
Tę czwórkę dominatorów tworzyły dotychczas Lech Poznań, Pogoń Szczecin, Wisła Płock i Radomiak Radom. Nie tylko, że unikały u siebie przegranych, ale też każda z nich zdołała u siebie wygrać przynajmniej połowę spotkań. Kolejorz oraz Nafciarze zdobyli po 26 punktów (86,7% możliwych; 8 zwycięstw, 2 remisy), Pogoń Szczecin miała 23 punkty (85,2% możliwych; 7 zwycięstw, 2 remisy), a Radomiak Radom - 20 punktów (66,7% możliwych; 5 zwycięstw, 5 remisów). Pod przeciwnikami mogły więc zadrżeć nogi przed tak dobrymi bilansami. Każda seria ma jednak swój koniec, a w miniony weekend finał znalazły nawet dwie z nich.
Pierwszy z kwartetu niepokonanych gospodarzy grał Radomiak Radom. Za przeciwnika miał on akurat najtrudniejszego przeciwnika spośród tych drużyn - Raków Częstochowa, czyli trzecią drużynę w tabeli. Do tego spotkania przystępował zarazem po serii dwunastu spotkań bez przegranej. Aktualni wicemistrzowie Polski szybko jednak ostudzili zapędy beniaminka. Już w 13. sekundzie spotkania na listę strzelców wpisał się bowiem środkowy pomocnik spod Jasnej Góry - Giannis Papanikolaou. To była najszybciej zdobyta bramka w najwyższej polskiej lidze od samobójczego trafienia Michała Miśkiewicza w rywalizacji z Podbeskidziem Bielsko-Biała w sezonie 2013/2014 (11. sekunda). Mimo tak długiego czasu pozostałego do końca zmagań, Zielonym nie udało się już wyrównać stanu rywalizacji i uchronić przed pierwszą przegraną w tej edycji w roli gospodarza. Doliczając poprzedni pobyt radomian w elicie oznaczało to zarazem koniec passy czternastu starć u siebie ze zdobyczą punktową.
W niedzielę los Radomiaka podzieliła też Wisła Płock. W swojej twierdzy Nafciarze wypracowali około 87% całego dorobku z rozgrywek. To najwyższy udział punktów zdobytych u siebie w łącznym rezultacie ze wszystkich klubów. Ex aequo z Lechem Poznań miała na koncie najmniej goli straconych (3) i najwięcej meczów z czystym kontem (7). Żadna ekipa nie była w stanie pokonać bramkarzy ekipy Macieja Bartoszka w Płocku więcej niż raz. Tymczasem omal otrzeźwienie nie nastąpiło prawie równie szybko co w Radomiu. Rywal Nafciarzy, Piast Gliwice, już w 3. minucie otrzymał rzut karny po zagraniu piłki ręką przez Piotra Tomasika. Strzał Damiana Kądziora z "wapna" zatrzymał jeszcze Krzysztof Kamiński. Okazało się jednak, że było to tylko odroczenie wyroku. W II połowie w odstępie kilkuset sekund gole strzelili bowiem Martin Konczkowski i Kamil Wilczek, pieczętując wygraną ekipy Waldemara Fornalika 2:0. Dla płocczan to z kolei koniec ciągu jedenastu kolejnych starć bez porażki u siebie.
NAJ...NAJ...NAJ U SIEBIE W SEZONIE 2021/2022:
Te dwie drużyny - Radomiak oraz Wisły - legitymowały się jednocześnie najdłuższymi seriami ze strzelonym golem w stawce (odpowiednio: 12 i 18 meczów z rzędu). Wobec tego, iż nie znalazły sposobu na bramkarzy przeciwników w ostatni weekend, owe passy już się skończyły. Dla obu to jednocześnie także pierwsze spotkania w roli gospodarzy w trwających rozgrywkach bez zdobyczy bramkowej. W całej stawce zostały jedynie trzy drużyny z takim statusem: Jagiellonia Białystok, Lechia Gdańsk, a także Pogoń Szczecin.
Właśnie Portowcy są także wraz z Lechem Poznań już ostatnimi drużynami bez porażki u siebie w trwającym sezonie. Kolejorz nie przegrał dwunastu kolejnych starć przy Bułgarskiej, szczeciński zespół ustępuje mu zaś dwoma spotkaniami pod tym względem. W tym sezonie mają na koncie odpowiednio 11 i 10 meczów bez przegranej. W poprzedniej edycji dwie ostatnie drużyny - Pogoń i Śląsk Wrocław - utraciły status niepokonanych u siebie w swych 10. starciach. Ostatnio dłużej od Lecha u siebie na własnym stadionie z "zerem" po stronie przegranych wytrzymała Lechia Gdańsk 2018/2019 (1. porażka w 16. meczu u siebie), lecz by znaleźć dwa zespoły z pułapem 10 starć trzeba się cofnąć do kampanii 2017/2018 (Lech - 1. porażka w 16. meczu u siebie, Górnik Zabrze - 1. porażka w 11. meczu u siebie).