

W trzech meczach 26. kolejki sezonu 2020/2021 PKO Bank Polski Ekstraklasy padło powyżej czterech goli. Największy rollercoaster miał miejsce we Wrocławiu przy okazji spotkania miejscowego Śląska z Podbeskidziem Bielsko-Biała.
Do przerwy ciężko było posądzać to spotkanie o tak wielką dawkę bramkowych emocji. Śląsk Wrocław wyszedł na prowadzenie po trafieniu Krzysztofa Mączyńskiego. Rychło odpowiedział mu jednak Rafał Janicki i do szatni ekipy udały się z remisem 1:1. Również początek II połowy daleki był od wizji futbolowej kanonady. Jednak kiedy do końca regulaminowego czasu gry zostawało pół godziny w piłkarzach po obu stronach obudziły się ofensywne zapędy. W tym okresie każda z tych ekip co najmniej raz zdołała wyjść ze stanu, w którym przegrywała jedną bramką, do prowadzenia w takim samym stosunku!
Zaczął Patryk Janasik, strzelając swego premierowego gola w Ekstraklasie, w 61. minucie, dzięki czemu w tym momencie na tablicy figurował wynik 2:1 dla Śląska. Następne dwa ciosy zadało jednak Podbeskidzie (Kamil Biliński w 70. i Marko Roginić w 78. minucie). Wobec tego prowadzenie przeszło na ręce Górali. W końcówkę rywalizacji zespół spod Klimczoka wchodził zatem ze sporymi szansami na pierwszy wyjazdowy triumf w sezonie 2020/2021 w Ekstraklasie. Kolejne gole to jednak jużwyłączne dzieło zawodników Śląska: Konrada Poprawy (83. minuta) i Roberta Picha (doliczony czas gry), co oznaczało błyskawiczne przejście od stanu 2:3 do 4:3. Taki też rezultat ostatecznie zagościł w końcowym protokole.
Cios za ciosem. Sześć bramek. Remis. Czas doliczony. I wtedy pojawia się Robert Pich, i wtedy dzieje się to!
— PKO BP Ekstraklasa ???? (@_Ekstraklasa_) April 20, 2021
????????????#ŚLĄPOD 4:3 pic.twitter.com/m7HPyM5fOW
Niektórzy ochrzcili w związku z tymi nagłymi zwrotami akcji tę rywalizację mianem "najlepszego meczu sezonu". Rzeczywiście - pierwszy raz od 31 maja 2020 roku (wtedy: Lechia Gdańsk - Arka Gdynia) w jednym starciu po 60. minucie gry padło co najmniej pięć goli. Drugi raz w bieżącej edycji - po rywalizacji Jagiellonii Białystok z Wartą Poznań w 12. kolejce - zmagań także prowadzenie w czasie meczu zmieniało się czterokrotnie (1:0, 2:1, 2:3, 4:3). Pierwszy raz stało się to natomiast trzy razy w II połowie (2:1, 2:3, 4:3).
Łącznie w tym spotkaniu zawodnicy oddali 34 strzały (średnio 1 co 2,8 minuty rzeczywistego czasu gry), z czego 15 powędrowało w światło bramki (44,1%, średnio 1 co 6,4 minuty rzeczywistego czasu gry). Pierwszy raz od 15 września 2018 roku i zmagań Wisły Kraków z Lechią Gdańsk siedmiu zawodników zdołało wpisać się na listę strzelców. Dla trzech z nich (Janasik, Poprawa, Roginić) to debiutanckie trafienia w najwyższej polskiej lidze. Łącznie zaś aż osiemnastu piłkarzy (z 32 obecnych na boisku, wespół z bramkarzami) spróbowało swego szczęścia w tej materii we wtorkowy wieczór minimum raz.
#ŚLĄPOD 4:3 to pierwszy mecz w @_Ekstraklasa_, w którym po 60. minucie gry padło co najmniej 5 goli od 31.05.2020 (#LGDARK)
— Wojtek Bajak (@WoBaj) April 21, 2021
To nie był jednak jedyny mecz w 26. kolejce o tak licznych zwrotach akcji oraz pokazie ofensywnych umiejętności w samej końcówce meczu. Ot, na przykład w starciu Jagiellonii Białystok z PGE FKS Stalą Mielec padły trzy gole od 68. minuty gry, a Biało-Niebiescy dwukrotnie w tym czasie doprowadzali do remisu. KGHM Zagłębie Lubin z kolei w ostatnich dwudziestu minutach regulaminowego czasu gry zdobyło trzy bramki. Łącznie w tej serii spotkań 14 z 26 goli odnotowano właśnie w ostatnich trzydziestu minutach gry, czyli 54% przy średniej 36% dla całego sezonu.