

W ciągu niespełna kwadransa gry w tym starciu każdy z tych zespołów zdołał już być na prowadzeniu. Najpierw, w 7. minucie wynik otworzył napastnik Lecha Poznań - Mikael Ishak. Po kilkudziesięciu sekundach wyrównał jednak Piotr Celeban, a chwilę później gola na 2:1 dla Śląska Wrocław strzelił Mathieu Scalet. Elektryzujące preludium znalazło jednak swą kontynuację, bo w niedługi czas potem remis Kolejorzowi dał Dani Ramirez, a gdy zegar przesunął się na 32. minutę znowóż Ishak przechytrzył Matusa Putnockiego. W tym momencie na tablicy świetlnej widniał więc wynik 3:2 dla gości. Ostatecznie Śląskowi udało się wyrównać, ale było to już w II połowie i spotkanie zakończyło się wysokim remisem.
???? #ŚLĄLPO
— PKO BP Ekstraklasa (@_Ekstraklasa_) September 12, 2020
Piłkarski rollercoaster bez rozstrzygnięcia ???? pic.twitter.com/u7ddmt0z9q
Długi czas minął już od momentu, gdy po raz ostatni w ciągu pierwszych trzydziestu dwóch minut spotkania Ekstraklasy padło aż pięć goli. W poprzednim sezonie na przykład taką liczbę trafień najszybciej udało się skompletować w rywalizacji KGHM Zagłębia Lubin z Lechią Gdańsk w 26. kolejce. Stało się tak jednak "dopiero" w 41. minucie. By znaleźć spotkanie z lepszym rezultatem czasowym od sobotniego starcia, należałoby się cofnąć do 20 listopada 2015 roku. Wtedy naprzeciwko siebie stanęły Bruk-Bet Termalica Nieciecza oraz Piast Gliwice i po 30 minutach gry wynik wynosił 3:2 dla ekipy gości po bramkach - chronologicznie - Kornela Osyry (6'), Dawida Sołdeckiego (25'), Tomasza Foszmańczyka (27'), Kamila Vacka (29') i Josipa Barisicia (30').
Także na spotkanie, w którym w pierwszych czternastu minutach, padłyby trzy gole, trzeba było poczekać blisko rok. Ostatnio bowiem zdarzyło się ono 5 października 2019 roku, gdy starły się Pogoń Szczecin oraz Raków Częstochowa. Wówczas jeszcze przed upływem premierowego kwadransa na tablicy świetlnej figurował wynik 2:1 dla zespołu spod Jasnej Góry, ale kontynuacji tej kanonady już nie było. Natomiast ostatnią ekipą, która tak jak w sobotę Lech Poznań trafiła trzy razy w ciągu pierwszych dwudziestu ośmiu minut rywalizacji pozostawał... Śląsk Wrocław. Ekipa Vitezslava Lavicki dokonała tego w potyczce z ŁKS Łódź na koniec rundy zasadniczej ubiegłych rozgrywek.
#ŚLĄLPO to pierwszy mecz w @_Ekstraklasa_, w którym do 32. minuty padło 5 goli od #BBTPIA - 20.11.2015
— Wojtek Bajak (@WoBaj) September 12, 2020
Ponadto jeśli policzyć sam czas od pierwszej do piątej bramki - 24 minuty - to okaże się, że w tak krótkim przedziale piłkarze uraczyli kibiców równie wysoką skutecznością pierwszy raz od rywalizacji Legii Warszawa z Górnikiem Zabrze w listopadzie 2019 roku. Wtedy od samobója Pawła Bochniewicza na 2:0 dla Wojskoych do honorowego trafienia gości autorstwa Przemysława Wiśniewskiego na 5:1 upłynęły zaledwie 22 minuty.
Na liście strzelców w tym spotkaniu znalazł się między innymi Piotr Celeban. To trafienie pozwoliło zawodnikowi Śląska Wrocław pobić rekord wszech czasów w liczbie zdobytych bramek w Ekstraklasie wśród obrońców! Zawodnik ten już 36. raz skierował piłkę do siatki przeciwników na tym szczeblu. Jego poprzednik na pozycji numer jeden, Kazimierz Węgrzyn, uczynił to zaś 35-krotnie w czasie swej kariery.
Według niektórych źródeł (m.in. 90minut.pl) także i defensor wrocławskiego klubu na razie ledwie wyrównał osiągnięcie eks-zawodnika Hutnika Kraków, Wisły Kraków, GKS Katowice, Pogoni Szczecin, Widzewa Łódź, czy Cracovii. Osią rozbieżności jest starcie z 21 kwietnia 2007 roku. Wtedy Celeban w barwach Portowców pokonał bramkarza Górnika Łęczna. Tak zinterpretował to wydarzenie w raporcie arbiter tej potyczki. Jednakże niektórzy przypisali tego gola jako samobój piłkarza Zielono-Czarnych, Przemysława Kuliga.
⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽⚽ pic.twitter.com/IxCRJfzl1v
— Śląsk Wrocław (@SlaskWroclawPl) September 15, 2020