

W drugim dniu marca wypada setna rocznica urodzin Kazimierza Górskiego, polskiego "Trenera Tysiąclecia", znanego przede wszystkim z sukcesów z kadrą biało-czerwonych. Nim jednak objął stery reprezentacji, przez wiele lat zapisywał on piękną kartę w roli piłkarza i szkoleniowca w
- Do dziś jest to dla mnie zaskakujące, dlaczego to pokolenie polskich piłkarzy z lat 60., nie odniosło sukcesu w reprezentacji? - zapytał refleksyjnie w czasie nagrywania "Galerii Legend Ekstraklasy" Andrzej Iwan. Trudno nie przyznać słuszności rozterkom znakomitego zawodnika. Przecież w tamtym pokokoleniu trafili się zawodnicy tacy jak Ernest Pohl, Lucjan Brychczy, Jan Liberda, Stanisław Oślizło, na bramce Edward Szymkowiak albo Hubert Kostka, a do futbolu wchodzili Włodzimierz Lubański, Jan Banaś i Kazimierz Deyna. I w generacjach przed nimi zdarzały się przecież znakomite nazwiska na czele z Gerardem Cieślikiem, Ernestem Wilimowskim, Teodorem Peterkiem i Henrykiem Reymanem. A jednak kolejni trenerzy reprezentacji nie potrafili stworzyć z tego zlepka gwiazd drużyny na miarę oczekiwań 30-milionowego narodu. Udało się to dopiero Kazimierzowi Górskiemu.
ZE LWOWA DO LEGII
Pewnie właśnie dlatego w polskim społeczeństwie funkcjonuje matryca. Słyszysz "Kazimierz Górski" - automatycznie myślisz "Trener Tysiąclecia". A przecież nie wziął się na tym stanowisku przypadkiem. Obejmował je jako uznany w przeszłości piłkarz i szkoleniowiec Ekstraklasy. Wśród wszystkich osób pełniących tę funkcję od 1966 roku, czyli wprowadzenia stałej pozycji selekcjonera, więcej goli od niego w Ekstraklasie strzelili tylko Michał Matyas, Henryk Apostel i Zbigniew Boniek. Filigranowy, szybki napastnik o pseudonimie "Sarenka" zdołał bowiem zdobyć w nich 34 bramki, w tym jednego hat-tricka (z Ruchem Chorzów) i dwa dublety. Rozpoczęło się od trafienia uzyskanego w starciu z Wartą Poznań 11 kwietnia 1948 roku. Końcowy akord tego rejestru stanowiła zaś bramka z rzutu wolnego przeciwko Garbarnii Kraków 26 sierpnia 1951 roku.
Cały ten dorobek wypracował w Legii Warszawa. Bo choć pochodził ze Lwowa, to w momencie wybuchu II Wojny Światowej liczył sobie ledwie 18 lat i nie zdążył zadebiutować w tak ubóstwianej przez siebie Pogoni. Wspominał kiedyś, że zwyczajowo juniorzy gromadzili się przed budynkiem klubowym, aby móc zanieść nesesery piłkarzom do szatni. Szczególnie młodzi adepci wyczekiwali Wacława Kuchara, wielkiego idola, pierwszego zawodnika, który w mistrzowskich rozgrywkach w Polsce strzelił co najmniej sto goli. Górski wspominał potem jako jeden z najlepszych momentów w swoim dzieciństwie, dzień gdy to on został "tragarzem" popularnego piłkarza.

Dwie wielkie legendy polskiego sportu - lekkoatletka Irena Szewińska i Kazimierz Górski
Kto by przypuszczał, że ponad dwie dekady później spotkają się po dwóch stronach linii bocznej w Legii Warszawa. Właśnie Wacław Kuchar okazał się bowiem ostatnim trenerem, który dał szansę zagrać Kazimierzowi Górskiemu w najwyższej polskiej lidze. Stało się tak 9 sierpnia 1953 roku przeciwko Lechowi Poznań. Napastnik zmienił w tym starciu w 65. minucie innego lwowianina - Andrzeja Cehelika. Łącznie zaś wystąpił w 81 meczach podzielonych na pięć sezonów. Zdobył w tym czasie brązowy medal w 1951 roku przyczyniając się do sukcesu siedmioma trafieniami w osiemnastu starciach.
Już na ten ostatni mecz w karierze piłkarskiej w Ekstraklasie wrócił po kilkunastomiesięcznej przerwie, uproszony przez szkoleniowca. Od pewnego czasu pełnił wszak funkcję asystenta Wacława Kuchara i przygotowywał się do stałego przejścia na drugą stronę linii bramkowej.
W MARCU JAK W GARNCU
To nawet zadziwiające, jak wiele ważnych wydarzeń w jego życiorysie związanych było z marcem. W tym miesiącu przyszedł na świat (02.03.1921), zadebiutował w najwyższej polskiej lidze jako piłkarz (14.03.1948), ale też jako trener (15.03.1948). W obu rolach pierwszym rywalem zespołów Kazimierza Górskiego była zaś Polonia Bytom, on sam zaś znajdował się w szeregach Legii Warszawa. Ten pierwszy epizod na ławce Wojskowych był jeszcze dość krótki. Dawny piłkarz tymczasowo pełnił rolę trenera na początku sezonu 1959, w oczekiwaniu na przyjazd zakontraktowanego eks-reprezentanta Jugosławii - Stjepana Bobka. Głównym szkoleniowcem był w sumie przez cztery mecze, w których wygrał raz i zanotował trzy remisy.
Do Wojskowych wracał jeszcze dwa razy (1960-1962 i 1981-1982). To z nimi odniósł swoje największe sukcesy szkoleniowe w polskiej lidze w karierze. W sezonie 1960 doprowadził stołeczną ekipę do wicemistrzostwa Polski z punktem straty do triumfatora rozgrywek - Ruchu Chorzów, choć jeszcze tydzień przed końcem zmagań Legia była poza podium. Trzy wygrane z rzędu na finiszu pozwoliły jej jednak wyprzedzić Górnika Zabrze i Zagłębie Sosnowiec w klasyfikacji generalnej. Kolejna edycja zmagań przyniosła im zaś brązowy medal. I znów udało się to dzięki zrywowi w końcówce. Po przedostatniej kolejce Legioniści znajdowali się wszak ledwie na 4. pozycji. Po swej trzeciej i zarazem ostatniej przygodzie z Wojskowymi w klubowych rejestrach zaś pozostawił po sobie między innymi ćwierćfinał Pucharu Zdobywców Pucharów.

Kazimierza Górskiego od spadku z Gwardią z Ekstraklasy do złotego medalu olimpijskiego dzieliło ledwie 6 lat
Ale nie był to jego jedyny klub w Ekstraklasie. Po drugiej kadencji w Legii przeniósł się bowiem za miedzę - do Gwardii Warszawa. W dwóch pierwszych sezonach zespół pod jego wodzą okazał się typowymm ligowym średniakiem, klasyfikowanym na 9. i 6. miejscu. Trzecia edycja zaś... jeszcze pogorszyła te notowania. Z niewiadomych względów ekipa w składzie między innymi z młodym Joachimem Marxem dołowała, plasując się praktycznie od samego startu "pod kreską". Górski ostatecznie odszedł na trzy kolejki przed końcem zmagań, gdy spadek był już przesądzony. Zastąpił go Edward Drabiński, czyl ten sam szkoleniowiec, który dał blisko dwie dekady wcześniej zadebiutować swemu bezpośredniemu poprzednikowi w Ekstraklasie w roli piłkarza. A Górski i Marx spotkali się raz jeszcze. Już w reprezentacji, gdy zdobyli złote medale olimpijskie w Monachium w 1972 roku. Twardy lwowianin wiedział bowiem, że w futbolu nie wolno rezygnować po pierwszym niepowodzeniu.
Niektórzy jeszcze poza pracą w dwóch stołecznych drużynach zaliczają Kazimierzowi Górskiemu do dokonań w Ekstraklasie, pracę z ŁKS Łódź, gdzie oficjalnie pełnił rolę trenera-konsultanta już w czasie pełnienia funkcji selekcjonera reprezentacji Polski. Zależnie od przyjętych kryteriów jego dorobek na tym szczeblu wynosi więc 186 lub 214 meczów, w których odniósł 84/72 zwycięstwa, 64/56 meczów zremisował, a 76/68 razy jego zespoły schodziły z boiska pokonane. W sumie dobył 232 na 428 możliwych punktów (albo 200/372). Szczególnym rywalem okazał się dla niego Ruch Chorzów. Przeciwko niemu jako szkoleniowiec odniósł bowiem w Ekstraklasie swą pierwszą wygraną (12.04.1959 - 3:1), ustanowił swój rekord najwyższego zwycięstwa (24.09.1961 - 6:0) i po raz ostatni poprowadził zespół w najwyższej polskiej lidze (20.11.1982 - 1:0).
PAMIĘTAMY!
Raz też w roli piłkarza Legii zagrał w reprezentacji Polski, ale akurat tego epizodu raczej nie wspominał najlepiej... Polacy po kilkudziesięciogodzinnej podróży pociągiem przegrali sromotnie 0:8 z Danią, co do dziś stanowi największy rozmiar porażki na arenie międzynarodowej. To niepowodzenie akurat jednak powetował sobie już jako trener.
Dziś bowiem przede wszystkim Kazimierz Górski znany jest ze swoich dokonań w reprezentacji Polski. To on bowiem w latach 1972-1976 wywalczył 3. miejsce na mistrzostwach świata oraz złoto i srebro igrzysk olimpijskich. Dla jego reprezentacji wyludniały się ulice. O bojach na Wembley z Anglikami, finale w Monachium przeciwko Węgrom, zwycięstwach nad Argentyną, Włochami, Brazylią, czy Holandią opowiadano jeszcze długie lata. To pod jego wodzą w reprezentacji status europejskich gwiazd osiągnęli Włodzimierz Lubański, Kazimierz Deyna, Grzegorz Lato, Andrzej Szarmach, Henryk Kasperczak, Władysław Żmuda, Robert Gadocha, czy Jan Tomaszewski. Dlatego też to on nazywany jest polskim Trenerem Tysiąclecia.

To właśnie Kazimierz Górski dał szansę debiutu w reprezentacji Polski Zbigniewowi Bońkowi (na drugim planie - Włodzimierz Lubański).
* * *
Poza pracą z polskimi drużynami, czy to klubowymi (poza Ekstraklasą też w Lubliniance oraz Marymoncie Warszawa), czy reprezentacyjnymi (nim został selekcjonerem prowadził jeszcze ekipy młodzieżowe oraz wchodził w skład kapitanatu, pełniącego wtedy kolegialnie funkcję trenera kadry) pracował także w Grecji, m.in. Panathinaikosie AO oraz Olympiakosie SFP (łącznie wywalczył pięć mistrzostw Grecji i cztery Puchary Grecji). Po powrocie do kraju pełnił zaś role wiceprezesa i prezesa PZPN. W uznaniu swoich zasług dla światowej piłki otrzymał tytuł honorowego prezesa PZPN, czy Rubinowy Order Zasługi UEFA i Złoty Medal Zasługi FIFA. Zmarł w 2006 roku, tuż przed rozpoczęciem mistrzostw świata w Niemczech.
Z okazji setnej rocznicy jego urodzin, przypadającej w najbliższy wtorek, cała 19. kolejka PKO Bank Polski Ekstraklasy poświęcona będzie pamięci Kazimierza Górskiego. Obchody rocznicy organizowane są wspólnie z Fundacją Kazimierza Górskiego. W ramach kolejki, która potrwa od piątku 26 lutego do niedzieli 28 lutego, wszyscy piłkarze wychodzić będą na przedmeczowe rozgrzewki w koszulkach okolicznościowych. W transmisjach z meczów pojawią się dedykowane grafiki telewizyjne. Treści poświęcone legendarnemu trenerowi pojawią się także we wszystkich kanałach multimedialnych PKO Bank Polski Ekstraklasy oraz klubów.