

Z brutalnością słynnego powiedzenia Czesława Michniewicza - "2:0 to niebezpieczny wynik..." - zderzył się w minionej kolejce duet drużyn. O ile jednak Lechii Gdańsk udało się uratować chociaż remis ze Śląskiem Wrocław po utracie tak okazałego prowadzenia, to Wisła Płock przegrała
Jeszcze na nieco ponad dziesięć minut przed końcem samobójcze trafienie Michalisa Maniasa po przecięciu piłki posłanej przez Giorgiego Merebaszwilego oraz gol Jakuba Rzeźniczaka dawały Wiśle Płock komfortowe prowadzenie 2:0 nad Pogonią Szczecin. Wkrótce okazało się jednak jak złudne było to poczucie bezpieczeństwa. W ciągu kilkudziesięciu sekund Srdjan Spiridonović (rzut karny) i Marcin Listkowski doprowadzili do wyrównania. Emocje nie zdążyły jeszcze opaść po stronie sfrustrowanych utratą przewagi Nafciarzy, a na prowadzenie Portowców wyprowadził debiutant w najwyższej polskiej lidze - Paweł Cibicki. Ten rezultat utrzymał sie już do końca spotkania.
Od 2:0 do 2:3 ???? @PogonSzczecin pokazała charakter i wywozi trzy punkty z Płocka!
— PKO BP Ekstraklasa (@_Ekstraklasa_) February 9, 2020
????#WPŁPOG pic.twitter.com/Rwrd3xpMD7
To pierwszy taki przypadek w tym sezonie. Poprzednio równie udana gonitwa udała się zaś... przeciwniczce Portowców z niedzieli, czyli Wiśle Płock. W Poniedziałek Wielkanocny w 2019 roku przegrywała ona już 0:2 ze swoją krakowską imienniczką, ale ostatecznie zdołała wygrać 3:2.
W edycji 2018/2019 skutecznej pogoni za rywalem dokonała też sama Biała Gwiazda. W starciu z Lechem Poznań 19 sierpnia 2018 roku w pierwszych osiemnastu minutach straciła wtedy dwa gole (Joao Amaral i Christian Gytkjaer), ale już niec ponad pół godziny później znalazła się na prowadzeniu 3:2 Ostatecznie triumfowała wtedy 5:2. W meczu tym brał udział po stronie krakowskiej drużyny Jakub Bartkowski, który w niedzielę bronił barw Pogoni. U przegranych zarówno wtedy, jak i teraz wystąpił z kolei Piotr Tomasik.
#ŚLĄLGD 2:2, a @czesmich ostrzegał...https://t.co/PTaTInH1xU pic.twitter.com/5hVYGSMSWj
— Fantasy Ekstraklasa (@Fantasy_ESA) February 7, 2020
Te trzy ostatnie przypadki odrobienia tak pokaźnych strat i zakończenia zwysięsko spotkania dotyczą wyłącznie drużyn występujących na wyjeździe. Z gospodarzy poprzednio po utracie dwóch bramek z rzędu, na prowadzenie zdołał wyjść Górnik Łęczna w lutym 2016 roku. Wyniku 2:0 nie udało się w tym przypadku dowieźć do końca Koronie Kielce.
Dwa tygodnie wcześniej ekipa z województwa świętokrzyskiego zresztą także była niechlubnym bohaterem podobnego scenariusza. Tym razem skuteczną gonitwę zanotowała zaś właśnie Pogoń Szczecin. To było zarazem jej ostatnie zwycięstwo przed ostatnią niedzielą odniesione w meczu najwyższej polskiej ligi w którym wcześniej przegrywała już dwiema bramkami.
Paweł Cibicki w swoim debiucie zapewnia 3 punkty @PogonSzczecin!#WPŁPOG 2:3 pic.twitter.com/ZpaWCMXRPR
— PKO BP Ekstraklasa (@_Ekstraklasa_) February 9, 2020
Na osi czasu trafienie Jakuba Rzeźniczaka, dające prowadzenie 2:0 Wiśle Płock i zwycięską bramkę Pogoni Szczecin autorstwa Pawła Cibickiego dzieli ledwie jedenaście minut. To najszybsze przejście jednej drużyny od stanu w którym przegrywa w meczu dwiema bramkami do prowadzenia w całym XXI wieku! Dotychczas najprędzej z marazmu otrząsnęło się KGHM Zagłębie Lubin, które w dwanaście minut w sezonie 2006/2007 od 1:3 z Cracovią wyszło na 4:3. Minutę dłużej w edycji 2002/2003 zajęła zaś droga Wisły Kraków z Widzewem Łódź od 0:2 do 3:2. Zarówno Miedziowi, jak i Biała Gwiazda wygrali te spotkania.
Również pięć minut dzielące pierwszą i trzecią bramką dla Pogoni Szczecin z meczu z Wisłą Płock także wygląda imponująco. Nie jest jednak nawet najlepszym wynikiem w obecnym sezonie. Krótszy okres czasu dzielił bowiem trzy kolejne bramki Legii Warszawa z Górnikiem Zabrze (od 2:0 do 4:0 w 4 minuty).