

Ekstraklasa liczy sobie już ponad dziewięćdziesiąt jeden wiosen. Mistrzostwa Świata są zaś ledwie trzy lata młodsze od najwyższej polskiej ligi. Dzieje obu tych prawie rówieśników na przestrzeni dziewięciu dekad przecinały się niejednokrotnie. Okruchy mundialowych emocji - spekta
MŚ 1934: Medal dla „Kacsy”
Geza Kalocsay do dziś nosi miano jednego z najwybitniejszych trenerów w historii Ekstraklasy. Współtwórca potęgi Górnika Zabrze z lat sześćdziesiątych na tle kolegów po fachu imponował warsztatem, wiedzą, umiejętnościami oraz intuicją. A jednocześnie bawił pokracznymi konstrukcjami językowymi, tworzonymi z plątaniny wyrazów polskich, węgierskich, niemieckich, czeskich i słowackich. Te dwa ostatnie języki u tego rodowitego Madziara nie wzięły się z przypadku.
W momencie jego przyjścia na świat (1913 rok) rodzinne miasto Beregszasz należała do Królestwa Węgier, stanowiącego część Austro-Węgier. Po I Wojnie Światowej, stała się ona jednak wschodnim bastionem Czechosłowacji, już pod nazwą Berehovo. Dlatego to z tym krajem „Kacsa” związał swą piłkarską karierę. Po grze dla klubów z rodzinnej miejscowości trafił do Sparty Praga. Szybki, skuteczny i młody lewy łącznik wpadł w oko Karelowi Petru, selekcjonerowi kadry i pojechał na mundial w 1934 roku jako reprezentant Czechosłowacji. Drużyna z nim w składzie zdobyła na tym turnieju wicemistrzostwo świata. Przyszły szkoleniowiec Górnika przegrał jednak rywalizację o miejsce w składzie z Antoninem Pucem i przez cały turniej nie podniósł się z ławki rezerwowych. W 1966 roku, kiedy został zatrudniony przez Górnika, stał się pierwszym w historii szkoleniowcem Ekstraklasy z medalem MŚ zdobytym w roli piłkarza. Był ostatnim żyjącycm medalistą turnieju z 1934 roku.

fot. "Przegląd Sportowy"
Na tym samym mundialu selekcjonerem reprezentacji Francji był Gabriel Sidley Kimpton, znany raczej jako „George” lub „Sid”. Zanim powstała Ekstraklasa prowadził on Polonię Warszawa oraz Cracovię. Na mundialu we Włoszech stał zaś oficjalnie na czele kadry Trójkolorowych, choć de facto tylko doradzał tercetowi miejscowych szkoleniowców Gastonowi Barreau, Jeanowi Rigalowi oraz Maurice'owi Delanghe. Widać kłótnie i sfary w obozie francuskim nie były tylko domeną czasów Raymonda Domenecha, bo i w 1934 roku wyjazd zakończył się skandalem. Kimpton oskarżył francuskich szkoleniowców, że go lekceważyli i stąd Trójkolorowi przegrali w swym jedynym meczu turnieju z Austrią.
MŚ 1938: Rekordy "Eziego" i Broma
Pierwszy raz na MŚ pojawili się piłkarze Ekstraklasy. Była to dwudziesta szósta liga na świecie (o pół godziny wyprzedzili ją z debiutem przedstawiciele ligi Indii Holenderskich, Kuby oraz Norwegii) i piętnasta w Europie z której piłkarze zagrali na mundialu. Premiera odbyła się dzięki awansowi reprezentacji Polski na ten turniej. Z uwagi na format rozgrywek biało-czerwoni zagrali tylko jedno spotkanie. Przeszło ono jednak do historii.
Po dogrywce Polacy przegrali 5:6 z Brazylią. Cztery gole w tym starciu strzelił napastnik Ruchu Chorzów, Ernest Wilimowski, co było pierwszym w historii takim wyczynem w jednym spotkaniu MŚ. Jego wynik pobił dopiero Oleg Salenko w 1994 roku. Do dziś natomiast nikt nie zaliczył więcej trafień przeciwko Canarinhos na mundialu. Pierwszym strzelcem gola z Ekstraklasy na mundialu został jednak nie „Ezi”, ale Fryderyk Scherfke z Warty Poznań, który strzałem z rzutu karnego pokonał Batataisa.

Oprócz tej dwójki na mundialu zagrało jeszcze siedmiu graczy z najwyższej polskiej ligi. Po dwóch przedstawicieli w tym gronie miały Ruch Chorzów i Polonia Warszawa, po jednym ŁKS Łódź, Cracovia, AKS Chorzów, Wisła Kraków i Warta Poznań. Kapitanem był gracz Czarnych Koszul – Władysław Szczepaniak. W sumie zaś powołanych zostało siedemnastu graczy z Ekstraklasy. Jeden z nich, Walter Brom z Ruchu Chorzów, do dziś jest najmłodszym bramkarzem w historii znajdującym się w składzie na MŚ. Siedmiu wybrańców, pomimo nominacji nie pojechało zaś na mundial. Było to spowodowane problemami finansowymi. Selekcjoner polskiej drużyny narodowej, Józef Kałuża, został pierwszym człowiekiem, który grał w Ekstraklasie, a potem pełnił rolę selekcjonera podczas MŚ. Później dołączyli do niego Kazimierz Górski, Jacek Gmoch, Antoni Piechniczek, Henryk Kasperczak, a w 2018 roku dokona tego też Adam Nawałka.
Po zwycięstwie nad Polską, Brazylia trafiła na Czechosłowację. Nie było już w składzie wicemistrzów świata Gezy Kalocsaya. Nowy selekcjoner, Josef Meissner, powołał natomiast na ten mundial piłkarza w przyszłości związanego z Ekstraklasą jako trener Wisły Kraków - Karela Kolsky'ego. Podobnie jak cztery lata wcześniej „Kacsa”, pełnił on rolę rezerwowego. Czechosłowacja zaś po fascynującym boju – nazywanym Bitwą o Bordeaux – odpadła z Brazylią w ćwierćfinale.
MŚ 1950: Pierwszy powojenny mundial
Na tym turnieju wystąpił jeden z przyszłych trenerów Ekstraklasy - Stjepan Bobek – najlepszy w historii strzelec reprezentacji Jugosławii. Strzelił nawet gola Meksykowi. Drużyna z nim w składzie zajęła 2. miejsce w grupie. Przy porównaniu wszystkich grup, dałoby jej to 5. miejsce w całym turnieju. Z uwagi na format turnieju Plavi odpadli jednak już po tej pierwszej fazie.
MŚ 1954: Brat rekordzisty Dębu, stryjek mistrza Polski
Antoni Herman zadebiutował w Ekstraklasie w 1936 roku i od razu w swym pierwszym spotkaniu strzelił premierowego gola dla Dębu Katowice w najwyższej klasie rozgrywkowej. Z dorobkiem ośmiu goli w tamtym sezonie ustąpił miejsca w klasyfikacji strzelców tylko takim tuzom jak Teodor Peterek, Ernest Wilimowski, Kajetan Kryszkiewicz, Antoni Lewandowski, Michał Matyas, Hubert Gad, Karol Pazurek i Gerard Wodarz. Do dziś jest najlepszym w historii strzelcem Dębu w elicie. Większa sława pisana była jednak jego rodzonemu bratu – Ryszardowi, który w tym czasie miał ledwie trzynaście lat. Po II Wojnie Światowej już jako Richard Herrmann w barwach reprezentacji RFN sięgnął on w 1954 roku po mistrzostwo świata! Brat Ekstraklasowego snajpera zagrał na tamtym turnieju w meczu grupowym przeciwko Węgrom. Dekadę później w najwyższej polsiej lidze zadebiutował zaś syn Antoniego, czyli bratanek mistrza świata Ryszarda – Edward. Z Ruchem Chorzów zdobył on mistrzostwo Polski w 1968 roku.
Niemcy wygrali ten turniej, choć wcale nie byli faworytami. Do tego miana pretendowali przede wszystkim Węgrzy. Otatecznie jednak pozostało im wicemistrzostwo po przegranym fascynującym finale nazywanym „Cudem Berneńskim”. Ważny udział w drodze do finału odegrali Nandor Hindegkuti oraz Gyula Grosics. Pierwszy strzelił łącznie cztery gole (w tym po jednym w ćwierćfinale i półfinale), drugi był uznawany za najlepszego golkipera zmagań. Kilkanaście lat później obaj znaleźli się w Ekstraklasie. Hindegkuti prowadził w 1972 roku Stal Rzeszów – misja zakończyła się jednak spadkiem do II ligi – a Grosics pod koniec lat sześćdziesiątych szkolił bramkarzy Górnika Zabrze.
Na tym mundialu zagrał też po raz drugi w swej karierze przyszły szkoleniowiec Legii Warszawa - Stjepan Bobek. Był już wtedy kapitanem Jugosłowian. Tym razem Plavi zatrzymali się na ćwierćfinale, w którym ulegli RFN 0:2.
Na tym turnieju znalazł się także były szkoleniowiec klubów Ekstraklasy. Lajos Czeizler jako drugi po Józefie Kałuży poprowadził klub w najwyższej polskiej klasie rozgrywkowej, a potem jedną z reprezentacji na mundialu. W Polsce Węgier trenował ŁKS Łódź. Zajął z nim 6. i 7. miejsce w najwyższej lidze. Potem zaś dzięki sukcesom z AC Milanem wyrobił sobie dobrą markę we Włoszech i to właśnie jemu powierzono funkcję selekcjonera Italii na mundialu w 1954 roku. Ostatecznie Italia przegrała ze Szwajcarią baraż o wyjście z grupy.
MŚ 1958: Druga rola Kolsky'ego
Znów na mundialu zameldował się Karel Kolsky, ale tym razem już jako selekcjoner. Czechosłowacja pod jego wodzą zremisowała 2:2 z urzędującym mistrzem – RFN, choć prowadziła już 2:0 - i wygrała z Argentyną aż 6:1, co do dziś stanowi najwyższą porażkę Albicelestes na mundialu. Po barażu drużyna Czechów i Słowaków przegrała jednak batalię o wyjście z grupy z Irlandią Północną. Kolsky był jedynym w historii człowiekiem, który z reprezentacją Czechosłowacji uczestniczył w MŚ zarówno jako piłkarz, jak i trener. Pięć lat po tym turnieju Kolsky zasiadł za sterami Wisły Kraków. Był pierwszym w dziejach szkoleniowcem, który prowadził kadrę na mundialu, a potem pracował w Ekstraklasie.
CZYTAJ: DOBRY PIŁKARZ - POTEM TRENER...
U Węgrów zagrali zaś, tak jak cztery lata wcześniej, Nandor Hindegkuti i Gyula Grosics. Madziarzy podzielili jednak los Czechosłowacji i nie wyszli z grupy.
MŚ 1962: Pożegnanie Grosicsa
Pożegnalny mundial Gyuli Grosicsa. Przyszły szkoleniowiec bramkarzy Górnika Zabrze zagrał na nim w trzech z czterech spotkań Madziarów. Pełnił w nich też funkcję kapitana drużyny. Ostatecznie zakończyło się na ćwierćfinałowej porażce 0:1 z Czechosłowacją.
Wojciech Bajak
fot. 400mm.pl