

Gdy w 39. minucie sobotniego meczu Bartłomiej Pawłowski ustawił piłkę na jedenastym metrze, można było śmiało przypuszczać, że za chwilę trafi do siatki i da Widzewowi Łódź prowadzenie. W końcu dał już się poznać jako specjalista od stałych fragmentów – przed tygodniem pokonał z rzutu karnego bramkarza Lechii Gdańsk, a w 2. kolejce strzelił gola bezpośrednio z rzutu wolnego. Tak się jednak nie stało, bo na jego drodze stanął Michał Szromnik, którego niezwykle trudno pokonać w ten sposób.
Był to już 4. z rzędu niewykorzystany rzut karny przeciwko Śląskowi Wrocław! Wcześniej przeciwko tej ekipie z jedenastek pomylili się: Felicio Brown Forbes (wtedy bronił Matus Putnocky), Łukasz Zwoliński oraz Piotr Wlazło. To były pomocnik Bruk-Betu Termaliki Nieciecza był poprzednim strzelcem wykonującym rzut karny przeciwko wrocławianom. Swoją szansę miał pod koniec października ubiegłego roku. Potem drużyna z dolnego Śląska rozegrała aż 25 meczów, podczas których sędziowie ani razu nie wskazali na „wapno” na ich niekorzyść.
W sumie Wojskowi notują serię aż 55 kolejnych meczów bez straty gola z jedenastki. Żeby odnaleźć takie trafienie trzeba cofnąć się aż do derbów Dolnego Śląska z 11 grudnia 2020 roku. Wtedy z pojedynku z Michałem Szromnikiem zwycięsko wyszedł Dejan Drazic. W całym poprzednim sezonie Śląsk był jedynym zespołem, przeciwko któremu nikt nie zdobył tak bramki. Z kolei w aktualnej edycji rozgrywek mieliśmy okazję oglądać łącznie już 8 rzutów karnych – próba Bartłomieja Pawłowskiego z 4. kolejki jest jak dotąd jedyną nieudaną.