margines czasowy do odrobienia tych strat przez przeciwnika.
Przekonał się o tym przecież choćby AC Milan w słynnym finale Ligi Mistrzów z 2005 roku. Tyle tylko, że Rossoneri do szatni udawali się na przerwę jeszcze z pełnym zapasem trzech trafień nad Liverpoolem FC. W Krakowie natomiast Piast zdołał złapać kontakt z Białą Gwiazdą jeszcze przed końcem I połowy. Najpierw w 34. minucie na listę strzelców wpisał się Jakub Świerczok, a kilkaset sekund później w jego ślady poszedł młodzieżowiec Dominik Steczyk.
Z 0:3 na 4:3? Takiego meczu w #Ekstraklasa nie było od ponad osiemdziesięciu lat! ????
— PKO BP Ekstraklasa ???? (@_Ekstraklasa_) February 1, 2021
Skrót szalonego #WISPIA ⤵
W drugich czterdziestu pięciu minutach jednak zawodnicy Waldemara Fornalika długo czekali na wyrównanie. Dopiero tuż przed samym końcem regulaminowego czasu bramkę na wagę remisu zdobył z rzutu karnego Świerczok, zaliczając dublet, a zarazem 8. gola w 7 ostatnich starciach. Tym samym pierwszy raz od 22 września 2018 roku (KGHM Zagłębie Lubin z Lechią Gdańsk), jeden z zespołów w meczu Ekstraklasy zdołał odrobić stratę trzech goli. Ale na tym śląska ekipa nie poprzestała. W doliczonym czasie gry, trafienie zanotował bowiem jeszcze Węgier Kristopher Vida. Piast Gliwice ostatecznie wygrał zatem 4-3. Takiej pogoni zwieńczonej sukcesem w Ekstraklasie nie było od 82 lat!
Wprawdzie zdarzały się przez ten czas dość spektakularne wyczyny. Na przykład w kwietniu 1965 roku Legia Warszawa aż trzykrotnie w ciągu meczu prowadziła z Szombierkami Bytom różnicą dwóch goli (2-0, 3-1 i 4-2), a mimo tego zeszła z boiska pokonana (4-5). Albo w 1949 roku w odstępie trzech miesięcy dwie ekipy od stanu 0-4 przeszły do 4-4. Najpierw w kwietniu dokonała tego Lechia Gdańsk z Legią Warszawa, w lipcu zaś Warta Poznań z ŁKS Łódź. Obie te potyczki skończyły się jednak remisami, zabrakło więc końcowego sukcesu.
Ostatnią drużyną, która przeszła ścieżkę Piasta, i choć przegrywała w meczu Ekstraklasy różnicą trzech goli, to jednak zdołała odnieść zwycięstwo była więc Warta Poznań 21 sierpnia 1938 roku. Ona także wygrała 4-3, choć po 33 minutach było 3-0 dla jej rywala - AKS Chorzów. Zieloni grali wtedy jednak u siebie. Ostatnią ekipą przed gliwiczanami z wygraną na wyjeździe w meczu, w którym przegrywała różnicą trzech goli, był 5 sierpnia 1928 Ruch Chorzów w starciu z Hasmoneą Lwów (także 4-3). Dwa miesiące wcześniej udał się to zaś Pogoni Lwów z TKS Toruń (4-3), a w październiku 1927 roku Warszawianka z Klubem Turystów Łódź przeszła od rezultatu 0-3 do 7-3 w protokole końcowym. Wraz z niedzielnym meczem w Krakowie to jedyne takie przypadki w gościach w całej historii ligi.
Natomiast na wyjeździe @PiastGliwiceSA został pierwszą drużyną, która wygrała mecz @_Ekstraklasa_ w którym przegrywała 3 bramkami od 5 sierpnia 1928 (Hasmonea Lwów - Ruch Chorzów)#WISPIA https://t.co/n3AkI9V4pu
— Wojtek Bajak (@WoBaj) February 1, 2021