

Ta seria spotkań obfitowała w nagłe zwroty akcji. Siedem drużyn zdobyło bramki na wagę punktów już po 70. minucie gry. W sześciu meczach punkty inkasowały ekipy, które traciły gole jako pierwsze. W czterech przypadkach udało się odrobić zaś nawet dwa trafienia straty.
W poprzednim sezonie 59,6% meczów zakończyło się wygranymi zespołów, które strzeliły gola jako pierwsze w meczu. Za pięć ostatnich edycji ten wynik wynosi nawet aż 62,5%. W kampanii 2021/2022 w PKO Bank Polski Ekstraklasi ten rezultat bardzo mocno zaburzy 7. kolejka. W niej bowiem w sześciu spotkaniach drużyny, które straciły gola jako pierwsze zdołały ostatecznie zapisać na swoim koncie punkty. Udało się to: Cracovii (2:2 z Górnikiem Zabrze), Wiśle Kraków (2:2 z Lechią Gdańsk), Lechowi Poznań (2:2 z Rakowem Częstochowa), Górnikowi Łęczna (3:2 z Wisłą Płock), Jagiellonii Białystok (1:1 z PGE FKS Stalą Mielec) i Radomiakowi Radom (1:1 z Pogonią Szczecin).
Już drugi raz w bieżącym sezonie ponad połowa spotkań w kolejce ma taki scenariusz. Zdarzyło się bowiem tak w serii otwierającej całe zmagania (5 z 9). W ten weekend jednak aż czterokrotnie ekipom udało się odrabiać dwubramkowe straty. W przypadku krakowskich ekip oraz Lecha Poznań zakończyło się to remisami (po 2:2). Górnik Łęczna zaliczył zaś pełną "remontadę" - jak po hiszpańsku nazywa się odwrócenie losów rywalizacji. Jeszcze do 68. minuty na tablicy świetlnej jedynego obiektu z Lubelszczyzny w PKO Bank Polski Ekstraklasie wynik brzmiał 0:2.
0:2 ???? 3:2
— PKO BP Ekstraklasa (@_Ekstraklasa_) September 13, 2021
Powrót @zielono_czarni w starciu z @WislaPlockSA skompletowany w wielkim stylu w doliczonym czasie gry! ????#GKŁWPŁ 3:2 pic.twitter.com/H5e3CTPSiY
W kilkaset sekund później jednak dzięki dubletowi do remisu doprowadził najlepszy snajper Górnika Łęczna w historii występów w elicie - Bartosz Śpiączka. W doliczonym czasie gry ostatecznie szalę zwycięstwa przechylił młodzieżowiec Marcel Wędrychowski. Ostatnią drużyną przed Zielono-Czarnymi, która zdołała wygrać spotkanie, w którym do 68. minuty przegrywała dwiema bramkami była Arka Gdynia 22 lutego 2020 roku przeciwko Rakowowi Częstochowa (od 0:2 po 71 minutach gry do 3:2 na koniec spotkania). Niespełna dwa tygodnie wcześniej dokonała tego zaś Pogoń Szczecin (od 0:2 po 76 minutach gry do 3:2). Górnik to także pierwszy zespół z trzema zdobytymi bramkami od 69. minuty spotkania w najwyższej polskiej lidze od 21 kwietnia 2021 roku (KGHM Zagłębie Lubin przeciwko Wiśle Kraków).
W ogóle to właśnie końcówki meczów zaważyły na "remontadowym" charakterze kolejki. Cracovia, Wisła Kraków, Górnik Łęczna i Radomiak Radom wbiły bramki przesądzające o ostatecznych wynikach w ich spotkaniach... po 90. minucie! Także w doliczonym czasie gry zwycięstwo zgarnęło KGHM Zagłębie Lubin po długotrwałym 0:0 z Piastem Gliwice. Ostatnio pięć goli w tym przedziale padło w 2. kolejce edycji 2019/2020.
Ponadto Śląsk Wrocław swe zwycięskie trafienie w sobotę uzsykał w 84. minucie, a tuż przed końcem przedostatniego kwadransa gry gola na 2:2 strzelił Lech Poznań. Zatem tylko w starciach Jagiellonii Białystok z PGE FKS Stalą Mielec i Warty Poznań z Bruk-Betem Termalica Nieciecza nie padł żaden gol w ostatnich dwudziestu minutach. Gdyby za ostateczny rezultat uznać wyniki właśnie z 70. minuty, to z pełnej puli cieszyłyby się: Wisła Płock (ostatecznie straciła trzy punkty), Górnik Zabrze, Pogoń Szczecin, Lech Poznań i Lechia Gdańsk (ostatecznie straciły po 2 punkty). Jeden punkt więcej na swoim koncie miałyby zaś Legia Warszawa i Piast Gliwice.
Rys. Tak prezentowałaby się tabela, gdyby za końcowe rezultaty uznać yniki do przerwy
