
Trzy gole padły w doliczonym czasie gry w 25. kolejce. Wszystkie one zostały odnotowane na krakowskich boiskach i miały mocny wpływ na obecny kształt szczytu tabeli PKO Bank Polski Ekstraklasy. Zarówno Pogoń Szczecin, jak też Lech Poznań zremisowały 1:1 w swoich potyczkach z ekip
Pogoń Szczecin i Lech Poznań to dwóch ostatnich liderów ligi. Od 22. kolejki na przemian rotowały się na pierwszej pozycji w tabeli. W tej serii spotkań obie drużyny czekał zaś wyjazd do Krakowa na dwie strony podwawelskich Błoni. Jako pierwsza w szranki z Cracovią stawała Pogoń Szczecin. W razie wygranej mogła więc wzorem poprzednich kolejek wywrzeć presję na dwójce pozostałych drużyn z TOP-3. Tak było w 22. kolejce, gdy pokonała 1:0 PGE FKS Stal Mielec, a Kolejorz nie sprostał Lechii Gdańsk i przed tygodniem, kiedy to wygrana 4:0 nad Radomiakiem Radom w rejestrze wyników sąsiadowała z 0:1 Lecha Poznań przeciwko Rakowowi Częstochowa.
Trudno jednak było wyobrażać sobie realizację tego planu. Gdy na zegarze pojawiła się 90. minuta Pasy posiadały przewagę nad gośćmi 11:6 w oddanych strzałach, 7:2 w strzałach z pola karnego, czy 25:18 w wejściach z piłką w pole karne. Tuż po tym jednak, jak arbiter zasygnalizował doliczony czas gry, piłkę składnie rozegrali między sobą Piotr Parzyszek oraz Jean Carlos Silva, zaś Sebastian Kowalczyk strzałem prawą nogą pokonał Karola Niemczyckiego. To był już 7. gol po 75. minucie gry ekipy Kosty Runjaica w swych siedmiu ostatnich starciach.
Zatem 1:0 dla Pogoni Szczecin po bramce w doliczonym czasie gry? Do skopiowania wyczynu z niedawnego starcia z PGE FKS Stalą Mielec, po którym Portowcy pierwszy raz w tym sezonie zostali liderami, tym razem jednak zabrakło koncentracji. Nieco ponad trzy minuty później bowiem dośrodkowanie Sergiu Hanki wykorzystał Rivaldinho, zdobywając głową bramkę na wagę remisu. Dla Pasów był to pierwszy strzał od prawie pół godziny gry. Zarówno Kowalczyk, jak też syn słynnego mistrza świata z 2002 roku, Rivaldo, byli piłkarzami posłanymi do boju w tym spotkaniu przez swoich szkoleniowców z ławki rezerwowych. Dzięki temu obie ekipy jako jedyne w stawce mają już dwucyfrowy wynik bramek zdobytych przez zmienników (po 10). Dla Cracovii w ogóle 8 z 13 strzelców goli w tym sezonie minimum raz zapisało się na listę strzelców w roli dżokera!
Przypływ skuteczności u Brazylijczyka stworzył szansę Lechowi Poznań na powrót na 1. miejsce w tabeli w niedzielę. Warunek stanowiła pełna pula w rywalizacji z Wisłą Kraków, znajdującą się aż czternaście lokat poniżej Kolejorza. Teoria nie wytrzymała jednak konfrontacji z rzeczywistością. Pogoń Szczecin w sobotę skończyła z gorszym współczynnikiem goli oczekiwanych od swego przeciwnika i podobnie stało się z Lechem Poznań. Dla niego oznaczało więc to kres 18 spotkań z rzędu z lepszym rezultatem pod tym względem niż rywale. Już w 27. minucie Joseph Colley miał sytuację wycenioną na 0,7786 według danych xG Opta. Na posterunku jednak znalazł się Jan Bednarek. Lepszą skutecznością popisał się Zdenek Ondrasek, wyprowadzając Białą Gwiazdę na prowadzenie tuż przed przerwą. W II połowie krakowska ekipa jeszcze podwyższyła ten rezultat, ale sędzia ostatecznie nie uznał gola.
Kolejorz znalazł się zatem w odwrotnej sytuacji do Pogoni Szczecin po upływie 90 minut regulaminowego czasu gry. To rywale przecież otworzyli wynik jako pierwsi i wciąż prowadzili. Dopiero w 96. minucie Antonio Milić sprytnym strzałem lewą nogą przyniósł swojemu klubowi wyrównanie. Gdyby nie to, strata do Pogoni Szczecin wzrosłaby do dwóch punktów. W ten sposób przynajmniej utrzymali różnicę po poprzedniej kolejce.
W meczach 1. i 3. drużyny tabeli padły wszystkie gole w tej kolejce w doliczonym czasie gry. Łącznie stanowiły one 20% wszystkich bramek minionej serii spotkań. Wobec braku zwycięstw u tego duetu nowym liderem tabeli został Raków Częstochowa. Ma jednak zaledwie dwa punkty nad trzecim w klasyfikacji Lechem Poznań. Portowcy plasują się dokładnie pośrodku tej pary.