

Przed rozpoczęciem 5. kolejki Piast nie miał na swoim koncie choćby jednego punktu, a na domiar złego pozostawał jedyną drużyną w stawce bez strzelonego gola. Rozwiązaniem problemów gliwiczan okazał się powracający do ligi Jorge Felix.
„Wróciłem do domu i cieszę się, że tak się stało. Byłem tutaj szczęśliwy i jestem pewien, że teraz też tak będzie. Cały czas śledziłem wyniki Piasta, więc jestem na bieżąco z sytuacją zespołu” – tak wypowiadał się Hiszpan dla oficjalnej strony klubowej zaraz po podpisaniu kontraktu. A sytuacja była przecież zła. Gracze Waldemara Fornalika zaczęli sezon od porażki z Jagiellonią Białystok, a później ulegli jeszcze z Zagłębiem Lubin i Legią Warszawą. Pozytywów nie było gdzie szukać, skoro w żadnym z tych meczów nie udało im się nawet trafić do siatki.
Po ogłoszeniu powrotu Felixa pojawił się jednak optymizm. 30-letni ofensywny pomocnik był w końcu pierwszoplanową postacią zespołu, który w 2019 roku sięgnął po mistrzostwo Polski. W tym historycznym dla Piasta sezonie udało mu się zdobyć 6 bramek. Indywidualnie jeszcze lepsza była dla niego kolejna edycja rozgrywek, w której jego licznik zatrzymał się dopiero na 16 trafieniach. Wtedy wychowanek Atletico Madryt brylował nie tylko na murawie, ale i na Gali Ekstraklasy, podczas której odebrał nagrodę Piłkarza Sezonu. W sumie przed odejściem do tureckiego Sivassporu zdążył uzbierać 67 ligowych występów dla klubu z Gliwic.
Teraz, w 68. meczu w Ekstraklasie, potrzebował zaledwie pięciu minut od wejścia na boisko, żeby efektownym szczupakiem wykończyć dośrodkowanie Damiana Kądziora. Piast utrzymał prowadzenie i zdobył pierwsze punkty w sezonie. Dla gliwiczan było to już 3 zwycięstwo na 4 ostatnie mecze przeciwko Cracovii. Graczom ze Śląska udało się podtrzymać ciekawą serię: od 28 września 2020 nie przegrali żadnego meczu na wyjeździe, w którym przynajmniej raz strzelali gola. „Rozpoczynamy zwyciężanie, a ta wygrana doda wszystkim pewności siebie i gra stanie się jeszcze lepsza” – przekonywał po ostatnim gwizdku Felix, a kibice Piasta nie mają chyba powodów, żeby nie wierzyć mu na słowo.