

W piątek 13 marca - w pierwotnym dniu rozpoczęcia 27. kolejki - zapadła decyzja o bezterminowym zawieszeniu zmagań sportowych w całym kraju. Przez to, po raz pierwszy od 1952 roku, gdy polska kadra przygotowywała się do Igrzysk Olimpijskich w Helsinkach, w kwietniu nie odbył się żaden mecz w najwyższej polskiej lidze. Przy współpracy z rządem oraz Polskim Związkiem Piłki Nożnej oraz licznych konsultacjach medycznych udało się jednak doprowadzić do wznowienia zmagań. PKO Bank Polski Ekstraklasa była jedną z pierwszych lig europejskich (i pierwszą ligą w Polsce), która wróciła na boiska, choć oczywiście z koniecznymi obostrzeniami.
Prezes Ekstraklasy S.A. Marcin Animucki podziękował premierowi @MorawieckiM za współpracę przy wznowieniu rozgrywek #Ekstraklasa. Stadiony będą częściowo otwarte dla kibiców już od 19 czerwca. pic.twitter.com/4IfcbmgjgU
— PKO BP Ekstraklasa (@_Ekstraklasa_) May 29, 2020
Około 116 520 minut upłynęło między zakończeniem spotkania Korony Kielce z ŁKS Łódź w dniu 9 marca, a początkiem potyczki Śląska Wrocław i Rakowa Częstochowa w ostatni piątek. To różnica przeliczalna na 1942 godziny lub na 80 dni i 22 godziny. Od blisko ośmiu lat nie zdarzyła się równie długa przerwa między dwoma kolejnymi spotkaniami na najwyższym szczeblu. Wtedy dwa mecze oddzielały od siebie aż 103 dni (6 maja - 17 sierpnia 2012 rok). Jeszcze niedawno takie pauzy między spotkaniami - choć oczywiście ze względów terminarzowych, a nie epidemicznych - nie były wyjątkiem. Ale już od zmiany formatu rozgrywek na ESA37 w 2013 roku żadna przerwa nie przekraczała sześćdziesięciu dni.
Według pierwotnego planu ostatni dzień rozgrywkowy w tym sezonie przypadał na 19 maja. Wobec przełożenia spotkań będzie on jednak wydłużony o dwa miesiące. Tym samym pierwszy raz od 1974 roku sezon zakończy się później niż w sierpniu. Jeśli już nic nie przeszkodzi w rozgrywkach to łącznie między pierwszym, a ostatnim dniem meczowym minie 366 dni, co również będzie rekordem w historii polskiej piłki nożnej.
Pierwsza kolejka po powrocie rozpoczęła się 29 maja. Premierowego gola w "nowym rozdaniu" strzelił Felicio Brown Forbes z Rakowa Częstochowa. Od poprzedniego trafienia w tym momencie upłynęło jakieś 1944,5 godziny. A jak zmienił się przez ten czas krajobraz ligowców? Nieznacznie. W tej kolejce wystąpiło 169 z 222 graczy (76,1%), którzy zagrali w ostatniej serii spotkań przed przerwą spowodowaną pandemią. W Lechu Poznań i Górniku Zabrze zabrakło tylko po jednym zawodniku ze składu z poprzedniego występu, odpowiednio: Michała Skórasia i Łukasza Wolsztyńskiego.. Najwięcej zmian dokonano zaś w Pogoni Szczecin, gdzie z różnych powodów wypadło aż sześciu piłkarzy (Igora Łasickiego, Zvonimira Kozulja, Tomasa Podstawskiego, Srdjana Spiridonovicia, Marcela Wędrychowskiego, Michalisa Maniasa)
Ze wszystkich piłkarzy, którzy wystąpili w ten weekend w bieżącym sezonie nie zaprezentowali się zaś wcześniej tylko Hubert Turski (Pogoń Szczecin) i Przemysław Oziębała (Raków Częstochowa). Udało się w niej natomiast rozegrać odroczone jubileusze - Jakuba Rzeźniczaka (300. mecz) i Dominika Furmana (200. mecz).
W końcu! ???? pic.twitter.com/1nK6yEmhbr
— PKO BP Ekstraklasa (@_Ekstraklasa_) May 29, 2020